Amerykanie reagują na weto Nawrockiego ws. SAFE. Jasne stanowisko
Amerykańska dyplomacja zabrała głos w sprawie weta prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącego unijnego programu zbrojeniowego SAFE. Stanowisko Waszyngtonu wyjaśnia jego rolę w polskim sporze oraz rzuca nowe światło na relacje transatlantyckie.
- Weto i alternatywna propozycja
- Waszyngton: brak ingerencji, poszanowanie suwerenności
- Zastrzeżenia wobec unijnego protekcjonizmu
- Co dalej? NBP czy Bruksela?
Weto i alternatywna propozycja
Decyzja prezydenta Nawrockiego o zawetowaniu ustawy wdrażającej unijny program SAFE wywołała poważny kryzys polityczny. Wspólnie z prezesem NBP Adamem Glapińskim głowa państwa zaproponowała własne rozwiązanie - projekt „Polski SAFE 0%", przewidujący powołanie Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych zasilanego z zysków Narodowego Banku Polskiego.
Projekt trafił do Sejmu, gdzie spotkał się z ostrą krytyką ze strony koalicji rządzącej. Podczas gdy rząd zarzuca prezydentowi blokowanie unijnych środków, zwolennicy weta podkreślają wagę finansowej suwerenności w dziedzinie obronności. W ślad za tą debatą pojawiły się spekulacje o możliwym wpływie zewnętrznych partnerów na prezydencką decyzję.
Waszyngton: brak ingerencji, poszanowanie suwerenności
W odpowiedzi na pytania korespondenta Marka Wałkuskiego Departament Stanu jednoznacznie odrzucił zarzuty o wywieranie nacisku na Warszawę. Rzecznik oświadczył:
„Kwestia udziału Polski w programie SAFE UE oraz innych proponowanych instrumentach pożyczkowych należy do Polaków".
Wybór narzędzi finansowania modernizacji sił zbrojnych Waszyngton uznaje za wyłącznie suwerenną decyzję polskich władz. W oficjalnym komunikacie podkreślono ponadto, że „Polska jest silnym sojusznikiem i liderem w umacnianiu zbiorowej obrony NATO".
Takie sformułowanie ma definitywnie uciąć spekulacje o rzekomej koordynacji z Białym Domem. Jednocześnie Stany Zjednoczone zadeklarowały pełne wsparcie dla polskich wysiłków obronnych, o ile pozostają one spójne z interesami całego Sojuszu.
Zastrzeżenia wobec unijnego protekcjonizmu
Waszyngton nie kryje jednak sceptycyzmu wobec architektury europejskich mechanizmów finansowania zbrojenia. W oświadczeniu wprost stwierdzono, że USA „nadal wyrażają głębokie zaniepokojenie protekcjonistycznymi aspektami programu SAFE oraz innych rozpatrywanych i zatwierdzonych unijnych środków".
Zdaniem strony amerykańskiej inicjatywy obronne mają sens jedynie wówczas, gdy „umożliwiają terminowe zapewnienie niezbędnych zdolności" - bez barier utrudniających dostęp do rynku. Choć Waszyngton formalnie nie opowiedział się po żadnej ze stron polskiego sporu, jego krytyka unijnego protekcjonizmu jest zbieżna z częścią argumentacji obozu prezydenckiego.
Amerykanie obawiają się, że regulacje europejskie mogą ograniczać udział dostawców spoza Unii, co godziłoby zarówno w interesy przemysłu obronnego USA, jak i w tempo modernizacji polskiej armii opartej na amerykańskim sprzęcie.
Co dalej? NBP czy Bruksela?
Centrum sporu przenosi się teraz do Sejmu, który zajmie się projektem ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych. Pytanie o to, czy modernizację armii finansować z zysków banku centralnego, czy z instrumentów unijnych, wciąż pozostaje bez odpowiedzi.
Rząd przestrzega, że rezygnacja z SAFE może opóźnić dostawy nowoczesnego uzbrojenia w newralgicznym momencie dla wschodniej flanki NATO. Otoczenie prezydenta kontruje, że krajowy fundusz zagwarantuje większą elastyczność i uniezależnienie od polityki Brukseli.
Dyplomatyczna odpowiedź Waszyngtonu, choć studzi emocje wokół rzekomego sterowania polską polityką obronną, odsłania zarazem rosnące napięcie między USA a UE w sferze wspólnych zamówień zbrojeniowych — a to napięcie może mieć istotne konsekwencje dla przyszłych kontraktów polskiej armii.