Trump rozważa wyjście USA z NATO. O 21:30 odbędzie się decydujące spotkanie
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte udaje się z pilną wizytą do Waszyngtonu. Już dziś o 21:30 ma rozpocząć się jego spotkanie z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jak donoszą media oraz źródła w administracji USA, stawką rozmów z Donaldem Trumpem jest jedność sojuszu transatlantyckiego. Od przebiegu tego spotkania może zależeć dalsze zaangażowanie Amerykanów w obronę Europy.
- Iran jako główna kość niezgody
- Scenariusz odwetu Donalda Trumpa
- Głos narastającego sprzeciwu z Europy
- Mark Rutte jako ostatnia nadzieja
Iran jako główna kość niezgody
Głównym powodem gniewu prezydenta USA jest brak zaangażowania Europy w konflikt z Iranem. Biały Dom uważa, że sojusznicy zostawili Amerykę samą w kluczowym momencie operacji „Epicka Furia”. Anna Kelly, rzeczniczka Białego Domu, przekazała w oświadczeniu dla mediów:
„Prezydent Trump oczekuje, że Stany Zjednoczone będą traktowane sprawiedliwie. Niestety, wielu jego poprzedników pozwoliło, by nasz kraj był okradany przez nieuczciwe praktyki handlowe i nieproporcjonalne organizacje międzynarodowe, które nie były dla nas korzystne. Jest rozczarowany niechęcią NATO i innych sojuszników do pomocy podczas operacji 'Epicka Furia', mimo że jego wysiłki zmierzające do zniszczenia zagrożenia ze strony Iranu leżą w ich interesie. Jak powiedział, Stany Zjednoczone o tym nie zapomną”.
Ta postawa buduje mur niechęci, który Mark Rutte musi spróbować zburzyć.
Scenariusz odwetu Donalda Trumpa
Choć prawo ogranicza możliwość nagłego wyjścia USA z sojuszu, prezydent ma inne metody nacisku na europejskie stolice. Według anonimowych źródeł w administracji, Trump może drastycznie obciąć finansowanie wspólnych operacji lub wycofać amerykańskich żołnierzy z Europy.
Sam Trump nie kryje, że jego niechęć ma głębsze podłoże, sięgające nawet odmowy sprzedaży Grenlandii przez Danię. Podczas ostatniej konferencji prasowej prezydent bez ogródek przypomniał ten incydent:
„Chcemy Grenlandii. Oni nie chcą nam jej oddać. A ja powiedziałem: 'pa, pa'”.
Dyplomaci obawiają się, że NATO stało się dla prezydenta wygodnym kozłem ofiarnym za trudną sytuację militarną wywołaną wojną na Bliskim Wschodzie, co stawia pod znakiem zapytania dotychczasowe gwarancje bezpieczeństwa.
Głos narastającego sprzeciwu z Europy
Europa nie pozostaje dłużna i coraz głośniej wyraża swoje niezadowolenie z nieprzewidywalności USA. Niemiecka posłanka Marie-Agnes Strack-Zimmermann, przewodnicząca Komisji Bezpieczeństwa i Obrony PE, w rozmowie z POLITICO sceptycznie oceniła szanse na przełom podczas wizyty Ruttego. Stwierdziła ona:
„Nie można poddawać europejskich partnerów wielomiesięcznym naciskom celnym i krytykować wsparcia udzielanego przez kraje NATO w Afganistanie u boku USA, a następnie oczekiwać, że Europejczycy będą natychmiast reagować, kiedy tylko Trump tego zażąda. Co więcej, prezydent USA jest całkowicie nieprzewidywalny. To, co mówi dzisiaj, jutro może już nie być prawdą”.
Podobne zdanie ma prezydent Francji Emmanuel Macron, który uważa, że ciągłe podważanie lojalności przez USA tylko pogłębia pęknięcie wewnątrz sojuszu.
Mark Rutte jako ostatnia nadzieja
Szansą na uniknięcie trwałego rozłamu są osobiste relacje Marka Ruttego z Donaldem Trumpem. Sekretarz Generalny musi przekonać prezydenta, że partnerstwo z Europą nadal opłaca się Ameryce, zwłaszcza w obliczu rosnących wydatków obronnych państw starego kontynentu.
Były ambasador USA przy NATO, Kurt Volker, podkreśla w swoich analizach wagę tej misji:
„To trudna sytuacja, ponieważ tylko on będzie w stanie usiąść z Trumpem i spróbować skłonić go do pozytywnego spojrzenia na współpracę z sojusznikami z NATO. To trudne zadanie, niełatwe do wykonania, ale ma on dobre relacje z Trumpem. Rozumie sposób myślenia i reagowania Trumpa, musi być kreatywny i proaktywny”.
Rutte nie jedzie jednak do Waszyngtonu z nowymi obietnicami militarnymi w sprawie Iranu, lecz z zamiarem ratowania fundamentów transatlantyckiej jedności.