Strzały pod Białym Domem. W akcji wszystkie służby. Jest informacja o Trumpie
Niebezpieczny incydent w pobliżu Białego Domu postawił na nogi amerykańskie służby. Uzbrojony mężczyzna otworzył ogień w kierunku agentów, a w czasie zdarzenia na terenie kompleksu przebywał prezydent Donald Trump. W sprawie bezpieczeństwa głowy państwa głos zabrał zastępca dyrektora Secret Service Matthew Quinn. To kolejna sytuacja w ostatnim czasie, która wzmacnia obawy o bezpieczeństwo w Waszyngtonie.
Strzały w pobliżu Białego Domu. Agenci natychmiast podjęli interwencję
Do zdarzenia doszło w jednym z najbardziej strzeżonych miejsc w Stanach Zjednoczonych w parku pomiędzy Białym Domem a pomnikiem Waszyngtona. Funkcjonariusze Secret Service zauważyli mężczyznę, który wzbudził podejrzenia i mógł posiadać broń palną.
Według informacji przekazanych przez zastępcę dyrektora agencji, Matthew Quinna, agenci natychmiast podjęli działania. Kiedy próbowali zatrzymać mężczyznę, ten zaczął uciekać i oddał strzały w ich kierunku. Funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem, raniąc podejrzanego.
W wyniku incydentu poszkodowana została również przypadkowa osoba – nastolatek, który znajdował się w pobliżu miejsca zdarzenia. Obaj ranni trafili do szpitala, a ich życiu – jak podkreślają służby – nie zagraża niebezpieczeństwo.
Na razie nie ujawniono motywów działania napastnika. Trwają czynności wyjaśniające, a śledczy sprawdzają, czy mężczyzna działał sam oraz czy jego działania były w jakikolwiek sposób zaplanowane.
Trump w Białym Domu podczas incydentu. Służby reagują natychmiast
W chwili strzelaniny na terenie Białego Domu przebywał prezydent Donald Trump, który – jak przekazano – nie znajdował się w bezpośrednim zagrożeniu. Mimo to natychmiast uruchomiono procedury bezpieczeństwa. Kompleks został czasowo zamknięty, a wszystkim osobom znajdującym się na miejscu polecono schronienie się.
Jak poinformował Matthew Quinn, służby nie mają obecnie dowodów na to, że incydent był bezpośrednio wymierzony w głowę państwa, ale ta sprawa ma być z pewnością wyjaśniona.
Nie wiem, czy atak był wymierzony w prezydenta, ale się dowiemy – powiedział podczas konferencji prasowej.
Dodatkowo w pobliżu miejsca zdarzenia przejeżdżała kolumna z wiceprezydentem J.D. Vance'em, jednak – jak podkreślono – nie ma żadnych przesłanek, by strzelanina miała związek z jego przejazdem.
Reakcja służb była natychmiastowa i skoordynowana. Teren zabezpieczono, a dostęp do okolicznych ulic został ograniczony. Władze zapewniają, że standardowe procedury ochrony prezydenta zadziałały zgodnie z założeniami, minimalizując ryzyko eskalacji zagrożenia.
Kolejny incydent w krótkim czasie. Wcześniej Trump był ewakuowany
Poniedziałkowa strzelanina wpisuje się w szerszy kontekst napiętej sytuacji bezpieczeństwa w Waszyngtonie. Zaledwie kilka dni wcześniej doszło do innego groźnego zdarzenia podczas gali Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton.
Niedługo po rozpoczęciu wydarzenia słychać było strzały. Prezydent Donald Trump, który znajdował się na scenie, został natychmiast ewakuowany. Ewakuowano również pierwszą damę oraz wiceprezydenta J.D. Vance’a i członków administracji. Zdarzenie było transmitowane na żywo, co dodatkowo spotęgowało jego oddźwięk.
Według ustaleń mediów, w tym stacji CBS i dziennika "Los Angeles Times”, zatrzymany sprawca miał przyznać, że jego celem byli członkowie administracji prezydenta. Napastnik nie dotarł jednak do sali balowej, a służby obezwładniły go jeszcze przed wejściem na główną część wydarzenia.
Oba incydenty nie zostały jak dotąd oficjalnie powiązane, jednak pokazują rosnące napięcie wokół bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Śledczy analizują, czy mogą istnieć jakiekolwiek wspólne elementy lub inspiracje stojące za tymi zdarzeniami.