Xavier Wiśniewski bez tajemnic. O dorastaniu na oczach całej Polski i odnajdywaniu oparcia w samym sobie [WYWIAD]
Dorastał na oczach całej Polski, a jego codzienność od najmłodszych lat rejestrowały kamery w reality show „Jestem jaki jestem”. Xavier Wiśniewski, syn Michała Wiśniewskiego i Marty „Mandaryny” Wiśniewskiej, przez lata zmagał się z potężnym publicznym zainteresowaniem, alienacją i własnymi demonami. W szczerej rozmowie z Gońcem z programie “Nagi Kadr” opowiada o cieniach życia w sławnej rodzinie, ucieczce w sztukę i trudnej, lecz inspirującej drodze do samoakceptacji.
- Syn lidera Ich Troje zdradza kulisy swojego dzieciństwa
- Xavier Wiśniewski wcale nie miał łatwego życia, o czym otwarcie mówi w wywiadzie z Gońcem
- Dlaczego Michał Wiśniewski nie chciał, aby syn poszedł w jego ślady i wybrał muzykę?
Dzieciństwo pod okiem kamer i ucieczka w samotność
Dla Xaviera dorastanie w świetle reflektorów nie było początkowo traumą, lecz jedyną rzeczywistością, jaką znał. Wszędobylskie kamery i rozpoznawalność, niezależnie czy w Polsce, czy na wakacjach w Bangkoku, stanowiły tło jego codzienności.
– Zawsze pamiętam tę perspektywę z czasów, gdy byłem dzieckiem. Nigdy nie miałem innej, więc dla mnie to było po prostu normalne dzieciństwo – podkreśla Xavier Wiśniewski.
Z czasem jednak zaczął dostrzegać ciężar popularności rodziców. Krytycznie ocenia dziś wpuszczenie mediów do prywatnego życia.
– To jest w ogóle szaleństwo, żeby wpaść na pomysł wpuszczenia do domu kamer, które są z tobą 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu – ocenia z perspektywy lat.
Pomimo szybkiego rozstania rodziców, dom pełen krewnych dawał mu pewne poczucie przynależności, jednak prawdziwe schody zaczęły się później.
Czas gimnazjum okazał się dla niego okresem szczególnie mrocznym. Zamiast integrować się z rówieśnikami, budował szczelny mur, chroniąc się przed nieuzasadnionymi atakami szkolnego otoczenia.
– W okresie gimnazjum po prostu trochę się alienowałem – przyznaje.
Z obawy przed zranieniem unikał dzielenia się swoimi dylematami.
– Później się schowałem i po prostu już nikomu za bardzo nie mówiłem o tym, jak się czuję. Byłem bardzo autodestrukcyjny we własnej głowie. Lubiłem tę samotność, mimo że przez nią czułem się źle – mówi Gońcowi.
Blokada przed proszeniem o pomoc doprowadziła do kumulacji trudnych doświadczeń, przez które nastolatek musiał przechodzić zupełnie sam.
Surowa lekcja od rodziców
Choć bycie synem znanej pary niosło ze sobą wyzwania, to właśnie rodzice ukształtowali w nim pokorę do życia i szacunek do pracy. Początkowo lider Ich Troje twardo odradzał synowi wejście do show-biznesu, znając jego bezlitosne mechanizmy.
– Mój tata nie był wielkim fanem tego, żebym szedł w muzykę, i trochę próbował mnie w tym powstrzymać – zdradza Xavier.
Ojcowskie obawy wynikały z troski, ale przyniosły cenną lekcję.
– Ojcu zawdzięczam przede wszystkim zaszczepienie we mnie etosu ciężkiej pracy – dodaje.
Zrozumiał, że końcowy blask sceny to tylko ułamek całej układanki, a fundamentem musi być rzetelny wysiłek.
Ogromny wpływ na kręgosłup emocjonalny rapera miała również jego matka. Obserwując, jak podnosi się z wizerunkowego kryzysu po głośnym występie w Sopocie, Xavier zyskał dowód na to, że z każdej porażki można wyjść obronną ręką.
– Koniec końców wyszła z tego. Mimo że do dzisiaj zdarzają się żartownisie, którzy mają ochotę naśmiewać się z czyjegoś potknięcia, ona świetnie sobie z tym radzi. To dla mnie niesamowite – chwali Mandarynę, zaznaczając, że odziedziczył po niej imponującą odporność na nieuzasadnioną krytykę.
Sztuka jako ratunek i terapia
Gdy tradycyjne sposoby radzenia sobie z problemami zawiodły, Xavier odnalazł sens w twórczości. Taniec i muzyka stały się bezpieczną przestrzenią do uwalniania zablokowanych uczuć.
– Te dwie formy pozwoliły mi na chwilę odciąć się od wszystkiego dookoła. Mogłem nie myśleć o tym, czy jest dobrze, czy źle – tłumaczy w rozmowie z Gońcem.
Przelewanie myśli na papier to dla niego forma emocjonalnego oczyszczenia. Najlepszym tego przykładem jest utwór „Mgła”, napisany spontanicznie jako reakcja na kumulujące się negatywne odczucia.
– Moim zadaniem jako rapera i muzyka jest uchwycenie momentu. I to było uchwycenie tamtej konkretnej chwili – wyjaśnia.
Dziś młody muzyk odważnie stawia pierwsze kroki na dużej scenie. Bezpośredni kontakt z widownią daje mu poczucie całkowitego wyzwolenia i udowadnia, że obrał właściwą drogę.
– Faktycznie, dzieje się ze mną coś takiego, że nagle tracę kontakt z rzeczywistością i po prostu mnie roznosi – mówi o energii płynącej z koncertów.
Znaleźć przyjaciela w lustrze
Przez większość nastoletniego życia Xavier funkcjonował jako swój najsurowszy sędzia.
– Dotychczas byłem raczej swoim największym rywalem niż sprzymierzeńcem – wyznaje. Budowa silnej tożsamości wymagała odrzucenia ciągłego autosabotażu i wiary we własne możliwości.
Krokiem milowym okazała się konfrontacja jego twórczości z publicznością. Pozytywny odzew uświadomił mu, że to, co czuje, rezonuje z innymi.
– Zrozumiałem, że mam do powiedzenia coś ważnego – zaznacza artysta.
Dostrzegł, że uzewnętrznianie własnych dylematów to szansa na wsparcie dla słuchaczy, którzy w ukryciu mierzą się z podobnymi słabościami.
Obecnie Xavier – jak mówi w “Nagim Kadrze” odrzuca presję idealnego życia, stawiając na wewnętrzną równowagę i rozwój.
– Aktualnie najbardziej zależy mi na tym, by najlepszego przyjaciela znaleźć w lustrze – podsumowuje Xavier Wiśniewski.
Wie już, że nikt inny nie zapewni mu wsparcia, dopóki on sam w pełni nie zaufa sobie.
Źródło: Goniec