Chiny szykują inwazję na Tajwan? Analityk o zmianach w retoryce Pekinu
Chiny kontynuują presję militarną i polityczną na Tajwan, a niedawne zmiany w retoryce chińskiego rządu wywołują pytania o dalsze plany Pekinu. Czy obecne wydarzenia wskazują na możliwość rychłej inwazji na Tajwan? Przeanalizował to dla nas Marcin Przychodniak, analityk do spraw Chin z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
- Zastąpienie w raporcie rządu Chin zwrotu o „przeciwstawianiu się niepodległości” sformułowaniem o „twardym zwalczaniu sił separatystycznych” ma wymiar wojny psychologicznej
- Okresowy spadek aktywności chińskiego lotnictwa wojskowego wokół wyspy
- Władze w Pekinie preferują polityczne metody asymilacji Tajwanu
Sesje parlamentu a aktywność militarna wokół Tajwanu
W ostatnim czasie uwaga międzynarodowych analityków skupiła się na nietypowych wahaniach aktywności Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w rejonie Cieśniny Tajwańskiej. Chwilowy spadek liczby naruszeń Strefy Identyfikacji Obrony Powietrznej (ADIZ) wywołał spekulacje dotyczące możliwych przegrupowań lub zmian w strategii wojskowej Pekinu. Ministerstwo Obrony Narodowej Tajwanu na bieżąco raportuje o tych incydentach, jednak ocena motywacji chińskiego dowództwa wyłącznie na podstawie obserwacji radarowych napotyka na ograniczenia analityczne.
Sytuację tę szczegółowo wyjaśnia Marcin Przychodniak, analityk do spraw Chin z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Podkreśla on, że zmniejszona obecność wojskowa w określonych oknach czasowych ma swoje twarde uzasadnienie w wewnętrznym kalendarzu politycznym Chińskiej Republiki Ludowej.
– To nie jest nic nadzwyczajnego, to element tego samego procesu, który władze chińskie prowadzą wobec Tajwanu od dłuższego czasu. Jeśli chodzi o fakt, że Tajwańczycy rzeczywiście przez dłuższy czas nie odnotowali ruchów samolotów wokół wyspy – trudno powiedzieć, z czego to konkretnie wynikało, bo musielibyśmy mieć wgląd w decyzje chińskich sił zbrojnych, a to nie jest łatwe. Pojawia się wiele spekulacji. Ja osobiście przychylam się do tezy, że wynikało to po prostu z faktu, iż w tym samym czasie trwały ważne wydarzenia polityczne w Pekinie – tłumaczy analityk PISM.
Historyczne dane gromadzone przez resort obrony w Tajpej potwierdzają istnienie tej korelacji w poprzednich latach.
– Jak pokazują statystyki, za każdym razem, gdy odbywa się sesja parlamentu (a ma to miejsce co roku), liczba przelotów i obecności chińskich samolotów wojskowych, myśliwców czy innego typu jednostek, jest w tym czasie mniejsza. Nie wchodząc w szczegóły, na pewno nie oznacza to zmiany polityki wobec Tajwanu, ani też, że są to działania zwiastujące przygotowania do czegoś większego czy – wręcz przeciwnie – wycofanie się z jakichś planów. Stanowisko Chin jest tu jasne i jednoznaczne – zaznacza Przychodniak.

Zaostrzenie retoryki jako narzędzie wojny kognitywnej
Oprócz manewrów na morzu i w powietrzu, dyskusję wywołały modyfikacje w oficjalnym słowniku władz w Pekinie. W sprawozdaniu z prac rządu zastąpiono dotychczasowe sformułowanie o „przeciwstawianiu się niepodległości Tajwanu” ostrzejszym zwrotem zapowiadającym „twarde zwalczanie/rozbijanie sił separatystycznych Tajwanu”. Tego typu zmiany w chińskich dokumentach państwowych są zawsze celowe i precyzyjnie zatwierdzane przez kierownictwo Komunistycznej Partii Chin.
Według badacza z PISM, nowa frazeologia wpisuje się w realizowaną od lat strategię wywierania presji na administrację w Tajpej i polaryzowania tamtejszego społeczeństwa.
– Jeśli chodzi o ten raport rządowy i sformułowanie – tak, to oczywiście pewna zmiana, ale nie jest ona kluczowa. Podobna retoryka jest stosowana przez władze chińskie od dłuższego czasu. Prezentuje ona obecne władze na Tajwanie, a konkretnie prezydenta i jego ugrupowanie polityczne, jako siły zainteresowane niepodległością i separatyzmem – wskazuje ekspert.
Głównym celem tego zaostrzonego przekazu nie jest społeczność międzynarodowa, lecz sami obywatele Tajwanu. Pekin kieruje do nich narrację obwiniającą ich własny rząd, w tym rządzącą Demokratyczną Partię Postępową (DPP), o nieodpowiedzialną eskalację napięć w regionie.
– To próba pokazania społeczeństwu tajwańskiemu, że ich własne władze działają na jego niekorzyść, ponieważ prowokują Pekin, który musi na to odpowiadać, uznając takie działania za niebezpieczne. Nie jest to więc nic niestandardowego – dodaje Przychodniak, uwypuklając psychologiczny aspekt działań chińskiego aparatu państwowego.
Kalkulacje Pekinu a rola Stanów Zjednoczonych
Długoterminowy cel Chińskiej Republiki Ludowej pozostaje stały i zakłada pełną integrację demokratycznie rządzonej wyspy z kontynentem. Przygotowania do tego scenariusza toczą się równolegle na wielu płaszczyznach.
– To element szerszego procesu, który w skrócie sprowadza się do tego, że władze chińskie, zarówno politycznie, jak i wojskowo, przygotowują się do połączenia Tajwanu z Chinami. W jaki sposób to się dokona – czy politycznie, czy kiedy indziej – i w jakiej formie, to wciąż kwestia otwarta. Jak na razie nic nie wskazuje na to, by rozwiązania czysto wojskowe, te najbardziej radykalne (czyli bezpośrednia ingerencja, szantaż czy blokada z użyciem siły), były realne w najbliższym czasie – analizuje badacz.
Preferowanym przez Komunistyczną Partię Chin wariantem jest przejęcie kontroli nad wyspą bez konieczności uruchamiania pełnoskalowej operacji wojskowej.
– Dla władz chińskich najlepiej by było, gdyby to połączenie dokonało się metodami politycznymi. Głównym czynnikiem, który Chińczycy muszą tu brać pod uwagę, jest stanowisko Stanów Zjednoczonych i ich ewentualna reakcja na takie działania – podkreśla Marcin Przychodniak.
Relacje dyplomatyczne i gospodarcze na linii Pekin-Waszyngton stanowią w tym układzie główny czynnik odstraszający. Dopóki administracja chińska widzi pole do negocjacji i utrzymuje kanały komunikacji z USA, bezpośrednie uderzenie kinetyczne jest traktowane jako ostateczność.
– Dopóki Pekin jest przekonany, że będzie w stanie o Tajwanie rozmawiać z Amerykanami – a w tej chwili tak uważa i będzie chciał to poruszać przy okazji kolejnych kontaktów ze stroną amerykańską – i dopóki widzi, że sytuacja wewnętrzna na Tajwanie nie sprzyja zwiększaniu jego potencjału obronnego czy konsolidacji społeczeństwa wokół koncepcji obrony przed Chinami, to to wszystko działa – stwierdza analityk.
Zamiast otwartego konfliktu zbrojnego, Chiny z powodzeniem wykorzystują instrumenty znajdujące się poniżej progu wojny.
– Skuteczne są tu wszelkie techniki: dezinformacja, cyberataki, operacje wpływu. Działają one może nie idealnie, ale przynoszą efekty. Dopóki ten proces się toczy, nie ma ze strony Chin racjonalnego sensu, aby sięgać po bardzo daleko idące środki wojskowe. Oczywiście ruchy wojsk, przeloty myśliwców i ćwiczenia wciąż będą miały miejsce, przede wszystkim jako element nacisku na społeczeństwo tajwańskie i uświadamianie mu ewentualnych kosztów. Podsumowując: nie sądzę, żeby podjęto tam decyzję o bardziej radykalnym użyciu wojsk – konkluduje Przychodniak.
Źródło: Goniec.pl