Prokuratura bada interwencję policji u Sakiewicza. Wszczęto śledztwo
Warszawska prokuratura oficjalnie wszczęła śledztwo w sprawie głośnej interwencji policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego Telewizji Republika. Śledczy mają sprawdzić, czy funkcjonariusze podczas majowej akcji nie przekroczyli swoich uprawnień. Badane są trzy główne wątki sprawy, w tym kwestia bezprawnego skucia kajdankami asystentki dziennikarza.
Czy wejście do mieszkania było legalne?
Sprawa dotyczy wydarzeń z 15 maja 2026 roku przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie. Tego dnia policjanci z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego weszli do mieszkania Sakiewicza, powołując się na zgłoszenie o osobie chcącej odebrać sobie życie.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Piotr Antoni Skiba, poinformował, że śledczy sprawdzają teraz, czy samo wejście do lokalu i jego przeszukanie były w ogóle zgodne z prawem. Jeśli mundurowi złamali procedury, mogą usłyszeć zarzuty z art. 231 Kodeksu karnego, czyli przekroczenie uprawnień na szkodę interesu prywatnego.
Kajdanki bez ostrzeżenia i podejrzenie fałszerstwa
Drugi wątek śledztwa budzi szczególne emocje. Chodzi o sposób, w jaki potraktowano kobietę obecną podczas interwencji, czyli asystentkę szefa TV Republika. Według ustaleń prokuratury jeden z policjantów miał ją bezprawnie zatrzymać i założyć jej kajdanki z tyłu, nie wzywając wcześniej do spokojnego zachowania ani nie uprzedzając, że użyje siły. Stanowi to bezpośrednie naruszenie przepisów ustawy o środkach przymusu bezpośredniego.
Do tego dochodzi podejrzenie fałszerstwa w dokumentach służbowych. Śledczy dokładnie sprawdzają, czy w oficjalnym protokole zatrzymania, sporządzonym już na komisariacie przy ulicy Malczewskiego, ktoś celowo nie poświadczył nieprawdy.
Fala fałszywych zgłoszeń wymierzonych w Republikę
Sama interwencja w mieszkaniu dziennikarza nie była zdarzeniem odosobnionym. Stanowiła element szerszej, skoordynowanej akcji wymierzonej w stację. Od 13 maja 2026 roku do różnych służb i firm napływały masowe fałszywe zgłoszenia o podłożonych bombach lub zagrożeniu życia. Prokuratura określa je jako zgłoszenia kaskadowe, ponieważ były wysyłane jednocześnie do wielu miejsc w celu wywołania chaosu i paraliżu instytucji. Wszystkie ataki uderzały przede wszystkim w osoby związane z Telewizją Republika. Tą skoordynowaną akcją zajmuje się odrębnie Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.
Nagrania z kamer
Wiele pytań opinii publicznej dotyczy nagrań z kamer nasobnych przypiętych do mundurów policjantów obecnych podczas interwencji w mieszkaniu Sakiewicza. Prokuratura potwierdziła, że materiały te na obecnym etapie postępowania nie zostaną upublicznione. Decyzję uzasadniono koniecznością zabezpieczenia dobra toczącego się śledztwa, by nie narażać go na uszczerbek.
„Informujemy że na tym etapie postępowania z uwagi na dobro śledztwa referent sprawy nie przewiduje publikowania tych nagrań" - przekazał w komunikacie prokurator Piotr Antoni Skiba.
Nie wyklucza się jednak, że w miarę postępów sprawy i po zakończeniu kluczowych czynności procesowych nagrania w końcu ujrzą światło dzienne i staną się dostępne publicznie.
Na razie śledczy szczegółowo analizują zabezpieczone dokumenty oraz wewnętrzne raporty i notatki służbowe przekazane przez Komendanta Stołecznego Policji, by jak najdokładniej odtworzyć przebieg wydarzeń z 15 maja.