Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Zdrowie > Cała prawda o zamykanych porodówkach. O czym milczą politycy?
Radosław Gruca
Radosław Gruca 07.04.2026 11:14

Cała prawda o zamykanych porodówkach. O czym milczą politycy?

Cała prawda o zamykanych porodówkach. O czym milczą politycy?
Fot. Mhada Eugen's Images/CanvaPro

Święta, święta i znów dyskutowaliśmy o polityce, choć przecież tak bardzo tego nie chcieliśmy. Nie wiem, ile razy pokłóciliście się przy świątecznym stole, ale mam dla was fascynującą opowieść o tym, jak można liczbami udowodnić absolutnie wszystko.

Mówię to po to, żebyście nie dali się wkręcać i szczuć na siebie. Politycy chętnie polaryzują nasze społeczeństwo, bo na emocjach łatwiej buduje się poparcie w starciu o władzę. My jednak musimy być mądrzejsi i pamiętać, że są rzeczy wspólne, których nie da się łatwo podzielić między polityczne obozy. Jedną z nich jest system opieki zdrowotnej. Kiedyś, nie bez specyficznej dumy, mówiło się o „służbie zdrowia”, gdzie trzeba było grzecznie prosić o apapik, żeby głowa nie wybuchła. Dziś mamy system, ale mity pozostały. Największym z nich – i największą bzdurą – jest przekonanie, że najwyższym dobrem narodowym jest szpital tuż za rogiem. Zrozumiecie to doskonale na przykładzie historii polskich porodówek.

Apokalipsa, której nie ma

„Tusk zamyka porodówki!” – alarmowały przed świętami prawicowe media. To jest właśnie ten poziom debaty: dyskusja sprowadzona do tweeta byłego ministra Janusza Cieszyńskiego, który wyciągnął tabelkę z 39 zamkniętymi szpitalami niczym jokera z rękawa. Brzmi strasznie, oburzenie rośnie, emocje sięgają zenitu.

Temat porodówek to absolutnie fantastyczny test na to, czy potrafimy myśleć dalej niż jeden nagłówek. Zaspoileruję: nie potrafimy.

Rozłóżmy to na czynniki pierwsze. W 2010 roku mieliśmy w Polsce 406 porodówek. W 2025 zostało ich 305. Prawie 25% – co czwarta placówka – zniknęła z mapy. Ktoś powie: groza! Gdzie mają się rodzić polskie dzieci? Jest tylko jedna, kluczowa liczba, której politycy wam nie podadzą. W tym samym czasie liczba urodzeń spadła z 413 tysięcy do 238 tysięcy. Spadek o 42%. Rodzi się niemal o połowę mniej dzieci, a porodówek ubyło tylko o jedną czwartą. Proporcjonalnie rzecz biorąc, mamy ich wciąż za dużo i powinniśmy zamykać kolejne. Ale nagłówek „Polska dostosowuje infrastrukturę do trendów demograficznych” nie wygeneruje kliknięć. Pamiętajcie: manipulacja nie rodzi się z kłamstwa, rodzi się z pominięcia kontekstu. Zawsze szukajcie tej „drugiej liczby”.

Ratownik w klapkach

Co z bezpieczeństwem kobiety, która musi jechać 80 kilometrów do porodu? To ważne pytanie, ale musimy zadać inne: czy porodówka z jednym porodem dziennie jest bezpieczna?

Użyjmy analogii. Wyobraźcie sobie ratownika TOPR, który w sezonie non-stop wyciąga ludzi z lawin i organizuje ewakuacje. Jest mistrzem w swoim fachu, bo ma ciągłą praktykę. A teraz wyobraźcie sobie ratownika na Górze Świętej Anny (400 m n.p.m.), który ma jedną interwencję na kwartał – zazwyczaj do skręconej kostki. Nagle ktoś spada ze skały. Ten człowiek, który od trzech miesięcy nie robił nic trudniejszego niż wypełnianie raportów, ma nagle ratować życie. W czyje ręce wolelibyście trafić?

Porodówka to nie tylko symbol czy budynek. To zespół: położna, ginekolog, anestezjolog, neonatolog. Zespół, który musi zadziałać jak naoliwiona maszyna, gdy dziecko się dusi albo dochodzi do krwotoku. Próg opłacalności i utrzymania kompetencji według NFZ to 400 porodów rocznie – ledwie ponad jeden dziennie. Kompetencje to nie tylko lata doświadczenia, to codzienna, nieustająca praktyka. Kobiety to wiedzą. Mając wybór, „głosują nogami” i jadą nawet 150 km do renomowanego ośrodka.

Systemowa anarchia i puste pokoje

Prawdziwym problemem nie jest zamykanie maleńkiej porodówki. Problemem jest kompletny brak nadzoru właścicielskiego. To absurd, że w jednym mieście mogą funkcjonować trzy lub cztery szpitale (marszałkowski, powiatowy, kliniczny) i każdy ma swoją porodówkę „bo tak”. Konkurują o tę samą, kurczącą się pulę rodzących. Rynku nie da się podzielić na pół – masz albo jeden świetny ośrodek, albo kilka przeciętnych, przepalających miliony.

A co w zamian za zamykane oddziały? Od stycznia 2026 roku weszło rozporządzenie pozwalające na tworzenie tzw. pokojów narodzin na izbach przyjęć (dla szpitali bez położnictwa, oddalonych o 25 km od najbliższej porodówki). To nie miał być zamiennik, tylko „siatka bezpieczeństwa” dla nagłych akcji, by rodząca w pośpiechu kobieta nie lądowała na korytarzu obok faceta z zawałem. Pomysł godnościowy i mądry.

Realizacja? Typowo polska. Minęły miesiące, a funkcjonujących pokojów mamy okrągłe zero. Ryzyko za duże, pieniędzy brak. Opublikowaliśmy przepis, odtrąbiliśmy sukces i poszliśmy dalej.

Twarde dane o Ukraińcach

Na koniec temat, który celowo omija się szerokim łukiem: ukraińskie matki. Gdyby nie one, ten system złożyłby się jak domek z kart. W ubiegłym roku niemal 11 000 dzieci urodzonych w Polsce miało ukraińskie matki. To co dwudzieste rodzące się u nas dziecko. Dzieląc to przez próg 400 urodzeń, okazuje się, że Ukrainki swoimi porodami utrzymują przy życiu 27 polskich porodówek.

Tymczasem dominuje narracja szczucia, chętnie podkręcana przez polityków w stylu Brauna. Zamiast krzyczeć, spójrzmy na twarde dane GUS:

  • Ukraińcy stanowią 3,8% populacji Polski.
  • Generują zaledwie 0,75% wydatków NFZ.

Kosztują system zdrowia pięciokrotnie mniej niż wynikałoby to z ich liczebności. Są młodzi, zdrowi, pracują i wnoszą więcej, niż pobierają. Co robią z tym politycy obu stron? Traktują ich jak chłopca do bicia, by chwilę później hipokrytycznie płakać nad zamykaniem porodówek, na które pracują również ukraińscy podatnicy.

Podsumowując: oblewamy ten test. Nie potrafimy prowadzić racjonalnej debaty. Zamykanie małych, niebezpiecznych oddziałów musi trwać, bo wymusza to demografia. Ale nie może odbywać się bez tworzenia alternatyw transportowych i organizacyjnych. Zamiast szukać wrogów i szczuć na imigrantów, którzy ratują naszą infrastrukturę, zacznijmy wreszcie wymagać od rządzących zdrowego rozsądku i prawdziwego planowania. Reszta to tylko polityczny teatr za nasze własne, ogromne pieniądze.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji