Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Polska stanie się "drugimi Węgrami" po zwycięstwie prawicy? Ekspertka nie ma wątpliwości
Damian  Popilowski
Damian Popilowski 14.04.2026 11:12

Polska stanie się "drugimi Węgrami" po zwycięstwie prawicy? Ekspertka nie ma wątpliwości

Polska stanie się "drugimi Węgrami" po zwycięstwie prawicy? Ekspertka nie ma wątpliwości
Polska stanie się "drugimi Węgrami", fot.EastNews

Po niedzielnym przewrocie politycznym w Budapeszcie, rosyjska dyplomacja traci swój najważniejszy przyczółek w Unii Europejskiej. Historyczna porażka Viktora Orbána i zdobycie większości konstytucyjnej przez partię TISZA wymusza na Kremlu pilne znalezienie nowego partnera, który mógłby paraliżować spójność Zachodu od wewnątrz. W tym kontekście coraz częściej wymienia się Polskę, zwłaszcza w scenariuszu dalszego wzrostu poparcia dla radykalnych formacji prawicowych, takich jak Konfederacja Korony Polskiej. Jak mogłaby wyglądać “prorosyjska Polska”? Skomentowała to dla nas ekspertka do spraw bezpieczeństwa wschodniego, Aleksandra Wójtowicz.

  • Hipotetyczne rządy polskiej skrajnej prawicy nie doprowadziłyby do jawnego, prorosyjskiego sojuszu ze względu na silne nastroje społeczne w kraju
  • Interesy Kremla byłyby realizowane w sposób pośredni, głównie poprzez uderzanie we wsparcie militarne i logistyczne dla Kijowa pod płaszczykiem ochrony polskich interesów
  • Polityka wewnętrzna skupiłaby się na generowaniu nastrojów antyukraińskich, w tym wymierzonych w uchodźców, unikając przy tym bezpośredniej obrony działań Moskwy

Koniec ery Budapesztu wymusza rewizję strategii Kremla

Przez ostatnią dekadę relacja między Moskwą a Budapesztem była dla Rosji wzorcowym modelem wpływania na procesy decyzyjne wewnątrz struktur transatlantyckich. Węgry pod rządami Fideszu nie tylko opóźniały kluczowe pakiety pomocowe, ale stały się aktywnym kanałem komunikacji dyplomatycznej Rosji. Zmiana władzy na Węgrzech w kwietniu 2026 roku tworzy w regionie próżnię strategiczną, którą rosyjskie służby będą starały się wypełnić, wykorzystując wewnętrzne podziały w innych państwach flanki wschodniej.

W tym układzie Polska jawi się jako cel o najwyższym znaczeniu strategicznym. Dla Rosji pozyskanie sojusznika w Warszawie – nawet nieformalnego – byłoby sukcesem znacznie większym niż współpraca z Węgrami, ze względu na potencjał militarny i logistyczną rolę Polski jako hubu dla pomocy Ukrainie. Scenariusz, w którym do władzy dochodzą ugrupowania otwarcie kwestionujące zasadność tej pomocy, jest dla Kremla najbardziej atrakcyjną alternatywą po utracie Orbána.

Należy jednak rozróżnić formę tej współpracy. O ile Budapeszt działał w sposób jawny, o tyle polskie realia polityczne wymuszają na ewentualnej nowej prawicy znacznie większą powściągliwość. Na tę różnicę wskazuje ekspertka Aleksandra Wójtowicz, analizując specyfikę obu systemów.

- W kontekście Węgier i Rosji faktycznie możemy mówić o współpracy – na przykład o przekazywaniu informacji czy blokowaniu konkretnych praw, regulacji i rozwiązań na forum unijnym.

Antyrosyjski elektorat jako zapora dla „wariantu węgierskiego”

Największą przeszkodą w budowaniu bezpośredniego sojuszu z Rosją nad Wisłą jest struktura poglądów wyborców, która drastycznie różni się od tej na Węgrzech. Podczas gdy węgierskie media państwowe przez lata budowały grunt pod akceptację kursu prorosyjskiego, w Polsce panuje niemal powszechny konsensus co do egzystencjalnego zagrożenia ze strony Moskwy. Dotyczy to również bazy wyborczej partii prawicowych, co czyni jawną sympatię do Putina nieakceptowalną politycznie.

Z tego powodu każda formacja aspirująca do władzy, w tym środowiska Konfederacji, musi brać pod uwagę umiarkowane skrzydło swojego elektoratu. Wyborcy ci często kierują się motywacjami ekonomicznymi lub niechęcią do biurokracji brukselskiej, a nie chęcią zbliżenia z Rosją. Ten mechanizm blokujący szczegółowo opisuje Aleksandra Wójtowicz.

- W przypadku potencjalnych rządów Konfederacji - choć miejmy nadzieję, że do nich nie dojdzie - sytuacja wyglądałaby inaczej. Polska jest krajem głęboko antyrosyjskim, więc tak otwarte wspieranie Rosji w perspektywie najbliższych kilku lat nie spotkałoby się z akceptacją wyborców. Dotyczy to nie tylko elektoratu innych partii, ale nawet bardziej umiarkowanych wyborców samej Konfederacji. Biorąc pod uwagę ich kilkunastoprocentowe poparcie w sondażach, musimy zakładać, że część tych wyborców jest umiarkowana i głosuje na tę formację chociażby ze względów gospodarczych.

Narracja antyukraińska zamiast prorosyjskiej

Jeżeli Polska pod rządami prawicy miałaby stać się dla Rosji „zastępczym partnerem”, to jej rola polegałaby na sabotowaniu pomocy dla Kijowa pod płaszczykiem polskiego interesu narodowego. Jest to jedyny sposób, w jaki Moskwa mogłaby realnie zyskać na zmianie władzy w Warszawie, nie prowokując jednocześnie masowych protestów społecznych. Zamiast wychwalać politykę Kremla, nowa władza skupiłaby się na eksponowaniu kosztów wojny i konfliktów historycznych.

Strategia ta opierałaby się na dwóch filarach: uderzeniu w logistykę wojskową oraz wizerunkowym osłabianiu Ukrainy na arenie międzynarodowej. Taki model „współpracy nieumyślnej” byłby dla Rosji niezwykle cenny, gdyż skutecznie odcinałby Ukrainę od jej najważniejszego zaplecza, co potwierdza w swoim komentarzu Aleksandra Wójtowicz.

- Te działania nie mogłyby być tak oczywiste jak w przypadku Węgier. Na czym więc by polegały? Przede wszystkim na blokowaniu wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Byłoby to jednak przedstawiane nie jako pomoc Rosji – bo ten argument w Polsce by nie przeszedł – ale jako ochrona naszego własnego wojska i bezpieczeństwa. Na pewno pojawiłoby się dużo mocno antyukraińskich postulatów, uderzających zarówno w uchodźców przebywających w Polsce, jak i we wsparcie militarne dla Kijowa.

Granice sprzeciwu: unijne regulacje a sankcje

Obszarem, w którym Polska mogłaby najsilniej przypominać Węgry Orbána, jest polityka wewnątrzunijna. Wykorzystywanie prawa weta do blokowania unijnych regulacji mogłoby stać się stałym elementem strategii rządu, co pośrednio osłabiałoby jedność wspólnoty – cel priorytetowy dla Kremla. Istnieje jednak wyraźna granica, której polska prawica prawdopodobnie by nie przekroczyła: bezpośrednia ochrona rosyjskich pieniędzy.

Podczas gdy Orbán regularnie targował się o wykreślanie konkretnych osób i firm z list sankcyjnych, w Polsce takie działanie byłoby postrzegane jako zdrada stanu. Ekspertka Aleksandra Wójtowicz podkreśla, że interesy Moskwy byłyby realizowane w sposób znacznie bardziej zawoalowany, co stanowi kluczową różnicę między ewentualnym polskim a dotychczasowym węgierskim modelem.

- Z pewnością obserwowalibyśmy także szeroki sprzeciw wobec Unii Europejskiej. W tym aspekcie, polegającym na blokowaniu pewnych unijnych regulacji, mogłoby to przypominać działania Węgier. Szczerze mówiąc, nie spodziewam się jednak blokowania antyrosyjskich sankcji. Politycy Konfederacji zdają sobie sprawę, że to nie spotkałoby się z wielkim entuzjazmem. Skupią się zatem raczej na blokowaniu wsparcia dla Ukrainy niż na jawnej ochronie interesów Moskwy – będzie to więc narracja w pierwszej kolejności antyukraińska, a nie otwarcie prorosyjska.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji