Pojechał do zony i zamarł. Tak naprawdę żyją ostatni ludzie w Czarnobylu
40. rocznica katastrofy w Czarnobylu – miejsca, które dla wielu pozostaje martwą strefą rodem z postapokaliptycznych filmów, a w rzeczywistości jest domem dla zapomnianych przez świat ludzi. To wstrząsająca opowieść o przeraźliwej samotności, dramacie wojny i potrzebie bezwarunkowej pomocy humanitarnej dla ostatnich ocalałych "samosiołów".
Materiał opiera się na poruszającej rozmowie z Krystianem Machnikiem (twórcą inicjatywy Napromieniowani.pl), przeprowadzonej na łamach serwisu Goniec.pl.
Zderzenie z mitem postapokalipsy
Nasze wyobrażenia o czarnobylskiej zonie są głęboko zakorzenione w popkulturze. Popularne gry komputerowe i filmy od lat kreują obraz szarej, zniszczonej i skrajnie mrocznej przestrzeni. Prawda o Strefie Wykluczenia okazuje się zgoła inna, co stanowi największe zaskoczenie dla turystów. Latem opuszczone miasta wręcz toną w soczystej zieleni, a potężna natura w pełni pochłonęła komunistyczną architekturę z wielkiej płyty.
– Mój pierwszy raz w Czarnobylu był dziwny. Przede wszystkim to było ogromne zderzenie z rzeczywistością, bo zazwyczaj wyobrażamy sobie to miejsce tak, jak widzimy je w mediach, grach czy filmach – opowiada Gońcowi Krystian Machnik.
Największym wstrząsem dla przyjezdnych nie jest jednak pochłaniająca infrastrukturę roślinność, lecz zjawisko absolutnego braku jakichkolwiek dźwięków cywilizacji. Wymarłe terytorium nie generuje szumu aut czy gwaru rozmów.
– To nieprawdopodobne, ile budynek wydaje dźwięków, kiedy siedzisz w takiej ciszy. Tam coś zastuka, tu zaskrzypi. Przechodzisz przez blok z pełnym przekonaniem, że zaraz kogoś spotkasz, a tymczasem nie ma tam absolutnie nikogo – tłumaczy ekspert. Wszechobecną pustkę potęgują ślady dawnego życia.
– Zawsze działa na wyobraźnię, kiedy widzimy porzucone prace malutkich dzieci. Zastanawiamy się, kto wycinał te papierowe grzybki, po czym dociera do nas, że to małe dziecko jest dziś od nas starsze – dodaje.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA TUTAJ:
Samosioły i przeraźliwa samotność
Czarnobyl to jednak nie tylko ulegające rozkładowi mury, ale przede wszystkim żywe historie ludzi, którzy zdecydowali się spędzić w Strefie resztę swojego życia. Nazywani "samosiołami", w rzeczywistości są rdzennymi mieszkańcami Polesia, którzy po przymusowej ewakuacji w 1986 roku nie potrafili żyć na obczyźnie i nielegalnie wrócili na swoją ojcowniznę.
Są to dziś głównie osoby w podeszłym wieku, zmagające się z wieloma chorobami i skrajną biedą na olbrzymim terytorium pozbawionym infrastruktury czy regularnych sklepów. Zderzenie z twardą prozą ich życia sprawiło, że Machnik zaangażował się w oddolną pomoc humanitarną.
– Mimo że nie ma sklepów, a babuszki mają niezwykle ciężką sytuację i nigdy nie wiadomo, kiedy dojedzie pomoc, to pierwsze, o co pytają, to karma dla kotów. Sama może przymierać głodem, ale kotki przecież muszą zjeść – wspomina społecznik.
Tamtejsi mieszkańcy wykazują się też elementarną, czystą ludzką solidarnością. – Babuszka powiedziała mi po prostu, że to też jest człowiek. Dodała, że sama kiedyś będzie w podobnym stanie i będzie chciała, żeby ktoś jej pomógł, niezależnie od dawnych relacji. Dlatego mu pomaga – przytacza działacz.
Zacieranie się śladów dawnego życia bywa wręcz namacalne. – Najciekawsza chata, na jaką trafiłem, znajdowała się w wiosce Ilincji. Znalazłem tam tysiące fotografii z całego życia jednej osoby. Aż przechodzą ciarki na myśl, że to wszystko po prostu gnije, a pamięć o tej rodzinie bezpowrotnie przepadnie – opowiada w rozmowie z Gońcem.
Dramat wojny i rosyjska okupacja
Sytuacja i tak już dramatycznie odciętych od świata staruszków uległa katastrofalnemu pogorszeniu rankiem 24 lutego 2022 roku. Elektrownia jądrowa i jej zalesione okolice stały się jednym z kluczowych korytarzy inwazji wojsk rosyjskich maszerujących na ukraińską stolicę. Trwająca pięć tygodni pełna okupacja skażonej zony błyskawicznie odcięła mieszkańców od resztek zapasów i zatrzymała funkcjonowanie obwoźnych sklepów.
Dla części ze staruszków napaść oznaczała jednak bardzo bezpośrednią tragedię. Machnik przytacza wstrząsającą historię 84-letniego Wiktora Łukianenki, który pierwszego dnia brutalnej inwazji wyszedł z domu, by sprawdzić sytuację na drodze. Rosyjscy żołnierze potraktowali bezbronnego cywila z niezwykłym okrucieństwem. Został on pobity, a po krótkim epizodzie uwolnienia ostatecznie wykupiono go jako jeńca wojennego i wywieziono w głąb Rosji. Nigdy nie powrócił już do wolnego Czarnobyla, by spocząć obok zmarłej żony.
Propaganda, która rozrywa więzi
Obecna rzeczywistość militarna w Ukrainie to nie tylko zniszczenia i fizyczny terror, ale również fatalne żniwo kremlowskiej propagandy, która po cichu niszczy relacje międzyludzkie. Złożone losy zmarłego Wiktora zyskują jeszcze bardziej przerażający wydźwięk przez pryzmat jego dwóch dorosłych córek.
W efekcie wojny informacyjnej i krwawego konfliktu siostry całkowicie zerwały ze sobą więzi. Kobieta przebywająca na terytorium rosyjskim, będąc ofiarą państwowej dezinformacji, z pełnym przekonaniem twierdziła, że w Ukrainie panuje reżim nazistowski. Absurd sytuacji polegał na tym, że ignorowała ona bezpośrednie doświadczenia własnej siostry, która ledwo przeżyła rosyjskie okrucieństwa i ostrzał w Hostomelu. Tak działająca nienawistna manipulacja zniszczyła kolejną niewinną rodzinę.
Obcowanie z tego rodzaju tragediami nieodwracalnie weryfikuje spojrzenie na problemy cywilizacji zachodniej.
– Wracasz z Czarnobyla, gdzie realnym problemem jest to, że nie ma co jeść, a tu nagle kłopot polega na tym, że szklanka leży nie tam, gdzie powinna. My przecież doskonale wiemy, że w tym naszym świecie zupełnie nie chodzi o szklankę, ale o samo sztuczne stwarzanie sobie problemów – podsumowuje Machnik.