Chwila nieuwagi, a także brak koncentracji przesądziły o tragicznym incydencie, który miał miejsce na terenie województwa dolnośląskiego. Kierowca zawodowy nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu, doprowadzając do zderzenia z osobówką. Niestety, ale pasażer volkswagena nie miał szans na przeżycie. Do przerażającego wypadu doszło w miniony piątek 7 stycznia na jednym z odcinków drogi krajowej nr 94. Tuż po godzinie 6.00 rano miejscowe służby otrzymały niepokojące zgłoszenie, z którego wynikało, że w miejscowości Jędrzychowice pod Zgorzelcem miał miejsce nieszczęśliwy incydent. Wstępne ustalenia miejscowej policji wskazują, że winę za wypadek ponosi kierowca zawodowy, który nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu kierowcy osobowego volkswagena. W chwili zdarzenia w osobówce znajdowało się 4 mieszkańców powiatu zgorzeleckiego. Niestety, ale życia jednego z pasażerów nie udało się uratować. 42-letni mężczyzna zginął na miejscu. Pozostali poszkodowani zostali przetransportowani do najbliższej placówki medycznej celem udzielenia im niezbędnej pomocy medycznej. Gdy mundurowi przeszukali rannych, dokonali nietypowego odkrycia. W czasie przeprowadzonych działań u dwóch pasażerów ujawniono narkotyki. Jak się okazało, zabezpieczone substancje to kokaina i marihuana w ilości, z której można przygotować ponad 480 działek handlowych. Sprawą narkotyków zainteresowała się lokalna prokuratura, która nadzoruje również ustalanie szczegółowych okoliczności tragicznego wypadku drogowego. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Puste krzesła do rejestracji dzieci i kolejka po akt zgonu. Zdjęcie z USC w Warszawie wywołało burzęPożar w Przemyślu. Strażacy gasili kamienicęWojciech Korda z Niebiesko-Czarnych podupadł na zdrowiu. Pomocy potrzebuje także jego żona Źródło: KPP Zgorzelec
Świadkami niestandardowego, a zarazem koszmarnego zdarzenia byli funkcjonariusze policji z Los Angeles. Samolot z impetem rozbił się na jednym z tamtejszych przejazdów kolejowych. Chwilę później we wrak maszyny z wielką siłą wbił się rozpędzony pociąg. Pilot cudem uniknął nieuchronnej śmierci. Jedynie szybka, a zarazem odpowiednia reakcja funkcjonariuszy policji zapobiegła tragedii, która mogła mieć miejsce na jednym z przejazdów kolejowych w Los Angeles. Do strasznego incydentu doszło w niedzielę 9 stycznia, niedaleko komisariatu policji w Foothill na Osborne Street, niedaleko lotniska Whiteman. Samolot Cessna tuż po awaryjnym lądowaniu rozbił się na torach kolejowych w dzielnicy Pacoima. Jak się okazało, pilot zdołał przeżyć katastrofę i potrzebował pilnej pomocy. Do akcji bardzo szybko wkroczyli policjanci, którzy byli obecni na miejscu zdarzenia. Bardzo szybko wyciągnęli rannego mężczyznę z rozbitego samolotu, po czym odciągnęli go na bezpieczną odległość. Refleks mundurowych zapobiegł niewyobrażalnej tragedii. Kilka sekund później w roztrzaskany samolot z wielką siłą wjechał rozpędzony pociąg. Siła uderzenia była tak duża, że elementy maszyny dosłownie wystrzeliły w powietrze. Moment zdarzenia został zarejestrowany przez kamery należące do funkcjonariuszy biorących udział w tej nietypowej akcji. Foothill Division Officers displayed heroism and quick action by saving the life of a pilot who made an emergency landing on the railroad tracks at San Fernando Rd. and Osborne St., just before an oncoming train collided with the aircraft. pic.twitter.com/DDxtGGIIMo— LAPD HQ (@LAPDHQ) January 10, 2022 Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Nie żyje Bob Saget. Aktor został znaleziony martwy w pokoju hotelowymWojciech Korda z Niebiesko-Czarnych podupadł na zdrowiu. Pomocy potrzebuje także jego żonaMałgorzata Ostrowska-Królikowska skomentowała strzelaninę z udziałem swojego syna i jego teściaJeżeli chcesz się podzielić informacjami z Twojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres [email protected]Źródło: LAPD HQ
Jazda pod prąd to zjawisko, które coraz częściej można spotkać na polskich trasach. W tym przypadku decyduje brak odpowiedniej koncentracji oraz słabe skupienie. Czasami kierujący przed dłuższy czas nie wiedzą, że popełnili kuriozalny błąd. Nie od dziś wiadomo, że na publicznych trasach w każdej chwili może dojść do niestandardowych sytuacji. Taki stan rzeczy dobitnie ukazuje poniższe nagranie, które zostało zarejestrowane na jednym z odcinków drogi ekspresowej S7. Dokładniej chodzi o fragment pomiędzy Płońskiem i Napierkami. Długość nowej trasy, która niedawno została oddana do użytku, wynosi aż 50 km. Jak się okazuje, coś jest jednak nie tak, ponieważ w ostatnim czasie, zatrważająca liczba zmotoryzowanych podróżuje nią pod prąd. Według informacji przekazanych przez „Gazetę Wyborczą” szczególny problem jest widoczny w okolicy miejscowości Pawłów oraz Ciecórek, gdzie znajduje się nieukończony fragment S7. Wiele wskazuje na to, że to organizacja ruchu w tamtym miejscu może być główną przyczyną dziwnych decyzji kierowców, którzy kontynuują swoją jazdę nawet pod prąd. Poniższy materiał wideo idealnie potwierdza ten przykry stan rzeczy. Incydent został zarejestrowany właśnie w okolicach Pawłowa. W naszym kraju jazda pod prąd jest surowo karana. Grozi za nią do pięciuset złotych mandatu i do sześciu punktów karnych. Warto jednak podkreślić, że polskie prawo przewiduje wyższą karę w sytuacji, gdy naruszenie zasad bezpieczeństwa było szczególnie rażące, albo doszło jednocześnie do popełnienia innych wykroczeń. Wówczas funkcjonariusz może nałożyć mandat w wysokości 1000 złotych.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Nie żyje Bob Saget. Aktor został znaleziony martwy w pokoju hotelowymWojciech Korda z Niebiesko-Czarnych podupadł na zdrowiu. Pomocy potrzebuje także jego żonaMałgorzata Ostrowska-Królikowska skomentowała strzelaninę z udziałem swojego syna i jego teściaJeżeli chcesz się podzielić informacjami z Twojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres [email protected] Źródło: Youtube
O tym, że jazda pod wpływem alkoholu to przejaw kompletnej nieodpowiedzialności, wiadomo nie od dziś. Niestety, ale pomimo licznych apeli, różnorakich akcji oraz zwiększenia kar za tego typu przewinienia, niektórzy zmotoryzowani wciąż łamią obowiązujące prawo. Do koszmarnego incydentu doszło w minioną sobotę 8 stycznia w Siedlcu Dużym. Tuż po godzinie 13.30 tamtejsze służby ratunkowe otrzymały zgłoszenie dotyczące wypadku, który miał miejsce na jednym z odcinków drogi krajowej numer 91. Do przerażającego zdarzenia doszło na jednej z dróg w województwie śląskim. Zderzyły się dwa samochody osobowe. Niestety, ale w wyniku incydentu życie straciła jedna osoba, a druga została ranna. Nietrzeźwy kierowca próbował zbiec z miejsca tragedii. Wstępne ustalenia miejscowej policji wskazują, że 26-letni kierowca Fiata Bravo, jadąc w kierunku Katowic, w wyniku nieprawidłowego wyprzedzania Land rovera, na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w niego.
Świadkami kuriozalnego incydentu byli funkcjonariusze z pszczyńskiej drogówki, którzy kilka dni temu otrzymali niestandardowe zgłoszenie. Pewien 65-letni mężczyzna wykazał się nieuwagą i wpadł przez nią w poważne tarapaty. Jeżeli chcesz się podzielić informacjami z Twojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres [email protected] Gdy dojechał na miejsce, pochwalił się swoim wyczynem całej rodzinie, która od razu powiadomiła dyżurnego policji. W czasie interwencji policjanci wyczuli od nierozważnego kierowcy mocną woń alkoholu. Przeprowadzone badanie trzeźwości wykazało, że mężczyzna jest kompletnie pijany. 65-latek miał w organizmie prawie 2 promile alkoholu. Do niezwykłego zdarzenia doszło w Pszyczynie w województwie śląskim. Pewien 65-letni mężczyzna wracający z mocno zakrapianej imprezy zauważył zaparkowany pod sklepem samochód z kluczykami w stacyjce. Nie żyje Bob Saget. Aktor został znaleziony martwy w pokoju hotelowymWojciech Korda z Niebiesko-Czarnych podupadł na zdrowiu. Pomocy potrzebuje także jego żonaMałgorzata Ostrowska-Królikowska skomentowała strzelaninę z udziałem swojego syna i jego teściaW tym samym czasie na komendę zadzwonił sam poszkodowany, który zgłosił kradzież pojazdu. Przekazał, że zaparkował swojego Forda tuż przed sklepem, a gdy wrócił z szybkich zakupów, już go tam nie było. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl: Źródło: Śląska Policja Mundurowi połączyli ze sobą oba zgłoszenia i niezwłocznie udali się pod wskazany adres. Bardzo szybko potwierdzono, że chodzi o ten sam wóz. Wiadomo, że za popełnione przestępstwa grozi mu aż do 5 lat pozbawienia wolności. Bezmyślny zmotoryzowany od razu stracił swoje prawo jazdy, a także został zatrzymany. Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości oraz zaboru pojazdu w celu jego krótkotrwałego użycia. Bez chwili wahania wykorzystał odpowiedni moment, a następnie szybko odjechał spod sklepu, kierując się w stronę swojego domu.
Polskie prawo obfituje w wiele, niezwykle interesujących przepisów, które są często ignorowane przez zdecydowaną większość kierowców. Konsekwencje takiego działania mogą być jednak bardzo poważne, ponieważ każde zaniedbanie może wiązać się z surowym mandatem, a nawet utratą dowodu rejestracyjnego. Wielu zmotoryzowanych zapomina o pewnym obowiązku, który jest ściśle powiązany z montażem haka holowniczego.Warto podkreślić, że właściciel pojazdu, który chce zamontować w swoim samochodzie hak holowniczy, musi go także zarejestrować w Wydziale Komunikacji.By było to możliwe, potrzebne jest zaświadczenie o przebytym przeglądzie technicznym.Montaż haku holowniczego można zlecić w warsztacie mechanicznym. W sytuacji, gdy chcemy zaoszczędzić trochę grosza, możemy tę czynność wykonać we własnym zakresie.Kolejnym krokiem jest zdiagnozowanie w stacji kontroli pojazdów, czy montaż haka jest prawidłowy.Warto podkreślić, że badanie stanu technicznego haka holowniczego kosztuje 35 złotych. Płacimy tylko i wyłącznie raz, ponieważ w przyszłości nie będzie konieczności wykonywania przeglądów tego elementu.
Nietypowy incydent miał miejsce w miniony piątek 7 stycznia w miejscowości Wirkowice Pierwsze w powiecie krasnostawskim. Tuż po godzinie 23 tamtejsze służby otrzymały niepokojące zgłoszenie, z którego wynikało, że pojazd osobowy wypadł z drogi i zatrzymał się w rowie melioracyjnym. Pojazd wypadł z drogi, przebił barierki ochronne, po czym wjechał do pobliskiego rowu melioracyjnego. Wiele wskazuje na to, że główną przyczyną tragedii było niedostosowanie prędkości, a także techniki jazdy do warunków panujących na drodze. Finał takiego zachowania mógł być tylko jeden. Idealnym przykładem może być wypadek, do którego doszło na terenie jednej z lubelskich miejscowości. Policjanci, którzy przybyli na miejsce zdarzenia dosłownie łapali się za głowy. Świadkami nietypowego incydentu byli funkcjonariusze z Komendy Powiatowej w Krasnymstawie. Osobowe audi przebiło barierki i wylądowało w rowie melioracyjnym. Jak się okazało, 21-letni był kompletnie pijany. Nietrzeźwi kierujący stanowią poważne niebezpieczeństwo w ruchu drogowym. Brawura, a także skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie może prowadzić do wielu kuriozalnych zdarzeń. Młody mężczyzna został przetransportowany do najbliższej placówki medycznej. Badania wykazały, że odniósł ogólne potłuczenia ciała. Badanie alkomatem, które zostało przeprowadzone w szpitalu wykazało, że mężczyzna był kompletnie pijany. W jego organizmie wykryto niemal 1,5 promila. Lokalni mundurowi wyjaśniają szczegółowe okoliczności tego zdarzenia. Apelują do wszystkich zmotoryzowanych o zachowanie zdrowego rozsądku, a przede wszystkim ostrożności na drodze. Funkcjonariusze ustalili, że za kierownicą audi mógł zasiadać 21-letni mieszkaniec gminy Izbica.
Incydent miał miejsce w rejonie ulic Lipowej oraz Kleeberga. Łącznie w jego wyniku ucierpiało aż 6 osób. Niestety, ale pomimo ogromnego wysiłku służb medycznych, życia jednego z poszkodowanych nie udało się uratować. Do niewyobrażalnej tragedii doszło w sobotę 8 stycznia na jednej z tras na Lubelszczyźnie. Tuż przed godziną 14.00 na obwodnicy Lubartowa zderzyły się dwa samochody osobowe. Siła uderzenia była tak duża, że oba pojazdy wypadły z drogi. Fatalny finał czołowego zderzenia dwóch pojazdów na obwodnicy Lubartowa. W przerażający wypadku zginął aktor Teatru im. Juliusza Osterwy. Wiadomo, że mężczyzna jechał na pogrzeb innego aktora, który zmarł kilka dni wcześniej. Policjanci ustalili, że kierujący peugeotem w pewnej chwili zjechał na przeciwległy pas ruchu, gdzie doszło do potężnego zderzenia z jadącą z przeciwnej strony osobową hondą. Mężczyzna w stanie krytycznym został przetransportowany za pomocą śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do placówki medycznej w Lublinie. Niestety, ale niedługo potem zmarł. Smutne informacje o jego śmierci potwierdzają dyrektor oraz pracownicy Teatru. Jak informuje portal lublin112.pl, ofiarą jest Przemysław Gąsiorowicz, aktor Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie.
Niemniej jednak oglądając poniższe wideo, można śmiało stwierdzić, że sytuacja zalicza się do tych z gatunku nietypowych. Zastanawiający pozostaje jednak fakt, jak na incydent zareagował właściciel masywnego SUV-a? Musiał być w mocnym szoku! Wzorzec został powielony w idealny sposób, dlatego japoński hot hatch jest uznawany za jeden z najlepszych pojazdów w swojej kategorii wagowej. Przy tworzeniu Toyoty Yaris GR, twórcy tego filigranowego, aczkolwiek piekielnie mocnego auta, czerpali inspiracje w głównej mierze ze środowiska wyścigowego. Kierujący masywnym Land Roverem Discovery z impetem wjechał w poprzedzającego yarisa. Właściciel SUV-a chciał znaleźć się na sąsiednim pasie, aczkolwiek wykonał manewr w tak nieudolny sposób, że jego pojazd wylądował na dachu. O tym, że w czasie jazdy należy być odpowiednio skoncentrowanym, wiadomo nie od dziś. Jeden, nawet najmniejszy błąd może mieć fatalne konsekwencje. W dobitny sposób przekonał się o tym kierowca Land Rovera Discovery, który na własne życzenie został dosłownie znokautowany przez Toyota GR Yaris. Do nietypowej sytuacji z poczciwym Yarisem doszło na jednej z ulic w Wielkiej Brytanii. Nagle zwykła jazda zakorkowaną trasą została zakłócona przez poważny incydent. W tym przypadku o tak zaskakującym finale przesądziły prawa fizyki. W tym przypadku głównym winowajcom jest kąt, pod którym Land Rover uderzył w Toyotę.
Tuż po godzinie 14.20 miejscowe służby otrzymały niepokojące zgłoszenie dotyczące zderzenia dwóch pojazdów, które miało miejsce na wysokości Garwolina. Według wstępnych ustaleń miejscowej policji kierowca dostawczego iveco nie zachował należytej ostrożności, a co za tym idzie również bezpiecznego odstępu od poprzedzającego pojazdu. W wyniku uderzenia ucierpiał kierowca fiata, który z obrażeniami ciała został przetransportowany do lokalnej placówki medycznej. Na szczęście okazały się one niegroźne, dlatego tego samego dnia został zwolniony do domu. Nowy taryfikator mandatów spędza sen z powiek zdecydowanej większości polskich kierowców. Jak się okazuje, nawet za najkrótszą chwilę zawahania można zapłacić wysoką cenę. W dobitny sposób przekonał się o tym pewien kierowca lawety, który uderzył w tył jadącego przed nim osobowego fiata. Brak skupienia za kółkiem, a także chwila dekoncentracji mogą mieć fatalne konsekwencje. Taki stan rzeczy w dobitny sposób potwierdza incydent, do którego doszło w minioną środę na jednym z odcinków trasy S17. Efekt jego nieostrożności był fatalny. 49-letni kierujący lawetą z impetem wjechał w tył kultowego „malucha”, którym kierował 30-latek.
W chwili, gdy kierowca SUV-a wycofał swój samochód, jego miejsce zajął kierujący fordem, który w bezczelny sposób ukradł miejsce parkingowe właścicielowi czerwonej alfy.Nie wiemy, jak dokładnie zakończyła się ta sytuacja. Mamy nadzieję, że kierowca forda naprawił swój błąd i chociaż przeprosił kierującego alfą. Na materiale wideo widać osobową alfę romeo, której kierujący szukał miejsca parkingowego. Gdy po długich poszukiwaniach w końcu znalazł satysfakcjonującą lokalizację, pojawił się pewien istotny problem.Przykładem, który w idealny sposób odzwierciedla realia polskich tras, jest poniższe nagranie. Dokładnie nie wiadomo gdzie zarejestrowano poniższą sytuację, aczkolwiek przypuszczamy, że miała ona miejsce na terenie województwa mazowieckiego. Niestety, ale chamstwo na polskich drogach to wciąż bardzo powszechne zjawisko. W dobitny sposób świadczy o tym poniższa sytuacja, która została zarejestrowana przez kamerkę samochodową. Kierowca alfy nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Każdy z nas bardzo dobrze wie, że liczba drogowych cwaniaków poruszających się po polskich drogach z roku na rok dramatycznie rośnie. Niektórzy zmotoryzowani nie kryją się ze swoją wrodzoną bezczelnością, prokurując wiele nietypowych zdarzeń drogowych.Sytuacja jest naprawdę kuriozalna. Pokazuje ona panujące realia polskich dróg. Niestety, ale spora liczba kierowców nie respektuje obowiązujących zasad, a także utrudnia życie innym zmotoryzowanym.
Do kuriozalnej sytuacji doszło w czwartkowy wieczór 6 stycznia w Krakowie. Pewien mieszkaniec Nowego Targu postanowił w osobliwy sposób uczcić święto Trzech Króli. Swoją interesującą opowieść o tym, w jaki sposób wszedł w posiadanie bicykla, kontynuował już na jednym z krakowskich komisariatów policji.Jeżeli chcesz się podzielić informacjami z Twojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres [email protected] W toku przeprowadzonych działań wyszło na jaw, że mężczyzna jest kompletnie pijany. Badanie alkomatem wykazało w jego organizmie aż 2,5 promila alkoholu. Nietrzeźwi uczestnicy ruchu to wciąż bardzo poważny problem, który jest obecny na publicznych trasach. Niestety, ale stwarzają oni realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale także dla innych zmotoryzowanych. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl: Mężczyznę zauważyli funkcjonariusze straży miejskiej, którzy patrolowali ulicę Pawią w Krakowie. Mundurowi podeszli do rowerzysty i kazali mu zsiąść z jednośladu. Jechał od krawężnika do krawężnika, zwracają tym samym uwagę funkcjonariuszy straży miejskiej. Bezmyślny rowerzysta mógł swoim zachowaniem doprowadzić do niewyobrażalnej tragedii. Jego tłumaczenie tuż po zatrzymaniu, dosłownie zwala z nóg.Źródło: Straż MiejskaW piątek wieczorem premiera telewizyjna w Polsacie. Idealny film dla całej rodzinyNie żyje Sidney Poitier, wielka gwiazda amerykańskiego kina, laureat OscaraEwa Bilan-Stoch jak lwica broni swojego męża w mediach społecznościowych Jak się okazało, to zadanie przerosło nieodpowiedzialnego cyklistę. -Wykonanie polecenia okazało się dość trudne, ale w końcu jakoś stanął na chwiejnych nogach z mocno zakłopotaną miną. Na pytanie, czy to jego rower odparł, że w sumie to nie. A na kolejne, to skąd go ma stwierdził, że od kolegi, ale po chwili zmienił zdanie, mówiąc, że dostał rower od… nieznajomej kobiety - przekazali strażnicy miejscy.Tuż przed godziną 23, jechał na rowerze pod prąd. Na domiar złego nie posiadał świateł, a co gorsza poruszał się od krawężnika do krawężnika.
Do niezwykle niestandardowej sytuacji doszło w bożonarodzeniowy wieczór na terenie Lubelszczyzny. Kierowca osobówki nie miał najmniejszych szans na odpowiednią reakcję. W pewnym momencie tuż przed maską pojawił się masywny dzik. O tym, że podczas jazdy w każdej chwili może dojść do nietypowego zdarzenia w dobitny sposób poniższy materiał wideo. Jego autor miał sporą nieprzyjemność spotkać na swojej drodze masywnego dzika. Incydent miał miejsce w Boże Narodzenie tuż po zmroku, około godziny 18.00. Pewien kierowca poruszał się po drodze wojewódzkiej numer 815 między Parczewem a Lubartowem. Nagle spokojna jazda została zakłócona przez niebezpieczne zdarzenie. Na oblodzonej drodze znalazł się olbrzymi dzik, który najpewniej zlizywał sól z jezdni. Niestety, ale kierowca nie miał szans na reakcję i z wielką siłą potrącił masywne zwierzę. Dokładnie nie wiadomo, czy poszkodowany dzik przeżył, a także jak poważne były uszkodzenia samochodu. Warto zaznaczyć, że autor nagrania opublikował go w sieci ku przestrodze. Podkreślił również, że zwierzę było kompletnie niewidoczne. "Nie było go w ogóle widać. Brak oznakowania na drodze o dzikich zwierzętach. Bywa." - dodał w opisie filmu. Spotkanie zwierzęcia na drodze może okazać się tragiczne w skutkach. Według szacunków miesięcznie dochodzi do ok. 1000-2000 wypadków z udziałem zwierząt na drogach. Po zderzeniu z sarną/łosiem czy innym leśnym stworzeniem należy powiadomić odpowiednie służby. Jeżeli jest to możliwe, musimy pomóc potrąconemu zwierzęciu.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Ostatnie dni na skorzystanie ze zniżki abonamentu RTVGipsowe dłonie przed domem Kaczyńskiego. Niezwykła akcja warszawskiego artystyNie żyje Peter Bogdanovich, reżyser oscarowych hitów Źródło: STOP PIRAT
Świadkami nietypowej kontroli byli funkcjonariusze Inspekcji Transportu Drogowego. Jak się okazało, kierujący pojazdem miał na sumieniu poważne przewinienie. Gdy inspektorzy spojrzeli na jego prawo jazdy, dosłownie zdębieli. Niestandardowa inspekcja miała miejsce kilka dni temu na jednym z odcinków drogi krajowej numer 29 w Świecku. Za kierownicą polskiej ciężarówki znajdowało się dwóch obywateli Białorusi. W czasie kontroli dokumentów kierowca pokazał funkcjonariuszom polskie prawo jazdy. Jak się okazało, autentyczność dokumentu wzbudziła poważne wątpliwości inspektorów. Chwilę później podczas przeprowadzania dalszych działań, kierujący pokazał swoje oryginalne, białoruskie prawo jazdy. Co ciekawe, straciło ono swoją ważność pół roku temu. W związku z poważnymi wątpliwościami co do uczciwości kierującego, na miejsce zdarzenia zadysponowano policyjny patrol. W trakcie kontroli wyszło na jaw, że inspektor miał rację. Polskie prawo jazdy zostało sfałszowane. Zatrzymany kierowca wyjaśnił w rozmowie z mundurowymi, że za namową kolegów skontaktował się z osobą, która gwarantowała wyrobienie fałszywego dokumentu w przeciągu kilku dni. Co ciekawe, za zakup dokumentu zapłacił niebagatelną kwotę 1500 złotych. Funkcjonariusze policji zabezpieczyli podrobiony dokument, a także zatrzymali nierozważnego kierowcę. Warto podkreślić, że za posługiwanie się fałszywym prawem jazdy grozi surowa kara do nawet 5 lat pozbawienia wolności.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:RMF FM: bunt w PiS. Premier może stracić stanowiskoKaczyński potwierdza zakup Pegasusa. "Afera z niczego"Mateusz Morawiecki podjął kroki ws. ambasadora RP w Czechach. Rzecznik rządu potwierdził Źródło: GITD
Sytuacje, do których dochodzi na rodzimych trasach, wciąż mogą zaskoczyć niejednego zmotoryzowanego. Idealnym potwierdzeniem tej tezy będzie zachowanie kierowcy uwiecznione na poniższym nagraniu. Pozostali uczestnicy ruchu dosłownie przecierali oczy ze zdumienia. Do niestandardowego, aczkolwiek niebezpiecznego zdarzenia doszło na jednym z odcinków autostrady A4 w kierunku Krakowa. Tuż przy węźle Niepołomice jeden z kierujących zarejestrował kuriozalną sytuację. Kierowca pędził ponad 150 km/h pasem awaryjnym, z łatwością wyprzedzając inne pojazdy. Pirat drogowy w małym miejskim samochodzie nie zdawał sobie sprawy, że jego zachowanie mogło mieć fatalne konsekwencje. Jeden z internautów komentujący filmik trafnie zauważył, że szaleniec mógłby się zdziwić, gdyby na pasie awaryjnym natrafił na zatrzymany pojazd. Jak wiadomo, korzystanie z pasa awaryjnego jest możliwe jedynie w określonych sytuacjach. Nieuzasadniony wjazd na pas awaryjnego postoju może kosztować kierowcę 300 zł. Do czego służy pas awaryjny na autostradzie?Jak sama nazwa wskazuje, pas ten jest przeznaczony dla kierowców, który w czasie jazdy spotkały pewne problemy natury technicznej i nie mogą kontynuować dalszej jazdy. Dodatkowo mogą z niego korzystać kierowcy zatrzymani do kontroli przez policję, zmotoryzowani, którzy tworzą korytarz życia oraz osoby, które w czasie jazdy poczuły się źle. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:RMF FM: bunt w PiS. Premier może stracić stanowiskoKaczyński potwierdza zakup Pegasusa. "Afera z niczego"Mateusz Morawiecki podjął kroki ws. ambasadora RP w Czechach. Rzecznik rządu potwierdziłŹródło: STOP PIRAT
Dramat na jednej z dróg w województwie podkarpackim. Samochód osobowy z wielką siłą wjechał w przedszkolankę idącą z grupą dzieci. Na miejsce wypadku zadysponowano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Chwila nieuwagi, a także brak ostrożności oraz odpowiedniego skupienia miały fatalne konsekwencje. Młody mężczyzna kierujący samochodem osobowym doprowadził do poważnego incydentu.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl: Warto podkreślić, że dzieci są całe i zdrowe, choć początkowe doniesienia mediów świadczyły, że doszło do potrącenia 7 osób. Mieszkaniec powiatu rzeszowskiego, który kierował osobówką, został poddany badaniu alkomatem. Wykazało ono, że w chwili zdarzenia był trzeźwy. Wstępne ustalenia miejscowej policji wskazują, że samochód osobowy zjechał na chodnik i potrącił jedną z dwóch przedszkolanek, które szły chodnikiem z grupą sześciorga dzieci. RMF FM: bunt w PiS. Premier może stracić stanowiskoKaczyński potwierdza zakup Pegasusa. "Afera z niczego"Mateusz Morawiecki podjął kroki ws. ambasadora RP w Czechach. Rzecznik rządu potwierdził Źródło: Korso24.pl Wiadomo, że 57-letnia mieszkanka powiatu rzeszowskiego szła na samym końcu kolumny dzieci. W wyniku odniesionych obrażeń kobieta została przetransportowana do najbliższej placówki medycznej. Za kierownicą samochodu marki mini cooper zasiadał 19-latek. Najprawdopodobniej został on oślepiony promieniami słonecznymi, w wyniku czego potrącił idącą poboczem pieszą. Miał on miejsce w piątek 7 stycznia w miejscowości Niechobrz w powiecie rzeszowskim. Tuż po godzinie 10.20 miejscowe służby otrzymały niepokojące zgłoszenie o wypadku, do którego doszło w rejonie tamtejszej szkoły podstawowej.
Agresja drogowa to jedno z najczęściej spotykanych zjawisk, które mają miejsce na publicznych trasach. Niestety, ale zachowanie niektórych użytkowników ruchu zakrawa na skrajną głupotę. W tym przypadku zawinili obaj kierowcy, którzy z łatwością sprokurowali kuriozalną sytuację. Antybohaterami poniższego materiału są dwaj kierowcy, którzy w idealny sposób obrazują mentalność sporej części polskich kierowców. Nerwus w BMW, a także mistrz lewego pasa przekroczyli wszelkie możliwe granice i dali popis swojej głupoty. W tym przypadku autor nagrania nie miał sobie nic do zarzucenia. Poruszał się lewym pasem z przepisową prędkością, nie stwarzając realnego zagrożenia dla innych kierowców. Jak się okazało, on również złamał prawo. W pewnej chwili, z wykorzystaniem prawego pasa wyprzedziło go osobowe BMW, którego kierowca był wyraźnie niezadowolony ze stylu jazdy poprzedzającego go kierującego. Postanowił dać upust swojej frustracji i wyhamował swój pojazd tuż przed maską nagrywającego. Typowy kierowca BMW dał popis swojej głupoty. Autor nagrania również się nie popisał. Właściciel bawarskiego sedana postanowił zabawić się w szeryfa. Gdyby doszło do kolizji, samodzielnie dzierżyłby tytuł sprawcy zdarzenia. Warto podkreślić, że również nagrywający się nie popisał. Pomimo faktu, że poruszał się z prawidłową prędkością, to okupował lewy pas ruchu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami każdy kierowca ma obowiązek trzymać się prawej krawędzi jezdni w momencie, gdy nie zamierza wyprzedzać, bądź też wymijać innych pojazdów. Środkowy czy też lewy pas służą przede wszystkim do manewru wyprzedzania. Po jego wykonaniu należy powrócić na prawy, skrajny pas.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:RMF FM: bunt w PiS. Premier może stracić stanowiskoKaczyński potwierdza zakup Pegasusa. "Afera z niczego"Mateusz Morawiecki podjął kroki ws. ambasadora RP w Czechach. Rzecznik rządu potwierdziłŹródło: Bandyta z kamerką
Kompletną bezmyślnością popisał się pewien kierowca SUV-a, który kilka dni temu mógł doprowadzić do tragedii na jednym z przejść dla pieszych w Zielonej Górze. Zignorował fakt, że na pasach znajdowała się kobieta. Jedynie przytomna reakcja innego kierującego zapobiegła tragedii. Niestety, ale drogowe piractwo to wciąż palący problem, który od wielu lat występuje na polskich drogach. Niestety, ale pomimo wielu kampanii, a także zaostrzenia potencjalnych kar, amatorów nierozsądnej jazdy wciąż przybywa. Idealnie pokazuje to incydent, do którego doszło na jednej z ulic Zielonej Góry. Kierowca niebieskiego Audi naraził kobietę przechodzącą przez jezdnię na poważne niebezpieczeństwo. W tym konkretnym przypadku jedynie przytomna reakcja świadka zapobiegła tragedii. Autor nagrania ostrzegł pieszą za pomocą klaksonu. W ten sposób uratował jej życie. Na nagraniu bardzo dokładnie widać, że kobieta weszła na pasy w chwili, gdy tuż przed nim zatrzymał się autor nagrania. Chwilę później wchodząc na drugi pas, postanowiła się rozejrzeć, czy może bezpiecznie przejść na drugą stronę. Kobieta zamarła w okamgnieniu. Nagle na sąsiednim pasie pojawiło się rozpędzone Audi, którego kierowca jechał ponad 50 km/h. Na zmniejszenie prędkości zdecydował się w momencie, gdy autor nagrania skorzystał z sygnału dźwiękowego. Decyzja mimo wszystko była podjęta zbyt późno. Warto podkreślić, że za podobne przewinienie grozi bardzo surowa kara. Zgodnie z obowiązującym taryfikatorem kierowca musi się liczyć z mandatem w wysokości 1500 złotych. Policjanci apelują do wszystkich zmotoryzowanych o zachowanie szczególnej ostrożności szczególnie w bezpośrednim sąsiedztwie przejść dla pieszych. Chwila nieuwagi, a także jedna zła decyzja mogą mieć fatalne konsekwencje. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Nie żyje dziennikarz filmowy Michał LiberaGipsowe dłonie przed domem Kaczyńskiego. Niezwykła akcja warszawskiego artystyPolski Ład drenuje kieszenie Polaków. Straci nawet sam Jarosław Kaczyński? Źródło: NewsLubuski.pl
Kompletną bezmyślnością wykazał się pewien 40-letni kierowca zawodowy, który będąc pod wpływem procentów szalał na jednej z lokalnych dróg w województwie dolnośląskim. Badanie alkomatem wykazało 3 promile alkoholu w jego organizmie. Świadkami nietypowego incydentu byli jeleniogórscy funkcjonariusze, którzy zatrzymali mężczyznę podejrzewanego o kierowanie pojazdem ciężarowym w stanie nietrzeźwości, a także spowodowanie kolizji. Do zdarzenia z jego udziałem doszło w nocy z 4 na 5 stycznia. Kilkanaście minut po północy tamtejsi policjanci otrzymali niepokojące zgłoszenie, z którego wynikało, że na ul. Wolności w Jeleniej Górze, kierujący pojazdem ciężarowym na rondzie uszkodził znaki drogowe i najprawdopodobniej jest nietrzeźwy. Funkcjonariusze bardzo szybko udali się we wskazane miejsce. Od razu zauważyli stojący pojazd ciężarowy marki Volvo oraz potwierdzili fakt uszkodzenia znaków drogowych. Jak się okazało, za kierownicą pojazdu znajdował się 40-letni obywatel Ukrainy. Było od niego czuć bardzo wyraźną woń alkoholu. Policjanci poddali go badaniu alkomatem, które wykazało aż 3 promile alkoholu. Bezmyślny kierowca wpadł w poważne tarapaty. Za jazdę w stanie nietrzeźwości i spowodowanie kolizji odpowie przed sądem. Za popełnione czyny może mu grozić nawet do 2 lat pozbawienia wolności, wysoka grzywna oraz zakaz kierowania pojazdami na kilka lat. Policjanci apeluj do wszystkich zmotoryzowanych o zachowanie rozwagi, a także odpowiedzialności. Przypominają również, że wsiadając za kierownicę pod wpływem alkoholu lub podobnie działającego środka stwarzamy poważne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i innych uczestników ruchu drogowego. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Nie żyje Witold Kopeć. W sieci pojawił się poruszający wpis o zmarłym aktorzeNieoficjalnie: Agata Duda zakażona koronawirusemKsiądz zdradził, co się stanie, gdy wierny nie wręczy koperty podczas kolędy Źródło: KMP Jelenia Góra
Na polskich drogach wciąż roi się od nieodpowiedzialnych kierujących, którzy na każdym kroku są skłonni łamać obowiązujące przepisy ruchu drogowego. Od egzekwowania prawa są policjanci, którzy nie zawsze są w stanie odpowiednio zareagować.W dobitny sposób świadczy o tym poniższe nagranie, które zostało zarejestrowane na jednej z ulic Warszawy. Internauci są oburzeni zachowaniem stróżów prawa.Na materiale wideo dokładnie widać, że policjanci zignorowali skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie dwóch kierowców, którzy przejechali przez skrzyżowanie, mając czerwone światło.Niestety, ale mundurowi nie specjalnie przejęli się karygodnym zachowaniem. Zdecydowali się odpuścić kierowcom i zaniechali jakiejkolwiek interwencji.Wiele osób zastanawia się, dlaczego doszło do tego incydentu. Spore grono internautów jest zszokowane zaistniałą sytuacją.Poniższe wideo udowadnia, że policja w bezczelny sposób nie reaguje na działania łamiące obowiązujące prawo, pokazując, że ma je w głębokim poważaniu.Realnym scenariuszem wydaje się ten, mówiący o tym, że we wnętrzu radiowozu znajdował się patrol prewencji, który nie chciał interweniować w sytuacji, gdy incydent nie obejmował zakresu obowiązków. Tak czy siak, zachowanie zarówno bezmyślnych zmotoryzowanych, jak i funkcjonariuszy było szokujące. Na przejściu oczekiwali piesi, którzy w każdej chwili mogli zostać potrąceni przez głupotę kierowców.Takie zachowanie na pewno nie ociepli wizerunku policji. Egzekwując prawo w niektórych kuriozalnych okolicznościach, a ignorując w oczywistej sytuacji, służby strzelają sobie w stopę.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Nie żyje Witold Kopeć. W sieci pojawił się poruszający wpis o zmarłym aktorzeNieoficjalnie: Agata Duda zakażona koronawirusemKsiądz zdradził, co się stanie, gdy wierny nie wręczy koperty podczas kolędy Źródło: Youtube
Święto Trzech Króli wypadające w tym roku w czwartek stwarza realną możliwość przedłużenia długiego weekendu. W związku z tym na polskie drogi wyjedzie spora liczba policjantów, których głównym zadaniem będzie przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim zmotoryzowanym, a także karanie nierozważnych kierujących. Nie jest żadną tajemnicą, że nasilenie ruchu zdecydowanie zwiększa ryzyko wystąpienia wszelkiego rodzaju niebezpiecznych zdarzeń drogowych. To właśnie dlatego już dziś (6.1.2022) na drogi naszego kraju wyjedzie zdecydowanie więcej policyjnych patroli. Mundurowi podkreślają, że wszelkie nieodpowiedzialne zachowania, a także akty drogowego piractwa będą obarczone surowymi karami. Każda osoba, która złamie obowiązujące przepisy musi się liczyć z karą, która została przedstawiona w nowym taryfikatorze. W okresie od 6 do 9 stycznia ubiegłego roku na polskich drogach doszło do 159 wypadków drogowych, w których zginęły 24 osoby, a 162 zostały ranne. - przekazał komisarz Robert Opas z KGP w rozmowie z portalem polsatnews.pl. Wiadomo, że policjanci zwrócą szczególną uwagę za nieodpowiedzialne zachowania, które mogą przyczyniać się do obniżenia bezpieczeństwa na publicznych trasach. Wszyscy, którzy poruszają się z nadmierną prędkością, nie ustępują pierwszeństwa przejazdu, a także wyprzedzają w nieprawidłowy sposób, zwłaszcza w rejonie przejść dla pieszych muszą liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Dodatkowo mundurowi będą kontrolować, czy wszyscy pasażerowie mają zapięte pasy bezpieczeństwa, a także czy dzieci są przewożone w fotelikach. Oczywistym jest również fakt, że funkcjonariusze nie będą pobłażliwi w stosunku do kierowców, którzy wsiadają za kółko będąc pod wpływem alkoholu. - Nie przeceniajmy też własnych możliwości, bądźmy w podróży wypoczęci, zadbajmy o przerwy w trasie i własny komfort jazdy. Wybierając się w górzyste rejony, pamiętajmy o bardzo przydatnych łańcuchach na koła - apelują do wszystkich zmotoryzowanych policjanci. Przypominamy, że od nowego, 2022 roku zmienił się taryfikator mandatów. Nowe stawki kar za przekroczenie prędkości mogą w skuteczny i bezlitosny sposób uszczuplić domowy budżet. Warto podkreślić, że policjant, w drodze mandatu karnego, za wykroczenia nieobjęte taryfikatorem może nałożyć grzywnę do 5000 zł, a w przypadku zbiegu wykroczeń, nawet do 6000 zł. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Nie żyje Witold Kopeć. W sieci pojawił się poruszający wpis o zmarłym aktorzeNieoficjalnie: Agata Duda zakażona koronawirusemKsiądz zdradził, co się stanie, gdy wierny nie wręczy koperty podczas kolędy Źródło: polsatnews.pl
Chwila nieuwagi, a także fatalna decyzja doprowadziły do niezwykle groźnego zdarzenia na przejeździe kolejowym w miejscowości Rudzienice Suskie w województwie warmińsko-mazurskim. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. udostępniły nagranie przedstawiające moment incydentu. Rozpędzony pociąg z impetem wjechał w samochód osobowy. Do tego kuriozalnego zdarzenia doszło we wtorek 4 stycznia w godzinach wieczornych. Tuż po godzinie 20.00 lokalne służby zostały poinformowane o fatalnym wypadku na jednym z przejazdów w Rudzienicach Suskich. - Funkcjonariusze wstępnie ustalili, że na strzeżonym przejeździe kolejowym 61-latka kierująca hyundaiem w wyniku pomyłki zjechała z przejazdu na torowisko. Mimo próby wyjechania kobiecie nie udało się to przez kilka minut. Gdy zobaczyła opadające rogatki przejazdu, 61-latka opuściła auto. Chwilę później doszło do zderzenia z przejeżdżającym pociągiem osobowym relacji Szczecin-Olsztyn. - przekazała tamtejsza policja. Warto podkreślić, że w wyniku incydentu zarówno kobiecie, jak i pasażerom pociągu nic poważnego się nie stało. Na poniższym nagraniu bardzo dokładnie widać, jak kierująca osobówką włączyła kierunkowskaz i zjechała z jezdni na tory. Efekt mógł być tylko jeden. Auto utknęło na torach blokując linię między Iławą Główną a Rudzienicami Suskimi. Chwilę później w pojazd z wielką siłą wjechał nadjeżdżający pociąg. Zdarzenie spowodowało ogromny paraliż ruchu pociągów na linii Olsztyn – Iława. Przerwa techniczna trwała ponad 4 godziny. PKP odniosło się do zaistniałej sytuacji i podkreśla, że w tej sytuacji zabrakło właściwego zachowania. Jak wskazują przedstawiciele spółki, zabrakło skorzystania z Żółtej Naklejki PLK, a także poinformowania odpowiednich służb. - Przypominamy, że na każdym przejeździe kolejowo drogowym – również w Rudzienicach Suskich – umieszczone są Żółte Naklejki. Każda taka naklejka ma trzy ważne numery. To indywidualny numer przejazdu, który precyzyjnie określa położenie, numer alarmowy 112, który należy wybrać, gdy zagrożone jest życie i zdrowie oraz numer do służb technicznych PLK, na który można zgłaszać nieprawidłowości i awarie na przejazdach, które nie zagrażają bezpośrednio życiu - poinformowały PKP Polskie Linie Kolejowe S. A. Żółta naklejka, a także kontakt z numerem alarmowym to sposób, który w wielu sytuacjach może przyczynić się do uniknięcia najgorszego scenariusza, a co za tym idzie, ratuje ludzkie życie. Technologia szybkiego łącza pomaga wstrzymać ruch pociągów na linii kolejowej, a także umożliwia wezwanie niezbędnej pomocy, bądź też ograniczenie prędkości jazdy pociągów. Wszystko po to, by zapewnić bezpieczeństwo pasażerom oraz korzystającym z przejazdów.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Nie żyje Witold Kopeć. W sieci pojawił się poruszający wpis o zmarłym aktorzeNieoficjalnie: Agata Duda zakażona koronawirusemKsiądz zdradził, co się stanie, gdy wierny nie wręczy koperty podczas kolędy Źródło: PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.
Do poważnego incydentu doszło we wtorek 4 stycznia w Rudzienicach w województwie warmińsko-mazurskim. Tuż po godzinie 20.00 lokalne służby zostały poinformowane o fatalnym wypadku na jednym z tamtejszych przejazdów kolejowych. Źródło: Eska.pl / Warmińsko-Mazurska Policja Według informacji przekazanych przez portal eska.pl kierująca pojazdem była tak zdenerwowana, że na miejsce wezwano karetkę pogotowia.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl: Na szczęście w wyniku tego incydentu, zarówno pasażerom pociągu, jak i kobiecie nic poważnego się nie stało. Wiadomo, że 61-letnia kierująca niefortunnie wjechała na przejazd kolejowy w Rudzienicach, w gminie Iława. Funkcjonariusze wstępnie ustalili, że na strzeżonym przejeździe kolejowym 61-latka kierująca hyundaiem w wyniku pomyłki zjechała z przejazdu na torowisko. Mimo próby wyjechania, kobiecie nie udało się to przez kilka minut. Gdy zobaczyła opadające rogatki przejazdu, 61-latka opuściła auto. Chwilę później doszło do zderzenia z przejeżdżającym pociągiem osobowym relacji Szczecin-Olsztyn. - przekazały tamtejsza policja. W Rudzienicach pojawił się również prokurator, który nadzorował pracę policjantów. Aktualnie trwa ustalanie szczegółowych okoliczności tego zdarzenia. W poważne tarapaty wpadła pewna 61-letnia kobieta, która wjechała na torowisko wprost pod nadjeżdżający pociąg swoim samochodem. Seniorka może usłyszeć zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym. Wiadomo, że pojazd z torów próbowały wypchnąć osoby postronne, aczkolwiek ich wysiłek nie przyniósł pożądanych rezultatów.Lex Czarnek. Jakie zmiany wprowadza kontrowersyjna ustawa? Polacy już protestująRPP podwyższyła stopy procentowe o 50 pkt. bazowychNie żyje dziennikarka radiowa Monika Jaworska
Na własnej skórze przekonał się o tym pewien kierujący, który w kuriozalny sposób zlekceważył obowiązujące przepisy. Pogrążyła go własna niecierpliwość.Kierowca SUV-a najwyraźniej bardzo się spieszył, bo gdy wszystkie samochody pokonały ruchliwe skrzyżowanie, zdecydował się ruszyć na czerwonym świetle. Nie jest tajemnicą, że przejazd na czerwonym świetle, wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Jest to jedno z najpoważniejszych wykroczeń drogowych, które stwarza realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Nie bez powodu taryfikator kar jest w tym przypadku bardzo surowy.W dzisiejszych czasach, gdy postęp technologiczny jest szczególnie widoczny, policja nie musi złapać kierowcy na gorącym uczynku, by móc wystawić mandat. Na publicznych drogach są obecne specjalne rejestratory, dzięki którym można w łatwy sposób ustalić sprawcę wykroczenia. Mowa o sytuacji, gdy kierowca stworzył realne zagrożenie, bądź też znacząco utrudnił jazdę innym pojazdom, ponieważ gwałtownie zahamował, widząc żółte światło. Takie zachowanie wiąże się z otrzymaniem mandatu od 100 do nawet 300 złotych oraz 2 punktów karnych.Jeśli chodzi o polskie przepisy, kary za to przewinienie są bardzo wysokie. Za przejazd na czerwonym świetle można wyodrębnić dwa typu wykroczenia.Policjanci, widząc oczywiste przewinienie, niezwłocznie ruszyli za delikwentem i dokonali jego zatrzymania. Zapewne został on surowo ukarany za swoją nieodpowiedzialność.Bardzo szybko pożałował swojej nieprzemyślanej decyzji. Nie spodziewał się, że tuż obok niego znajduje się nieoznakowany radiowóz.Jeżeli kierowca totalnie lekceważy przepisy i perfidnie przejeżdża na czerwonym, jest wówczas narażony na mandat w wysokości od 300 do 500 zł oraz 6 punktów karnych.
Skrajnie nieodpowiedzialną postawą popisał się pewien pieszy, który tuż po zmroku postanowił wbiec pod maskę nadjeżdżającego samochodu. Jedynie refleks kierowcy, a także łut szczęścia zapobiegły nieuchronnej tragedii. Oglądając różnorakie filmiki z polskich dróg, można odnieść wrażenie, że są one po prostu unikatowe. Niestety, ale bardzo wiele osób ignoruje obowiązujące przepisy, prokurując wiele kuriozalnych zdarzeń. W ogromnej ilości przypadków mamy do czynienia z kompletnym brakiem wyobraźni oraz nieodpowiednią oceną sytuacji. Tak było również i w tym konkretnym przypadku. Pieszy dosłownie wszedł pod maskę nadjeżdżającego pojazdu. Kierowca zauważył niebezpieczeństwo dosłownie w ostatniej chwili. Refleksem wykazał się również wyżej wspomniany pieszy. Zdołał on uniknąć potrącenia, instynktownie przebiegając na drugą stronę jezdni. W tym miejscu warto podkreślić, że korzystanie z elementów odblaskowych tuż po zmroku to absolutny obowiązek. Warto również przypomnieć, że po zmroku pieszy ubrany w ciemny strój jest widziany przez kierującego pojazdem z odległości około 40 metrów. Z kolei, gdy ma na sobie elementy odblaskowe, staje się on widoczny nawet z odległości 150 metrów. Dodatkowe metry są dla kierowcy kluczowe w kontekście ewentualnego hamowania, a także bezpiecznego ominięcia pieszego. Rozwaga oraz przestrzeganie przepisów może uchronić niejedno ludzkie życie. Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Lex Czarnek. Jakie zmiany wprowadza kontrowersyjna ustawa? Polacy już protestująRPP podwyższyła stopy procentowe o 50 pkt. bazowychNie żyje dziennikarka radiowa Monika Jaworska Źródło: Youtube
Do niewyobrażalnej tragedii doszło na jednej z małopolskich tras. Osobowy mercedes z ogromną siłą wbił się w przydrożne drzewo. Niestety, ale 19-letni kierowca nie miał najmniejszych szans na przeżycie. Nadmierna prędkość oraz brawura to czynniki, które w sporej ilości przypadków decydują o przerażających zdarzeniach drogowych. W dobitny sposób świadczy o tym wypadek, który miał miejsce w poniedziałek 3 stycznia na terenie powiatu oświęcimskiego. W godzinach nocnych, tuż po godzinie 23.00 lokalna policja otrzymała niepokojące zgłoszenie o wypadku, do którego doszło na drodze wojewódzkiej 949 w miejscowości Jawiszowice. Jak ustalili funkcjonariusze pracujący na miejscu tragedii, 19-letni kierowca w pewnej chwili zjechał z drogi, po czym z impetem wbił się w przydrożne drzewo. Dokładnie nie wiadomo, co było przyczyną dramatycznego finału. Niestety, ale życia młodego mężczyzny nie udało się uratować. W wyniku odniesionych obrażeń poniósł śmierć na miejscu. Prokurator, który pojawił się na miejscu wypadku zadecydował, że ciało nastolatka zostało zabezpieczone celem przeprowadzenia sekcji. Na podstawie zabezpieczonych śladów śledczy będą ustalać okoliczności i przyczyny tej tragedii.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Lex Czarnek. Jakie zmiany wprowadza kontrowersyjna ustawa? Polacy już protestująRPP podwyższyła stopy procentowe o 50 pkt. bazowychNie żyje dziennikarka radiowa Monika Jaworskaźródło: KPP Oświęcim
Rok 2022 stoi pod znakiem gruntownych zmian na polskich drogach. Spora część z nich jest dla kierowców po prostu niekorzystna, aczkolwiek znajdą się i takie, które wywołają uśmiech na twarzach tysięcy zmotoryzowanych. Już wkrótce w życie wejdzie jedna z nich. Wraz z końcem stycznia bieżącego roku w życie wejdzie niezwykle interesująca zmiana, która była wyczekiwana już od dłuższego czasu. Okazuje się, że pozwoli ona zaoszczędzić kierowcom pokaźną sumę pieniędzy. Aktualnie wszyscy zmotoryzowani kupujący nowe pojazdy, niezależnie czy są one nowe, czy też używane, są zobligowani go zarejestrować, bądź też przerejestrować w urzędzie. Mowa o zniesieniu obowiązku zmiany tablic po zakupie samochodu. Inną ważną zmianą będzie zniesieni obowiązku posiadania obowiązkowej naklejki kontrolnej. Do tej pory, każdy kierowca, który stawał się nowym nabywcą samochodu, miał obowiązek naklejenia nalepki w lewym, dolnym rogu na przedniej szybie. Muszą być jednak spełnione dwa podstawowe warunki. Tablice muszą być w dobrym stanie, a co za tym idzie, także czytelne.W praktyce wyrabianie nowych tablic kosztowało 180,50 zł. Nowe regulacje spowodują, że ta kwota spadnie do 80 złotych.Od 31 stycznia, polski kierowca nie będzie musiał ponosić uciążliwych kosztów zmiany tablic rejestracyjnych w chwili zakupu nowego auta. W praktyce oznacza to, że nowy właściciel będzie mógł zachować dotychczasowe tablice rejestracyjne auta, nawet wtedy, gdy poprzedni właściciel zarejestrował je w innym mieście w Polsce. Termin wynosi 30 dni, nawet gdy auto jest zarejestrowane w naszym kraju. Od 4 września bieżącego roku, ten obowiązek będzie już nieaktualny. W praktyce oznacza to, że polscy kierowcy zaoszczędzą 18,5 zł. Tego samego dnia swoją ważność tracą również karty pojazdu. Nie będzie obowiązku ich posiadania. Z nowymi regulacjami wiążą się również oszczędności, ponieważ kierowcy będą mogli zaoszczędzić aż 75,50 zł, gdyby zdecydowali się na zakup samochodu za granicą lub zgubili ten dokument.
Zimowa aura sprzyja wielu kuriozalnym zdarzeniom drogowym. Niestety, ale niektórzy kierowcy zapominają, jak niebezpieczna potrafi być oblodzona droga. Taki stan rzeczy w dobitny sposób ukazuje nierozważny właściciel Porsche. Brawura, nadmierna prędkość, a także jej niedostosowanie do warunków panujących na drodze to główne czynniki, które odpowiadają za sporą liczbę groźnych zdarzeń drogowych. Niestety, ale skrajną lekkomyślnością popisał się pewien kierowca Porsche. Zdecydował się na nieprzemyślany manewr wyprzedzania. Chwilę później słono zapłacił za swój nietrafiony wybór. Incydent miał miejsce pod koniec ubiegłego miesiąca, a dokładniej 26 grudnia w Czerniejewie (woj. wielkopolskie). Kierujący Porsche bardzo się spieszył, dlatego zdecydował się na ryzykowne wyprzedzanie. Jak się okazało, pośpiech oraz brawura doprowadziły do zderzenia z osobowym Renault. Moment wypadku został zarejestrowany za pomocą kamerki samochodowej. Autor nagrania poinformował, że w wyniku tego incydentu nikt poważniej nie ucierpiał. Mamy nadzieję, że opublikowany materiał będzie przestrogą dla wszystkich amatorów lekkomyślnej jazdy. Na oblodzonej drodze do incydentu może dojść dosłownie w każdej chwili.Artykuły polecane przez redakcję Goniec.pl:Zenek Martyniuk ma już dość wybryków syna. Gwiazdor podjął ostateczną decyzjęSE: kierowcy Jarosława Kaczyńskiego złamali przepisy, grozi im ponad tysiąc złotych mandatuNie żyje Tolek Lisiecki. Nagła śmierć zaskoczyła bliskich i fanów krakowskiego muzykaJeżeli chcesz się podzielić informacjami z Twojego regionu, koniecznie napisz do nas na adres [email protected] Źródło: STOP CHAM / Youtube