Zmasowany atak na Iran to blef? Analityk o nowej taktyce Białego Domu
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zapowiedział, że w przypadku utrzymania przez władze w Teheranie blokady Cieśniny Ormuz, amerykańskie siły zbrojne całkowicie zniszczą irańskie mosty i elektrownie w oknie czasowym wynoszącym zaledwie cztery godziny. Czy tak zmasowana i błyskawiczna operacja militarna jest w ogóle wykonalna logistycznie? Zapytaliśmy o to badacza stosunków międzynarodowych Tomasza Gajewskiego.
- Ultimatum administracji Donalda Trumpa ma stanowić ostateczny środek nacisku na rząd w Teheranie, aby ten natychmiast odblokował Cieśninę Ormuz, która jest kluczowa dla globalnego handlu ropą naftową
- Zniszczenie wszystkich istotnych obiektów cywilnych i energetycznych w rozległym terytorialnie państwie w przeciągu zaledwie czterech godzin jest zadaniem fizycznie niewykonalnym i wykraczającym poza logistyczne możliwości Sił Połączonych USA
- Zgodnie z opinią badacza stosunków międzynarodowych Tomasza Gajewskiego, najnowsze komunikaty prezydenta pełnią funkcję instrumentu wywierania presji i elementu taktyki negocjacyjnej, a nie rzetelnej zapowiedzi wojskowej
Geneza ultimatum wobec blokady Cieśniny Ormuz
Napięcia na linii Waszyngton–Teheran osiągnęły fazę krytyczną w wyniku trwającej blokady Cieśniny Ormuz, która zamyka strategiczny węzeł dla ogólnoświatowego transportu morskiego. Prezydent Donald Trump publicznie odrzucił irańskie propozycje zawieszenia broni i wyznaczył ostateczny, bezwarunkowy termin na przywrócenie swobodnej żeglugi. Datą graniczną, o której poinformowano na oficjalnych konferencjach w Białym Domu, jest wtorek, godzina 20:00 czasu wschodnioamerykańskiego.
Wymierzona w irańskie władze komunikacja prezydenta Stanów Zjednoczonych opiera się na groźbie natychmiastowego obrotu spraw w pełnowymiarowy konflikt zbrojny, z wyraźnym naciskiem na likwidację infrastruktury. Na platformie Truth Social oraz w bezpośrednich oświadczeniach dla mediów Donald Trump sprecyzował, że jeśli Iran nie zastosuje się do wytycznych, amerykańskie uderzenie rozpocznie się natychmiast po upływie wyznaczonego terminu i potrwa dokładnie cztery godziny. Skutkiem tej szybkiej operacji ma być trwałe wyeliminowanie z użytku sieci energetycznej i szlaków komunikacyjnych w całym państwie.
Potencjalna kampania zbrojna musiałaby obejmować uderzenie w węzły absolutnie niezbędne do funkcjonowania kraju i zaopatrzenia cywilów. Do najważniejszych irańskich celów strukturalnych, zidentyfikowanych przez wywiad Departamentu Obrony USA, należą między innymi:
- elektrownia gazowa Damavand zlokalizowana w pobliżu Teheranu, będąca największym tego typu obiektem zasilającym w kraju,
- elektrownia Shahid Salimi znajdująca się w regionie Neka bezpośrednio na wybrzeżu Morza Kaspijskiego,
- infrastruktura hydroenergetyczna, w tym potężna zapora Karun-3 funkcjonująca w ostanie Chuzestan. Trwałe wyeliminowanie tych oraz setek innych instalacji połączone z uderzeniami we wszystkie przeprawy drogowe wymagałoby jednoczesnego zrzucenia tysięcy ton ładunków bojowych, co weryfikuje techniczne możliwości przeprowadzenia takiej misji.
Logistyka i militarne realia uderzenia
Zakładane przez amerykańskiego przywódcę cztery godziny na przeprowadzenie operacji całkowitego zniszczenia kluczowej infrastruktury stanowią dla planistów wojskowych Pentagonu zadanie operacyjnie karkołomne. Geograficzna wielkość Iranu, który jest państwem o ogromnym i w dużej mierze górzystym terytorium, wymusza znaczące rozproszenie sił uderzeniowych oraz konieczność atakowania celów oddalonych od siebie o setki kilometrów. Chociaż siły zbrojne Stanów Zjednoczonych mają do dyspozycji najnowocześniejsze lotnictwo strategiczne oraz zaawansowane zgrupowania marynarki wojennej, zrównanie z ziemią tak rozległej i wzmocnionej sieci w tak wąskim oknie czasowym wymyka się dotychczasowym doktrynom bojowym.
Sama identyfikacja celów oraz alokacja środków ogniowych to jedynie początek ewentualnych działań operacyjnych. Zgodnie z wytycznymi procedur bojowych Departamentu Obrony USA, bezpośrednio po przeprowadzeniu pierwszej fali ataku konieczne jest wdrożenie oceny skuteczności uderzenia, co z przyczyn technologicznych natychmiast wydłuża misję. Zmasowany atak na ufortyfikowane konstrukcje mostowe oraz wielkogabarytowe elementy elektrowni często skutkuje jedynie ich powierzchniowym uszkodzeniem, co czyni ponowienie nalotów na te same obiekty w rygorystycznym limicie 240 minut zadaniem nierealnym na poziomie fizycznym.
Dodatkową barierę zabezpieczającą terytorium tego państwa stanowi wielowarstwowa, irańska obrona przeciwlotnicza, która zmusiłaby amerykańskie dowództwo do ostrożnego planowania tras przelotów i użycia wysoce zaawansowanych systemów walki elektronicznej. Fizyczne przełamanie tych systemów celem permanentnej likwidacji setek celów wymagałoby wystrzelenia tysięcy pocisków manewrujących Tomahawk i systematycznego zrzucania ciężkich bomb penetrujących przez dziesiątki eskadr samolotów. Dokonanie tego w sposób jednoczesny na terytorium całego kraju przekracza wydolność jakiejkolwiek logistyki frontowej w przewidzianym przez prezydenta czasie.
Polityczna kalkulacja zamiast operacyjnego planu
Wobec tych twardych, obiektywnych barier wojskowych, surowa retoryka płynąca z Białego Domu musi być interpretowana jednoznacznie przez pryzmat świadomej gry w polityce zagranicznej. Podstawowym celem zarysowanego ultimatum nie jest faktyczna, natychmiastowa anihilacja wszystkich irańskich elektrowni i mostów o godzinie 20:00, lecz wywołanie natychmiastowego paraliżu decyzyjnego w Teheranie. Jak diagnozuje badacz stosunków międzynarodowych Tomasz Gajewski, oświadczenia amerykańskiej głowy państwa wpisują się w spójny model budowania przewagi negocjacyjnej.
- Jeśli popatrzymy na oś czasu wszystkich przypadków, kiedy POTUS stawiał ultimatum (nie tylko Iranowi), to tego typu komunikaty – nawet tak ostre (w przypadku ostatniego, dosłownie) – trzeba traktować raczej jako instrument wywierania presji i jakąś taktykę negocjacyjną. Prezydent Trump chce sprawić, żeby rzeczywistość, o której mówi albo pisze na Truth Social zmaterializowała się w realnym świecie. Z oczywistych względów to nie może się zawsze udawać.
Przejście z fazy bezwzględnych oświadczeń politycznych do pełnowymiarowych i absolutnie niszczycielskich działań zbrojnych natrafia jednak na sztywne ograniczenia rzeczywistości. Konieczność fizycznego przetransportowania sił oraz przeprowadzenia skoordynowanego ataku na kilkaset wzmocnionych celów w ogromnym kraju stanowi przeszkodę nie do ominięcia. Tomasz Gajewski precyzuje tę rozbieżność między deklaracjami a taktyką w dalszej części swojej analizy:
- Teraz, żeby tego dokonać, potrzebuje amerykańskiego wojska. Nie wchodząc w kwestię legalności rozkazów uderzeń na infrastrukturę służącą cywilnej populacji, trzeba rzeczywiście zastanowić się, czy 4 godziny wystarczą. Wydaje się, że nawet przy skali i wyrafinowaniu potencjału amerykańskich Sił Połączonych, będzie to bardzo trudne do zrealizowania. Mówimy o setkach instalacji. Oczywiście ich uszkodzenie wywoła blackouty, ale zniszczenie wszystkich i do tego jeszcze wszystkich mostów w tak krótkim czasie, to raczej prezydent Trump i jego zwyczajowy styl komunikacji.
Źródło: Goniec.pl