Tak zachował się Robert Lewandowski tuż po ostatnim gwizdku. Ludzie od razu to wyłapali
Reprezentacja Polski postawiła pierwszy krok w kierunku mistrzostw świata. W czwartkowy wieczór Biało-Czerwoni pokazali charakter, odwrócili losy spotkania i po pełnym emocji meczu pokonali Albanię 2:1. Na listę strzelców wpisał się między innymi Robert Lewandowski, który po końcowym gwizdku nie ukrywał wzruszenia, co było wyraźnie widać jeszcze na murawie.
- Thriller na Narodowym. Polska-Albania 2:1
- Wzruszenie i postawa kapitana
- Czas na Szwecję i „potwora z Arsenalu”
Thriller na Narodowym. Polska-Albania 2:1
Potyczka na PGE Narodowym rozpoczęła się od ataków gospodarzy, którzy wysoko ustawieni na połowie rywala starali się sforsować zasieki obronne Albanii. Po pierwszym kwadransie mecz stał się bardziej wyrównany, a do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić goście, którzy wypatrywali swoich szans w kontratakach i długich podaniach z własnej połowy. W 42. minucie kibice zgromadzeni na trybunach zamarli, kiedy po błędzie Jana Bednarka piłka trafiła pod nogi Arbera Hoxhy, który minął Kamila Grabarę i zapakował piłkę do siatki.
Po przerwie drużyna dowodzona przez trenera Jana Urbana nie miała już nic do stracenia i od początku drugiej połowy ruszyła do skomasowanych ataków. W 63. minucie na stadionie zapanowała euforia, a z wyrównującej bramki cieszyć się mógł Robert Lewandowski, który zawisł w powietrzu i wykorzystał bardzo dobre dośrodkowanie Sebastiana Szymańskiego z rzutu rożnego. Dla Kapitana Biało-Czerwonych było to już 89. trafienie w 164. występie w koszulce z orzełkiem na piersi.
Polacy poszli za ciosem i dziesięć minut później wyszli na prowadzenie, odwracając losy meczu. Fantastycznym uderzeniem sprzed pola karnego popisał się wówczas Piotr Zieliński, czym w końcowym rozrachunku zapewnił swojej drużynie awans do finału baraży.
Wzruszenie i postawa kapitana
Tuż po zakończeniu meczu z Albanią Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski i strzelec jednej z bramek, długo nie schodził z murawy. Powoli przemierzał boisko, bijąc brawo i dziękując kibicom za gorący doping, a na jego twarzy wyraźnie malowało się wzruszenie. Ponadto snajper FC Barcelony dziękował swoim kolegom za postawę na boisku i pocieszał rywali.
Wiele osób zwróciło uwagę, że mógł to być jeden z jego ostatnich występów na PGE Narodowym – stadionie, na którym zdobył aż 32 bramki. Chwile te miały więc szczególny, niemal symboliczny wymiar. Po meczu sam zawodnik nie krył emocji, o czym opowiedział w rozmowie z TVP Sport.
- Na Narodowym zawsze czułem się wyjątkowo. Nie wiem, kiedy następnym razem będziemy tutaj grali. Z biegiem mojej kariery bardziej doceniam każdy mecz, każdą minutę, każdą bramkę. Te emocje we mnie bardziej buzują.
Czas na Szwecję i „potwora z Arsenalu”
W decydującym meczu o awans na mistrzostwa świata Polska zmierzy się w Solnej ze Szwecją, co zapowiada ogromne emocje i wyrównaną walkę dwóch solidnych drużyn. Cztery lata temu Biało-Czerwoni w finale brażay o mundial w Katarze zmierzyli się właśnie ze Szwecją i pod wodzą Czesława Michniewicza wygrali wówczas 2:0 po bramkach Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Tamto spotkanie wciąż jest żywe w pamięci obu zespołów, dlatego Szwedzi z pewnością będą chcieli się zrewanżować i kosztem Polaków wywalczyć awans na mundial.
W półfinale obecnych baraży Szwecja pokazała dużą siłę, pokonując Ukrainę 3:1, a wszystkie trzy gole zdobył Viktor Gyokeres. Szwedzkie media uznały wyniki półfinałów za dość przewidywalne i podkreśliły, że we wtorkowym finale zmierzą się dwie mocne drużyny, zapowiadając w Sztokholmie „prawdziwy horror o wszystko”.
W czwartek Polska wygrała z Albanią 2:1, natomiast Szwedzi – w meczu rozegranym w Walencji – zachwycili skutecznością, a tamtejsza prasa określiła spotkanie jako pokaz siły drużyny prowadzonej przez selekcjonera Grahama Pottera. Szczególne pochwały zebrał Gyokeres, którego nazwano „potworem z Arsenalu” i „strasznym” bohaterem meczu według dziennika „Aftonbladet”.