Rodzeństwo miało być więzione w domu przez 30 lat. Prokuratura wszczęła śledztwo
Mieszkańcy niewielkiej wsi pod Suwałkami nie mogą uwierzyć w to, co mogło dziać się tuż obok nich przez niemal trzy dekady. Według ustaleń mediów 47-letnie rodzeństwo miało przez lata pozostawać odcięte od świata, a sąsiadom przekazywano informacje, że dawno opuścili rodzinny dom. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Suwałkach, która podkreśla, że śledztwo jest na wczesnym etapie i apeluje o ostrożność w formułowaniu ocen.
Rodzeństwo miało zniknąć ze wsi. Sąsiedzi słyszeli różne wersje
Sprawa wyszła na jaw dopiero po śmierci ojca rodzeństwa w styczniu 2026 roku. Jak opisał "Fakt” i Wirtualna Polska, podczas pogrzebu obecna była wdowa oraz starsza córka pracująca jako nauczycielka, jednak nie pojawiły się bliźnięta – 47-letni brat i siostra. To właśnie wtedy część mieszkańców zaczęła zadawać pytania o los rodzeństwa, którego wielu sąsiadów nie widziało od czasu ukończenia przez nich szkoły.
Według informacji przekazanych przez anonimowego rozmówcę "Faktu”, rodzina przez lata miała tłumaczyć nieobecność bliźniąt wyjazdem ze wsi. Jak podawano, mieli oni wyjechać na studia lub do pracy. Z kolei z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że mieszkańcom przekazywano bardziej szczegółowe wyjaśnienia. Kobieta miała przebywać w klasztorze w Sejnach, natomiast jej brat rzekomo pracował za granicą. W rzeczywistości oboje mogli przez cały ten czas pozostawać na terenie rodzinnego gospodarstwa.
Mimo niewielkiej społeczności wsi przez lata nikt oficjalnie nie zgłaszał niepokojących sygnałów. Dziś wielu mieszkańców zadaje sobie pytanie, jak mogło dojść do sytuacji, w której przez tak długi czas nie zweryfikowano, co dzieje się za bramą jednego z gospodarstw. Według relacji cytowanych przez WP część sąsiadów odczuwa obecnie wyrzuty sumienia i nie chce publicznie wypowiadać się pod nazwiskiem.

Niepokojące doniesienia o warunkach życia. Rodzeństwo trafiło do szpitala
Pierwsze oficjalne działania służb podjęto dopiero w ostatnich tygodniach. Jak poinformowała Prokuratura Rejonowa w Suwałkach, zawiadomienie w sprawie wpłynęło od suwalskiego szpitala. To właśnie po interwencji służb rodzeństwo zostało przewiezione do placówki medycznej.
"Fakt” podał, powołując się na swojego informatora, że bliźnięta miały zostać odnalezione w dwóch opuszczonych budynkach, a w oknach miały znajdować się kraty. Według tych samych informacji kobieta miała ważyć zaledwie 35 kilogramów. Są to jednak ustalenia medialne, które nie zostały dotychczas oficjalnie potwierdzone przez śledczych.
Z kolei Wirtualna Polska ustaliła, że 16 czerwca prokuratura zleciła czynności sprawdzające dotyczące możliwego wieloletniego przetrzymywania rodzeństwa. Śledczy mieli zweryfikować m.in. informacje o tym, że dorosłe już dziś osoby mogły przez lata przebywać w bardzo trudnych warunkach. Szczegóły tych ustaleń nie zostały jednak ujawnione. WP podała również, że pierwsza policyjna interwencja miała miejsce pod koniec maja.
Jednym z niewielu oficjalnych komunikatów w tej sprawie pozostaje informacja o aktualnym stanie rodzeństwa. Jak przekazał Wirtualnej Polsce jeden ze śledczych: "Są bezpieczni i objęci opieką”. Obecnie kobieta i mężczyzna przebywają w szpitalu psychiatrycznym. Ze względu na dobro postępowania oraz ochronę osób pokrzywdzonych prokuratura nie ujawnia dalszych szczegółów.
Prokuratura bada wątek znęcania się. "Prosimy o wstrzemięźliwość w osądach”
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Suwałkach znajduje się obecnie na wstępnym etapie. Jak poinformowała prok. Katarzyna Bojarska, postępowanie prowadzone jest pod kątem art. 207 § 1a Kodeksu karnego, dotyczącego znęcania się nad osobami nieporadnymi ze względu na wiek, stan psychiczny lub fizyczny.
Prowadzimy postępowanie w kierunku art. 207 par. 1a kodeksu karnego, czyli znęcania się nad osobami nieporadnymi – mówiła w rozmowie z "Faktem” prokurator.
Przepis ten przewiduje karę od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności dla osoby dopuszczającej się przemocy fizycznej lub psychicznej wobec osoby nieporadnej.
Jednocześnie śledczy podkreślają, że na obecnym etapie nie można przesądzać o odpowiedzialności kogokolwiek.
Postępowanie jest na wczesnym etapie. Nikomu nie przedstawiono zarzutów. Weryfikujemy wszystkie informacje, które do nas docierają. Pierwsze zawiadomienie przyszło ze szpitala w Suwałkach. I to tyle, co chcemy w tej chwili ujawnić – mówiła dla WP prokurator Katarzyna Bojarska.
Podobny apel pojawił się również w wypowiedzi dla "Faktu”.
Prowadzimy w tej sprawie czynności. Prosimy o wstrzemięźliwość w osądach – zaznaczyła.
Śledczy zwracają uwagę, że wiele informacji krążących obecnie wśród mieszkańców i w mediach wymaga jeszcze dokładnego sprawdzenia. Do tej pory nikomu nie postawiono zarzutów, a okoliczności, w jakich przez lata żyło rodzeństwo, pozostają przedmiotem prowadzonego postępowania.