Rosjanka zabrała głos po półfinale z Mają Chwalińską. Z jej ust padły stanowcze słowa
Diana Sznajder odniosła się w pomeczowych wypowiedziach do swojego półfinałowego pojedynku z Mają Chwalińską na paryskich kortach. Rosjanka szczegółowo oceniła postawę rywalki, a jej słowa pozwalają lepiej zrozumieć przebieg tej zaciętej batalii. Rywalka Mai Chwalińskiej skwitowała swoją porażkę kilkoma, niezwykle wymownymi zdaniami.
Szacunek pokonanej rywalki
Sznajder nie szukała wymówek.
„Dla mnie to oczywiście bolesna przegrana. Jasne, że jestem rozczarowana, ale nie samym występem, a po prostu wynikiem meczu" – podsumowała.
Choć doceniła własną postawę, bez wahania uznała wyższość rywalki.
„Dałam z siebie wszystko, próbowałam różnych rozwiązań. Zostawiłam na korcie serce. Jestem dumna ze sposobu, w jaki grałam i jak walczyłam. Ona zagrała wręcz nierealnie i zdecydowanie zasłużyła na zwycięstwo i awans do finału" – mówiła.
Rosjanka zwróciła też uwagę na sam poziom widowiska, który był wyjątkowo wysoki. Mecz trwał ponad dwie godziny i obfitował w długie, wyczerpujące wymiany. W jej ocenie był to tenis najwyższej próby.
Ranking, który nic nie mówił
Przed turniejem dzieliła je przepaść w klasyfikacji. Chwalińska, sklasyfikowana na 114 miejscu, musiała przebijać się przez kwalifikacje. Sznajder przyjechała do Paryża z numerem 25 i uchodziła za faworytkę, zwłaszcza po sensacyjnym wyeliminowaniu liderki rankingu Aryny Sabalenki. Sama jednak uznała, że liczby nie mają tu większego znaczenia.
„Ludzie zdecydowanie przeceniają znaczenie rankingu" – stwierdziła.
Jak dodała, formę Polki śledziła już wcześniej.
„Najpierw zobaczyłam, że wygrała z Zheng. Potem w dobrym stylu z Mertens i Sakkari. Nie miałam wątpliwości, że dobrze się tu poczuła. Jest nieprawdopodobnie pewna siebie i gra niesamowity tenis. Jej ranking nie ma znaczenia".
Porażka z niżej notowaną rywalką nie była więc dla niej zaskoczeniem.

Dlaczego mączka sprzyja Polce
Sukces Chwalińskiej to efekt całej serii zwycięstw nad utytułowanymi przeciwniczkami, w tym mistrzynią olimpijską Qinwen Zheng, a także Elise Mertens, Marią Sakkari, Diane Parry i Anną Kalinską. Drobna Polka gra zupełnie inaczej niż siłowa czołówka, a Sznajder dokładnie opisała, na czym polega jej przewaga na korcie.
„Po pierwsze ona niesamowicie porusza się po korcie. Pokrywa bardzo dużą przestrzeń. Do tego świetnie czyta grę. Nawet kiedy myślisz, że już wygrałaś punkt, ona tam jest i odgrywa piłkę. W dodatku robi to nie tak po prostu, żebyś mogła znowu zaatakować. Piłka wraca w sposób bardzo niewygodny, więc musisz dosłownie budować cały punkt od początku" – tłumaczyła.
Trudne zadanie w finale
W finale Chwalińską czeka kolejna Rosjanka. Po raz trzeci z rzędu zmierzy się z reprezentantką tego kraju, tym razem z 19-letnią Mirrą Andriejewą, rozstawioną z numerem ósmym. Andriejewa w półfinale pokonała Martę Kostiuk, która wcześniej wyeliminowała Igę Świątek.
Sznajder, srebrna medalistka olimpijska z Andriejewą w grze podwójnej, zapowiedziała, że podpowie rodaczce, jak grać z Polką.
„Powinna częściej niż ja iść do siatki, być jeszcze bardziej agresywna. Mirra ma też świetny serwis, więc to będzie jej atut" – oceniła.
Ciekawostką jest, że sztab Sznajder miał spory problem z przygotowaniem się do tego meczu. Ponieważ na korcie spotkały się dwie leworęczne zawodniczki, szukano nagrań, na których Chwalińska gra z inną leworęczną rywalką. Nie udało się znaleźć ani jednego.