Zaatakował rodzinę, nie żyje jego córka. Na jaw wyszły nowe fakty ws. tragedii w Ustce
W nadmorskim kurorcie doszło do wstrząsającego zdarzenia, które zakończyło się śmiercią bezbronnego dziecka i licznymi obrażeniami pozostałych członków rodziny. Jak informują ogólnopolskie media oraz lokalne służby, śledczy analizują obecnie motywy sprawcy, który pełnił odpowiedzialną funkcję publiczną. Dramatyczne relacje świadków rzucają zupełnie nowe światło na przebieg poniedziałkowej nocy w Ustce.
- Dramatyczny przebieg zdarzeń i śmierć dziecka
- Sprawca to czynny funkcjonariusz służb mundurowych
- Wstrząsające relacje bezpośrednich świadków
- Bilans ofiar i aktualny stan zdrowia rannych
Dramatyczny przebieg zdarzeń i śmierć dziecka
Zgłoszenie o tragicznej awanturze domowej wpłynęło do słupskich policjantów około godziny 21:30. Funkcjonariusze, którzy dotarli pod wskazany adres przy ulicy Bałtyckiej, musieli siłowo wejść do lokalu, gdzie zastali przerażający widok. Głównym celem ataku stała się czteroletnia dziewczynka, u której stwierdzono głęboką ranę kłutą klatki piersiowej.
Pomimo błyskawicznej interwencji służb i trwającej blisko godzinę reanimacji prowadzonej bezpośrednio na klatce schodowej, życia najmłodszej ofiary nie udało się ocalić. Policja oficjalnie potwierdził, że mimo ogromnych wysiłków lekarzy i ratowników, dziecko zmarło.
Sprawca to czynny funkcjonariusz służb mundurowych
Sprawcą masakry okazał się 44-letni Piotr K., który na co dzień pełnił służbę w szeregach Służby Ochrony Państwa. Według potwierdzonych informacji, mężczyzna przebywał w Ustce wraz z najbliższymi na feriach zimowych, a do tragedii doszło w wynajmowanym mieszkaniu.
Formacja SOP natychmiast wydała oświadczenie, zapowiadając dyscyplinarne wydalenie funkcjonariusza ze swoich szeregów oraz deklarując pełne wsparcie psychologiczne dla ocalałych ofiar. Fakt, że osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo państwa dopuściła się tak brutalnego czynu wobec własnej żony i dzieci, wywołał falę dyskusji na temat kontroli kondycji psychicznej pracowników służb mundurowych.
Wstrząsające relacje bezpośrednich świadków
Sąsiedzi, którzy jako pierwsi podjęli próbę ratunku, opisują przebieg zdarzeń jako wyjątkowo chaotyczny i krwawy. Pani Julia, naoczny świadek tragedii, relacjonowała w rozmowie z “Faktem”:
„Ludzie wołali o pomoc, krzyczeli, że ten człowiek ma nóż, że dźga, że są dzieci”.
Jej mąż osobiście starał się obezwładnić napastnika wazonem, zanim ten zabarykadował się w pokoju z ranną córką. Kobieta dodaje ze łzami w oczach:
„Nigdy tego widoku nie zapomnę. Na klatce leżała kobieta, wszędzie było pełno krwi, a dziewczynkę prawie godzinę reanimowali u nas pod drzwiami”.
Te dramatyczne słowa oddają ogrom cierpienia, jakie dotknęło przypadkowe osoby mieszkające w bloku.
Bilans ofiar i aktualny stan zdrowia rannych
Sytuacja medyczna poszkodowanych jest zróżnicowana i dynamiczna. Jak poinformował Marcin Prusak, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku, do tej placówki trafiła żona napastnika, jej matka oraz starsze dziecko. Dobre wiadomości dotyczą syna sprawcy, który nie odniósł poważnych obrażeń i został już wypisany ze szpitala.
Znacznie gorszy jest stan dorosłych kobiet – żona napastnika jest w stanie ciężkim, natomiast jej matka przebywa na oddziale chirurgii w stanie stabilnym. Teść mężczyzny został hospitalizowany w Sławnie, a sam sprawca przebywa w szpitalu w Słupsku pod ścisłym nadzorem policji. Prokuratura Okręgowa w Słupsku kontynuuje śledztwo, starając się ustalić, co pchnęło funkcjonariusza do tak brutalnego ataku na własną rodzinę.