Spór Marcina Kierwińskiego ze znaną dziennikarką. W tle pozew za wpis o szpitalu
Szef MSWiA Marcin Kierwiński złożył pozew cywilny przeciwko dziennikarce Polsat News Joannie Miziołek. Jak wynika z oświadczeń obu stron i wpisów w mediach społecznościowych, u źródła sporu leżą doniesienia o rzekomej korespondencji polityka. Sprawa rozpaliła ogólnokrajową dyskusję o granicach wolności słowa w pracy mediów.
Kłótnia, która zaczęła się w sieci
Wszystko zaczęło się od wpisu Joanny Miziołek na platformie X, który dziennikarka zamieściła pod koniec czerwca, jeszcze przed piątkową konferencją premiera. Powołała się w nim na wcześniejsze doniesienia TV Republika.
„Jeśli smsy, w których lekarz wysyłał do Marcina Kierwińskiego zdjęcia VIP roomu w szpitalu są prawdziwe, to nie wiem na co jeszcze czeka premier Tusk" — napisała.
Reakcja ministra była natychmiastowa.
„Rozsiewa Pani kłamstwa. Proszę to sprostować. Nikt, nigdy nie przesyłał mi zdjęć z jakiegokolwiek saloniku" — odpowiedział.
Miziołek nie ustąpiła, wskazując na źródło:
„Napisałam jeśli. Tv Republika je publikuje, proszę tam zajrzeć i prostować".
Polityk KO ripostował:
„Napisała Pani kłamstwo. Powoływanie się na radiowęzeł PiS nie zwalnia Pani z odpowiedzialności za stosowanie celowego kłamstwa. Proszę to sprostować!".
Redaktorka zakończyła wymianę ironicznie:
„Nie, nie napisałam, bo umiem pisać ze zrozumieniem. Ale rozumiem Pana nerwowość".
Czego domaga się minister
Sprostowania nie było, więc Kierwiński skierował sprawę do sądu. O wystosowaniu pozwu z powództwa cywilnego poinformowała w czwartek rzeczniczka prasowa MSWiA Karolina Gałecka.
Szczegóły roszczeń ujawniła sama Joanna Miziołek w rozmowie z Kanałem Zero. Minister żąda od niej usunięcia wpisu, oficjalnych przeprosin oraz wpłaty dwóch tysięcy złotych na rzecz straży pożarnej. Dziennikarka nie zamierza jednak wycofywać się ze swoich słów. Argumentuje, że jedynie cytowała doniesienia innej stacji i posłużyła się trybem warunkowym. Teraz sprawa trafi na wokandę, gdzie sąd oceni, czy granice wolności słowa zostały w tym przypadku przekroczone.
Spór wchodzi na antenę
W sobotę konflikt przeniósł się z internetu do telewizji. W obronie koleżanki stanęła Dorota Gawryluk, która w programie Polsat News powiedziała:
„Możemy zadać pytanie, ale nie wiem, czy w ogóle wolno dzisiaj pytać. Nasza redakcyjna koleżanka za zadawanie pytań w sprawie ministra Kierwińskiego będzie miała proces".
Szef MSWiA, wywołany do tablicy, zareagował błyskawicznie. W kolejnym wpisie na X zwrócił się wprost do prowadzącej:
„Szanowna Pani Redaktor Gawryluk — nie za zadanie pytania, a za kłamstwo. To tak informacyjnie. Dość prosto to sprawdzić".
Minister konsekwentnie odróżnia więc dziennikarskie dociekanie prawdy od tego, co uznaje za świadome powielanie nieprawdy.
Szpital Południowy: kryzysy na wielu frontach
Wątek rzekomego saloniku VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej to tylko fragment znacznie większej afery wokół Szpitala Południowego, o której na piątkowej konferencji mówił premier Donald Tusk. Media ujawniły w placówce liczne nieprawidłowości.
Sam wątek zaczął się od doniesień o zarobkach koordynatora SOR Dawida Kacprzyka, który w 2025 roku miał przepracować niemal 4 tysiące godzin i zarobić 1,6 miliona złotych. Później pojawiły się informacje o „saloniku VIP", gdzie politycy KO mieli być przyjmowani poza kolejnością. Kolejne kontrowersje wywołał wywiad dr. Emila Jędrzejewskiego, który oskarżył Kacprzyka o odpowiedzialność za śmierć pacjentów.
Onet ujawnił ponadto, że w ostatnich latach w szpitalu miało dochodzić do nielegalnego handlu ciałami zmarłych, a Rynek Zdrowia poinformował o pomyłce przy procedurze in vitro, w wyniku której pacjentka miała otrzymać zarodek innej pary.
