Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Radosław Pyffel o wizycie Donalda Trumpa w Chinach. Koniec ery jednego hegemona?
Wojciech Mulik
Wojciech Mulik 25.05.2026 10:13

Radosław Pyffel o wizycie Donalda Trumpa w Chinach. Koniec ery jednego hegemona?

Radosław Pyffel o wizycie Donalda Trumpa w Chinach. Koniec ery jednego hegemona?
Wizyta Donalda Trump w Chinach Fot. BRENDAN SMIALOWSKI/AFP/East News

Złote dywany, wojskowe fanfary i amerykański prezydent, który nie szczędzi komplementów gospodarzowi. Historyczna wizyta Donalda Trumpa w Pekinie miała być prężeniem muskułów zachodniego mocarstwa, a okazała się symbolicznym otwarciem nowej epoki w globalnej geopolityce. Zamiast chłodnego dystansu i dyplomatycznej asertywności - mówi w rozmowie z serwisem Goniec.pl ekspert do spraw polityki azjatyckiej, Radosław Pyffel - świat zobaczył przywódcę USA wyraźnie zafascynowanego potęgą Państwa Środka. Ta nieoczekiwana zmiana narracji rodzi fundamentalne pytanie: czy to ostateczny koniec amerykańskiej hegemonii?

Konsternacja w Zakazanym Mieście

Dla dyplomatów i ekspertów znających azjatyckie realia, wystawny ceremoniał, z jakim Pekin wita zagraniczne głowy państw, nie jest żadnym zaskoczeniem. Chiny od wieków wykorzystują potęgę wizualnych symboli do budowania własnego prestiżu. Zaskoczeniem była jednak postawa samej amerykańskiej delegacji. Tradycyjnie prezydenci Stanów Zjednoczonych podczas wizyt w Azji starali się zachowywać dystans, demonstrując pewność siebie jedynego globalnego supermocarstwa. Tym razem przywódca USA postawił na zupełnie inną kartę, decydując się na otwarte pochlebstwa pod adresem chińskiego przywódcy.

– Zaskoczyło mnie zachowanie Donalda Trumpa i to, jak bardzo podkreślał fascynację Xi Jinpingiem oraz całymi Chinami – przyznaje w rozmowie z Gońcem Radosław Pyffel. – Do dzisiaj nie wiem, czy naprawdę zafascynowało go to przyjęcie i obyczaje gospodarzy, czy może była to pewnego rodzaju gra. Trump sprawiał jednak wrażenie oszołomionego.

Jak zauważa analityk, tego typu wylewny entuzjazm rzadko przystoi głowie państwa o statusie globalnego lidera.

– Będąc szefem wielkiego supermocarstwa, posunął się za daleko. Sądzę, że gdyby słuchał swoich doradców, na pewno nie zalecaliby mu takiej taktyki – dodaje Pyffel.

Architektura wielobiegunowego świata

Wizyta w Chinach to nie tylko seria pamiątkowych fotografii, ale przede wszystkim kreowanie nowej mapy wpływów. Komentatorzy polityczni podkreślają, że przejmując częściowo retorykę Pekinu, Stany Zjednoczone wysłały jasny sygnał: są gotowe traktować Państwo Środka jako równorzędnego gracza na arenie międzynarodowej. To gigantyczny przełom w amerykańskiej doktrynie.

– Poprzez te komplementy i pewną uniżoność wobec gospodarza Trump pokazał, jak mógłby wyglądać świat, w którym nie ma już jednego hegemona, tylko jest ich co najmniej dwóch – podkreśla w programie “Punkty Zapalne” Radosław Pyffel.

To symboliczne zrównanie pozycji obu państw uwiarygadnia chińską narrację o potrzebie budowy wielobiegunowego świata, w którym Waszyngton nie ma już monopolu na wyznaczanie globalnych reguł.

Chłodna kalkulacja i kosztowny biznes

Jeśli amerykański prezydent liczył, że osobisty urok i lawina komplementów zmiękczą stanowisko chińskich władz, srodze się przeliczył. Tamtejsza dyplomacja przyjęła peany z charakterystycznym dla siebie, wyrachowanym chłodem. Co więcej, partyjna prasa w Chinach potraktowała pochwały ze strony zachodniego lidera z ogromnym dystansem, nie poświęcając im większej uwagi. Świadczy to o rosnącej, niezachwianej pewności siebie Pekinu.

– Trump po prostu zbombardował miłością przewodniczącego Xi, a chińskie media właściwie to przemilczały – zauważa ekspert.

W tle wielkiej dyplomacji toczyły się twarde negocjacje gospodarcze. Prezydentowi USA towarzyszyła potężna delegacja amerykańskich biznesmenów, mająca zrównoważyć ogromny deficyt handlowy między oboma krajami. Sukces tej misji okazał się jednak mocno dyskusyjny.

– Liczył na biznes, przywiózł ze sobą delegację i ostatecznie sprzedał dwieście boeingów – ocenia Pyffel na łamach Gońca. Szybko jednak zaznacza, że bilans zysków i strat jest w tym przypadku dla Waszyngtonu niekorzystny. – Biorąc pod uwagę to, jak dużo dał Chińczykom w sferze symbolicznej, przyjmując ich język i retorykę, te samoloty to po prostu kiepski interes.

Czy zatem dyplomatyczna wymiana uprzejmości na kontrakty lotnicze była warta naruszenia amerykańskiego prestiżu? Historyczna wizyta w Azji z pewnością zostanie zapamiętana jako moment, w którym Waszyngton na chwilę zamknął oczy na twardą geopolityczną rywalizację, pozwalając władzom w Pekinie na umocnienie wizerunku globalnego mocarstwa.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji