Tak rozpoznasz, że dziecko może być krzywdzone. Rozmowa z ekspertką
W Polsce przemoc domowa wobec dzieci pozostaje poważnym problemem społecznym, dotykającym tysiące najmłodszych. Raporty organizacji pozarządowych i policji podkreślają potrzebę systemowego wsparcia dla ofiar. Jak rozpoznać takie zjawisko, by pomóc na czas? Porozmawiała z nami w tej sprawie Dr Anna Krawczak, starsza specjalistka ds. standardów ochrony dzieci z fundacji “Dajemy Dzieciom Siłę”.
- 79 proc. dzieci w Polsce doświadczyło co najmniej raz przemocy w swoim życiu, według badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę
- W 2024 roku zarejestrowano ponad 25,7 tys. małoletnich jako ofiary przemocy domowej
- 45 dzieci straciło życie w wyniku przemocy domowej w 2024 roku, na podstawie danych Ministerstwa Sprawiedliwości
Tragedia w Lęborku
W ostatnich latach instytucje coraz częściej interweniują w przypadkach przemocy domowej. Przykładem jest ostatni incydent z Lęborka, gdzie 19-letnia matka i jej 22-letni partner zostali zatrzymani za znęcanie się nad 1,5-roczną dziewczynką. Zgłoszenie pochodziło z ośrodka pomocy społecznej, a dziecko umieszczono w pogotowiu opiekuńczym.
Śledczy ustalili, że sprawca stosował przemoc fizyczną (bicie po głowie i ciele) oraz psychiczną, a matka nie reagowała. Podejrzani trafili do aresztu na trzy miesiące, co pokazuje skuteczność procedur ochronnych.
Takie przypadki nie są odosobnione. Raporty policyjne z 2025 roku wskazują na tysiące podobnych interwencji, podkreślając rolę "Niebieskiej Karty" w monitorowaniu rodzin.
Dzieci po doświadczeniu przemocy domowej często zmagają się z długoterminowymi skutkami zdrowotnymi. Traumatyczne przeżycia mogą prowadzić do zaburzeń emocjonalnych, takich jak lęk czy depresja, wpływając na ich funkcjonowanie w szkole i relacjach społecznych.
Jak można rozpoznać, że dziecko jest ofiarą przemocy w domu?
Dr Anna Krawczak wyjaśnia, na co zwracać uwagę, by rozpoznać potencjalną przemoc domową względem dziecka:
- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ istnieje bardzo dużo objawów swoistych i nieswoistych, przy czym tych nieswoistych jest zdecydowanie więcej. Dlatego taką „matrycą”, którą posługujemy się w przypadku małych dzieci, jest matryca czynników ryzyka krzywdzenia dziecka. Czasami te matryce są zaalgorytmizowane i opisywane w formie kwestionariuszy, które pracownik lub kurator może wypełnić, a czasami nie. Zawsze jednak bierze się pod uwagę kontekst.
- Może być na przykład tak, że małe dziecko wygląda na zagłodzone. Jeżeli jednak mamy informacje od rodzica lub opiekuna, że dziecko ma zaburzenia łaknienia albo chorobę autoimmunologiczną i jest to udokumentowane — widzimy wpisy w karcie, wiemy, że rodzic chodzi z dzieckiem do lekarza — to kontekst jest zupełnie inny. Inaczej wygląda sytuacja niedożywionego dziecka, które siedzi w łóżeczku, nie reaguje albo reaguje lękiem na swojego rodzica, a jednocześnie rodzic nie jest w stanie wykazać, że w ogóle stawiał się w poradni czy że w jakikolwiek sposób dba o opiekę medyczną nad dzieckiem. W obu przypadkach możemy mieć bardzo podobny objaw, ale jego przyczyny są zupełnie różne.
- Na tym właśnie polegają matryce czynników ryzyka i w ten sposób dokonuje się porównań. Oczywiście istnieją także sygnały bardzo jednoznaczne. Wspominałam już o tzw. siniakach okularowych, ale także o różnego rodzaju złamaniach — szczególnie spiralnych czy dystalnych. Przede wszystkim jednak zawsze powodem do niepokoju i do natychmiastowej reakcji powinna być sytuacja, w której opis przyczyny urazu dziecka jest nieadekwatny do samego urazu.
- Czy pracownik socjalny jest w stanie to sprawdzić lub zweryfikować? Raczej nie, albo jest to wątpliwe. Natomiast z pewnością może to zrobić lekarz. Jeżeli na przykład mamy ośmiomiesięczne dziecko ze złamaną rączką albo nóżką, a rodzic twierdzi, że doszło do tego, ponieważ dziecko spadło z rowerka, to nie trzeba wielkiej wiedzy ani fizyki kwantowej, aby od razu stwierdzić, że coś się tu nie zgadza. Ośmiomiesięczne dziecko nie jeździ na rowerku.
Nasz mózg wie szybciej od nas, że coś jest nie tak
Dr Anna Krawczak kontynuuje:
- Może jednak zdarzyć się też inna sytuacja. Jesteśmy na przykład podczas wizyty asystenta rodziny i ojciec mówi: „Tak, to się stało, bo dziecko spadło ze schodów”. Później matka, która nie słyszała tej relacji, jest pytana osobno przez asystentkę rodziny i mówi: „Tak, to się stało, bo rozwieszałam pranie, dziecko wpadło mi pod nogi i upadłam na nie, na przykład miednicą z praniem”. To jest bardzo wyraźna czerwona flaga — relacje są niespójne. Oznacza to, że jedno z rodziców albo oboje kłamią, a bardzo często kłamią oboje. Istnieje inna przyczyna tego urazu. Podobnie niepokojąca jest sytuacja, gdy zdarzenia się powtarzają. Przychodzimy kolejny raz i widzimy, że dziecko znów ma siniaki. Szczególnie niepokojące są siniaki w różnych stadiach gojenia, a także te umiejscowione w specyficznych obszarach ciała.
- Siniaki na piszczelach czy łokciach u sześcioletniego dziecka — czyli na wystających częściach ciała — nie są szczególnie alarmujące, bo łatwo o uraz. Natomiast siniaki w okolicach nerek, brzucha czy na wewnętrznych stronach ud to już sytuacja znacznie bardziej niepokojąca, ponieważ są to miejsca, w których dziecku trudno byłoby przypadkowo nabić sobie guza czy spowodować uraz. To może nie być jeszcze „czerwone światło”, ale z pewnością jest to żółte światło ostrzegawcze.
- Lekarz jest osobą, która ma prawo obejrzeć dziecko fizycznie od stóp do głów. Pracownik socjalny nie, ale może zrobić coś innego — poprosić, aby rodzic przebrał dziecko w jego obecności. Pracownik nie dotyka dziecka, ale może zobaczyć, jak wygląda jego ciało. Jest to szczególnie istotne w sytuacjach, gdy podejrzewamy, że coś może być ukrywane, na przykład gdy dziecko jest ubrane „pod szyję” w środku lipca, co może sugerować próbę zakrycia ewentualnych urazów.
- Jest bardzo dużo takich niuansów, które uruchamiają się u osób doświadczonych, pracujących w terenie, i które się po prostu znają — wiedzą, na co zwrócić uwagę. Niektórzy nazywają to intuicją, ja nie określiłabym tego w ten sposób. To raczej nałożenie się praktyki, doświadczenia i wiedzy. Kiedy coś „nie gra”, warto za tym podążyć, ponieważ bardzo często nasz mózg już dokonał selekcji i wie, co jest nie tak — my musimy jedynie ubrać to w słowa.
- Ślady oparzeń po papierosach na rękach dzieci to bardzo wyraźny, jednoznaczny i nieprzypadkowy sygnał. Często są one maskowane przez rodziców tłumaczeniami, że to ślady po ukąszeniach owadów, jednak wygląd oparzeń jest zupełnie inny niż śladów po ukąszeniach. Istnieje cały katalog takich sygnałów, które możemy realnie zaobserwować.
- Jeśli chodzi o oznaki behawioralne, sprawa jest trudniejsza. Wycofanie dziecka czy reakcje lękowe mogą mieć różne przyczyny. Dziecko może być neurotypowe lub neurozróżnicowane, może być po prostu nieśmiałe i skutkiem tego reagować w taki sposób. Zawsze jednak warto przyjrzeć się, czy za takim zachowaniem nie kryje się jeszcze coś więcej, jakaś inna, głębsza przyczyna.
Źródło: Goniec.pl