Pierwszy taki upadek polityka PiS. "Robił świństwa"
Jeszcze dwie dekady temu Mariusz Kamiński uchodził za jednego z najbardziej ideowych polityków prawicy – bezkompromisowego antykomunistę, dla którego państwo prawa i moralna czystość życia publicznego miały znaczenie fundamentalne. Dziś, jak wskazują komentatorzy, obserwujemy schyłek kariery człowieka, który – sprawując niemal niekontrolowaną władzę nad służbami specjalnymi – sam zaczął korzystać z metod, które wcześniej potępiał.
Analiza powstała na podstawie rozmowy z dziennikarzem śledczym Radosławem Grucą w programie „Pełen Obraz”.
Od opozycyjnego idealisty do „szeryfa” władzy
Kamiński budował swój polityczny etos na działalności opozycyjnej i zaangażowaniu w Ligę Republikańską. Dla wielu był symbolem pokolenia, które miało oczyścić III RP z patologii odziedziczonych po PRL. Z czasem jednak – jak twierdzą rozmówcy – idealizm ustąpił miejsca przekonaniu, że cel uświęca środki.
Objęcie kontroli nad służbami specjalnymi okazało się momentem granicznym. Brak realnego nadzoru i poczucie misji zaczęły usprawiedliwiać działania balansujące na granicy prawa, a niekiedy – zdaniem krytyków – tę granicę przekraczające.
– To jest właściwie końcówka kariery. Taki finał, który najlepiej pokazuje, jak kończą ci, którzy budują swoją pozycję na przekonaniu o moralnej wyższości – mówi Radosław Gruca.
Wizerunek dawnego ideowca coraz częściej ustępuje obrazowi polityka posługującego się „hakami”, insynuacjami i narracjami rodem z propagandowych pasków, publikowanymi dziś w mediach społecznościowych.
Cień choroby i pytania, których długo nie zadawano
Jednym z najbardziej delikatnych, a zarazem najdłużej przemilczanych tematów jest stan zdrowia Mariusza Kamińskiego i jego problem alkoholowy. W sejmowych kuluarach miał być tajemnicą poliszynela, jednak przez lata pozostawał poza zasięgiem publicznej debaty.
Dopiero nagrania z przesłuchań komisji śledczych i relacje świadków zaczęły ujawniać sytuacje, w których były minister tracił panowanie nad sobą, reagował agresją lub zachowywał się w sposób odbiegający od standardów sprawowania najwyższych funkcji państwowych.
– Dla Mariusza Kamińskiego wprowadzenie alkomatu przy wejściu do Sejmu byłoby poważnym wyzwaniem – komentuje gorzko Gruca.
Problem ten nabiera szczególnej wagi w kontekście faktu, że Kamiński przez lata kierował instytucjami dysponującymi dostępem do najtajniejszych informacji i narzędzi operacyjnych państwa.
CBA: od walki z korupcją do politycznej broni
Centralne Biuro Antykorupcyjne miało być apolitycznym narzędziem walki z patologiami władzy. W praktyce – jak wynika z relacji byłych funkcjonariuszy i dziennikarzy śledczych – szybko zaczęło funkcjonować jak policja polityczna.
Zamiast chronić sygnalistów, którzy ujawniali nieprawidłowości, aparat CBA koncentrował się na gromadzeniu materiałów kompromitujących przeciwników politycznych. Jednym z symbolicznych przykładów jest sprawa Przemysława Marchlewicza, młodego działacza, którego kariera została zniszczona po konflikcie z kierownictwem służb.
– Ta machina bardzo szybko się wypaczyła i zaczęła działać na skróty. Przestało mieć znaczenie, czy mówisz prawdę. Ważne było to, że mówisz przeciwko naszym przeciwnikom politycznym – mówi Gruca.
Z czasem do arsenału dołączyły narzędzia inwigilacyjne najwyższej klasy, takie jak Pegasus, a wewnątrz służb – jak twierdzą krytycy – zaczęły powstawać układy przypominające struktury premafijne.
Kardynał Richelieu bez zaplecza
Relacja Mariusza Kamińskiego z Jarosławem Kaczyńskim opierała się na szczególnym rodzaju zaufania. Kamiński nie wykazywał ambicji finansowych ani potrzeby osobistego bogacenia się, co czyniło go idealnym wykonawcą poleceń prezesa PiS.
– To był taki kardynał Richelieu. Człowiek idealny w układankach personalnych prezesa, bo pozbawiony własnych ambicji, które mogłyby być dla niego niebezpieczne – ocenia Gruca.
Dziś jednak, po utracie realnych wpływów i przeniesieniu do Parlamentu Europejskiego – określanego przez rozmówców mianem „złotych kajdanek” – Kamiński staje się postacią coraz bardziej osamotnioną. Jego polityczny koniec, jak przewidują komentatorzy, może nadejść nie z zewnątrz, lecz z wnętrza własnego obozu: od ludzi, którzy wiedzą najwięcej o kulisach operacji prowadzonych w czasach jego największej władzy.
Upadek Mariusza Kamińskiego jest w tej perspektywie nie tylko historią jednostkową. To także opowieść o tym, jak łatwo rewolucyjny etos może przeistoczyć się w autorytarną praktykę – zwłaszcza wtedy, gdy państwowa siła przestaje podlegać realnej kontroli.
Źródło: Goniec