Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Świat > Kości pod posadzką, puste trumny, mafijne powiązania. Tajemnica dziewczyny z Watykanu
Natalia Ziółkowska
Natalia Ziółkowska 02.06.2026 08:20

Kości pod posadzką, puste trumny, mafijne powiązania. Tajemnica dziewczyny z Watykanu

Kości pod posadzką, puste trumny, mafijne powiązania. Tajemnica dziewczyny z Watykanu
fot. Goniec

Piętnastoletnia obywatelka Watykanu wychodzi na lekcję muzyki i przepada bez śladu. Potem pojawiają się anonimowe telefony, żądania uwolnienia zamachowca na Jana Pawła II, tropy prowadzące do mafii, pustych grobów i ludzi związanych z samym Watykanem. Ponad czterdzieści lat później sprawa Emanueli Orlandi pozostaje jedną z największych zagadek współczesnych Włoch.

Ostatni dzień Emanueli Orlandi

Wokół zaginięcia Emanueli Orlandi niemal natychmiast zaczyna tworzyć się gęsta siatka powiązań, sugestii i półoficjalnych narracji. Samo zniknięcie piętnastoletniej obywatelki Watykanu staje się zaledwie punktem wyjścia do historii, w której pojawiają się służby, Kościół, mafia, polityka zimnej wojny i informacje krążące głównie w formie przecieków, a nie jednoznacznych ustaleń śledczych.

Jej ojciec, Ercole Orlandi, pracował w Prefekturze Domu Papieskiego za pontyfikatu Jana Pawła II, a rodzina mieszkała za murami najmniejszego państwa świata. W praktyce oznaczało to życie w bardzo zamkniętym środowisku, gdzie niemal wszyscy się znali, a aparat watykański miał ogromną kontrolę nad własną przestrzenią i przepływem informacji.

22 czerwca 1983 roku w Rzymie panuje potężny upał. Temperatura dochodzi do około 37 stopni. Około godziny 16:00 Emanuela wychodzi z domu na lekcję muzyki w szkole przy Piazza Sant’Apollinare, gdzie przygotowuje się do występu muzycznego. Według relacji rodziny wcześniej prosi swojego brata Pietro, żeby ją podwiózł. Ten odmawia. Dochodzi między nimi do kłótni. Pietro po latach wielokrotnie wracał do tego momentu, mówiąc, że do dziś pamięta trzaśnięcie drzwiami, kiedy siostra wychodziła z domu.

Kilka godzin później Emanuela dzwoni do swojej siostry Federiki z budki telefonicznej. Mówi, że zaczepił ją mężczyzna podający się za przedstawiciela firmy kosmetycznej – według części źródeł miało chodzić o Avon – i zaproponował jej dodatkową pracę przy promocji produktów podczas wydarzenia w Rzymie. Federica uznaje tę historię za dziwną i mówi siostrze, żeby wracała do domu. Jednak Emanuela już nigdy do niego nie wraca.

Wieczorem rodzina zaczyna panikować. Dziewczyna nie pojawia się ani w domu, ani na umówionych spotkaniach ze znajomymi. Kiedy Orlandi zgłaszają zaginięcie, początkowo spotykają się z bardzo chłodną reakcją policji. Według późniejszych relacji funkcjonariusze sugerują, że nastolatka mogła po prostu wyjść ze znajomymi albo uciec z domu.

–  To nie jest jakaś wielka piękność, więc nie ma powodów do obaw – miał powiedzieć jeden z policjantów do matki Emanueli.

Dzisiaj ten cytat regularnie wraca we włoskich materiałach o sprawie jako przykład lekceważenia, które od pierwszych godzin zaczęło ciążyć nad całym śledztwem.

Bardzo szybko okazuje się jednak, że zaginięcie jest dalekie od standardowego. Świadkowie zaczynają mówić o dziewczynie przypominającej Emanuelę widzianej w okolicach Senatu z dużo starszym mężczyzną. Według jednej z relacji miał mieć około czterdziestu lat, ciemne włosy i stać przy ciemnozielonym BMW.

Inni świadkowie wspominają o młodej dziewczynie z fletem, która przedstawiała się jako „Barbara” albo „Barbarella”. Śledczy próbują składać te fragmenty w jedną historię, jednak sprawa zaczyna się rozpadać na dziesiątki wersji wydarzeń.

Kilka dni później do rodziny i mediów zaczynają dzwonić anonimowi mężczyźni. Jeden przedstawia się jako Pierluigi. Inny jako Mario. Najbardziej znany staje się jednak tajemniczy „Amerykanin” – mężczyzna mówiący po włosku z obcym akcentem, który twierdzi, że Emanuela żyje i zostanie uwolniona tylko pod jednym warunkiem: jeśli Włochy wypuszczą z więzienia Mehmeta Alego Ağcę, człowieka odpowiedzialnego za zamach na Jana Pawła II z 1981 roku.

Za sprawą tego komunikatu sprawa piętnastoletniej obywatelki Watykanu zostaje natychmiast wpisana w atmosferę zimnej wojny i spekulacje o udziale służb specjalnych bloku wschodniego w zamachu na Jana Pawła II. I nie był to przypadkowy kierunek.

W pierwszej połowie lat 80. papież z Polski był dla Moskwy ogromnym problemem politycznym i symbolicznym. Jan Paweł II otwarcie wspierał Solidarność, regularnie mówił o prawach człowieka i mobilizował społeczne nastroje przeciwko komunistycznym władzom w Europie Wschodniej. Dlatego wokół zamachu Ağcy od początku krążyły teorie o udziale radzieckich lub bułgarskich służb specjalnych. Kiedy więc anonimowi rozmówcy zaczęli łączyć Emanuelę z uwolnieniem zamachowca, część opinii publicznej uznała, że porwanie ma podłoże polityczne.

W pewnym momencie pojawia się nawet nagranie głosu dziewczyny mającej być Emanuelą. Po czasie okazuje się jednak, że część materiału została najprawdopodobniej wycięta z programu telewizyjnego. Coraz więcej elementów zaczyna wyglądać jak kontrolowana dezinformacja. Ale jednocześnie pojawiają się rzeczy dużo bardziej niepokojące.

W śmietniku odnaleziona zostaje paczka zawierająca między innymi kopię legitymacji szkolnej Emanueli i pokwitowanie opłat za szkołę muzyczną. To oznacza, że ktoś miał dostęp do jej rzeczy osobistych. Coraz więcej wskazuje na to, że równolegle do samego śledztwa zaczyna funkcjonować jeszcze drugi proces – kontrolowane podrzucanie tropów, komunikatów i sugestii.

I bardzo ważny jest tutaj sam Watykan. Już 3 lipca 1983 roku Jan Paweł II publicznie apeluje o uwolnienie Emanueli. Dla rodziny jest to sygnał, że Stolica Apostolska od początku zakładała, iż doszło do porwania. Przez dekady nie pojawia się jednak żaden przełom, który potwierdziłby oficjalną wersję wydarzeń.

Z czasem teoria związana z Ağcą zaczyna się coraz bardziej chwiać. Sam turecki zamachowiec wielokrotnie zmienia swoje wersje wydarzeń. Raz sugeruje udział radzieckich i bułgarskich służb specjalnych. Innym razem wskazuje na turecką ultranacjonalistyczną organizację Szare Wilki, z którą był związany przed zamachem. Zdarza się również, że miesza wątki religijne, geopolityczne i sensacyjne, przedstawiając kolejne wersje wydarzeń wykluczające się nawzajem.

Przez lata wielokrotnie zmienia swoje relacje dotyczące zarówno zamachu na papieża, jak i samej Emanueli Orlandi. Coraz więcej śledczych i dziennikarzy zaczyna więc traktować jego wypowiedzi bardziej jako zasłonę dymną niż wiarygodne źródło prowadzące do rozwiązania zagadki. I od tej pory śledztwo zaczyna prowadzić w zupełnie innym kierunku.

CAŁY MATERIAŁ DOSTĘPNY NA NASZYM KANALE YOUTUBE:

Mafia, Watykan i człowiek pochowany w bazylice

Sprawa Emanueli zaczyna prowadzić śledczych w dużo bardziej przyziemny, choć równie mroczny świat – rzymskiej mafii lat 80. Dokładniej – Bandy della Magliana. Jednej z najbrutalniejszych organizacji przestępczych we Włoszech lat 70. i 80., mającej kontakty zarówno z politykami, jak i ludźmi związanymi z watykańskimi finansami. W centrum tej teorii znajduje się Enrico De Pedis, mafioso znany pod pseudonimem „Renatino”.

Po latach ogromne kontrowersje wywołuje fakt, że De Pedis zostaje pochowany w bazylice Sant’Apollinare – miejscu związanym ze szkołą muzyczną Emanueli. Dla wielu Włochów samo pytanie, dlaczego gangster otrzymał miejsce pochówku praktycznie w kościelnym sercu Rzymu, staje się symbolem dziwnych relacji między mafią a częścią watykańskiego świata.

W 2008 roku sprawa dostaje nowy impuls po zeznaniach Sabriny Minardi, byłej partnerki Enrica De Pedisa i osoby dobrze znającej środowisko Bandy della Magliana. Kobieta opowiada śledczym historię, która momentami brzmi jak scenariusz filmu mafijnego.

Twierdzi, że latem 1983 roku De Pedis miał zabrać ją do domu w nadmorskiej miejscowości Torvaianica pod Rzymem, gdzie zobaczyła młodą dziewczynę przedstawioną jej jako Emanuela Orlandi. Według jej relacji nastolatka miała być tam pilnowana i całkowicie odizolowana od świata zewnętrznego. De Pedis kolejno miał jej polecić przywiezienie dziewczyny do Rzymu. Według tej wersji Emanuela miała zostać przekazana mężczyźnie w sutannie na stacji benzynowej w okolicach Watykanu.

Sabrina opisywała tę scenę bardzo szczegółowo. Mówiła o samochodach, trasie przejazdu, wyglądzie miejsca i zachowaniu samego De Pedisa. Właśnie dlatego jej zeznania przez pewien czas zostały potraktowane bardzo poważnie przez włoskich śledczych i media. Z czasem jednak w jej zeznaniach zaczęły pojawiać się liczne sprzeczności.

Kobieta myliła daty, miejsca i kolejność wydarzeń, a część jej opowieści trudno było potwierdzić materiałem dowodowym. Śledczy sprawdzali wskazywane przez nią lokalizacje i osoby, ale ostatecznie historia Minardi nigdy nie doprowadziła do odnalezienia Emanueli ani do postawienia komukolwiek zarzutów związanych z porwaniem. Mimo to właśnie jej zeznania sprawiły, że wątek Bandy della Magliana na trwałe wrócił do centrum całej sprawy.

Sprawa Orlandi coraz bardziej zaczyna przypominać labirynt. Niemal każdy wielki trop kończy się czymś, co wygląda jak przełom, a później rozpada się pod ciężarem sprzeczności. Tak dzieje się również z teorią dotyczącą seksualnego wykorzystywania w środowisku watykańskim, która przez lata funkcjonowała raczej półoficjalnie – w rozmowach, sugestiach i medialnych przeciekach – niż w otwartym obiegu publicznym.

Sytuacja zmienia się w 2012 roku. Głos zabiera wtedy ksiądz Gabriele Amorth, jeden z najbardziej znanych egzorcystów Kościoła katolickiego, przez lata związany z diecezją rzymską i bardzo rozpoznawalny we Włoszech. Amorth publicznie sugeruje, że Emanuela mogła paść ofiarą środowiska organizującego seksualne spotkania dla wpływowych osób związanych z Watykanem. Według jego słów dziewczyna miała zostać uprowadzona „na potrzeby seksualne”, a później zamordowana. Egzorcysta mówi również o możliwym udziale żandarmerii watykańskiej i twierdzi, że przez lata w kościelnych kręgach krążyły rozmowy sugerujące właśnie taki kierunek wydarzeń.

Wypowiedzi te wywołują we Włoszech ogromny skandal. Po raz pierwszy tak mocne oskarżenia padają publicznie z ust duchownego mocno osadzonego w kościelnym środowisku. Amorth otwiera temat, który wcześniej pojawiał się głównie w formie nieoficjalnych sugestii dotyczących kompromitujących materiałów, seksualnych nadużyć i możliwego tuszowania spraw obyczajowych wewnątrz Watykanu.

Jednak egzorcysta nie przedstawia żadnych dowodów procesowych ani nie wskazuje konkretnych osób odpowiedzialnych za porwanie. Sam przyznaje, że opiera się na informacjach zasłyszanych przez lata w środowisku kościelnym oraz rozmowach prowadzonych poza oficjalnym śledztwem. Dla części komentatorów jego słowa brzmią jak próba ujawnienia niewygodnej prawdy. Dla innych pozostają kolejną hipotezą, której nie sposób jednoznacznie potwierdzić.

Kilka lat później pojawiają się kolejne niepokojące sugestie. Jedna z dawnych koleżanek Emanueli zeznaje po latach, że nastolatka jeszcze przed zaginięciem miała opowiadać o bardzo niepokojącym incydencie, do którego miało dojść na terenie Ogrodów Watykańskich. Według tej relacji Emanuela była „obrzydzona” zachowaniem wysoko postawionego duchownego z najbliższego otoczenia Jana Pawła II. Po raz pierwszy pojawia się sugestia możliwego osobistego doświadczenia Emanueli z kimś funkcjonującym bardzo blisko centrum watykańskiej władzy.

Włoskie media zaczynają spekulować o nazwisku hierarchy, a część dziennikarzy śledczych sugeruje, że właśnie tego typu kompromitujące informacje mogły przez lata pozostawać niewypowiedzianym tłem całej sprawy. Podobnie jak w przypadku wielu wcześniejszych teorii, także tutaj pojawia się ten sam problem. Relacja koleżanki zostaje ujawniona po wielu dekadach od zaginięcia, a śledczy nigdy nie przedstawiają materiału dowodowego, który pozwalałby jednoznacznie potwierdzić tę wersję wydarzeń.

„Emanuela jest w niebie”. Papież, samozwańczy porywacz i kolejne tajemnice

W międzyczasie wokół sprawy pojawiają się kolejne sceny, które momentami przypominają thriller polityczny. W marcu 2013 roku, krótko po wyborze Jorge Mario Bergoglia na papieża, Pietro Orlandi spotyka Franciszka na placu św. Piotra. Dla rodziny jest to bardzo ważny moment. Nowy papież obejmuje urząd po dekadach milczenia, niejasności i kolejnych ślepych tropów wokół sprawy Emanueli. Pietro podchodzi do Franciszka z nadzieją, że być może właśnie nowy pontyfikat przyniesie większą otwartość Watykanu.

Według relacji samego Pietro papież po wysłuchaniu jego słów miał odpowiedzieć:

– Emanuela jest w niebie.

To jedno zdanie natychmiast staje się we Włoszech przedmiotem interpretacji. Dla części opinii publicznej brzmi jak zwykła formuła współczucia wobec rodziny zaginionej dziewczyny. Dla Orlandich – dużo bardziej niepokojąco. Pietro wielokrotnie mówił później mediom, że odebrał te słowa jak sugestię, iż Watykan wie, że Emanuela nie żyje.

Cała scena ma zresztą bardzo symboliczny charakter. Po trzydziestu latach od zaginięcia brat Emanueli słyszy od nowego papieża zdanie, które zamiast zamknąć sprawę, otwiera kolejną falę pytań. Bo jeśli Franciszek użył takiego sformułowania wyłącznie jako gestu empatii, dlaczego właśnie ono zostało zapamiętane przez rodzinę jako coś tak niepokojącego? A jeśli rzeczywiście wiedział więcej, to skąd miała pochodzić ta wiedza?

Watykan nigdy nie potraktował tej wypowiedzi jako formalnego komunikatu dotyczącego losu Emanueli. Stolica Apostolska nie ogłosiła śmierci dziewczyny ani nie przedstawiła dowodów potwierdzających, że papież dysponował jakimikolwiek nowymi informacjami.

W tym samym roku pojawia się Marco Accetti – fotograf i samozwańczy uczestnik porwania, który twierdzi, że brał udział w całej operacji. Że był częścią grupy określanej jako „gang Amerykanina”, czyli ludzi odpowiedzialnych za anonimowe telefony kierowane do rodziny Orlandi po zaginięciu dziewczyny. Accetti przedstawia się jako człowiek funkcjonujący na styku środowisk religijnych, politycznych i półświatka lat 80. Według jego wersji porwanie Emanueli miało być elementem operacji związanej z próbą wywarcia nacisku na Watykan i uwolnienia Mehmeta Alego Ağcy. Problem polegał na tym, że jego opowieści bardzo szybko zaczęły mieszać fakty, medialne rekonstrukcje i własne interpretacje wydarzeń.

Przełomowy wydaje się moment, w którym Accetti przekazuje śledczym flet mający należeć do Emanueli. Instrument zostaje poddany ekspertyzom i przez chwilę włoskie media przedstawiają go niemal jako potencjalny przełom po trzydziestu latach od zaginięcia. Ostatecznie okazuje się jednak, że nie ma pewności, iż był to rzeczywiście flet należący do dziewczyny.

Również kolejne elementy relacji Accettiego zaczynają budzić coraz większe wątpliwości. Śledczy zauważają, że część informacji podawanych przez fotografa była wcześniej publicznie znana z mediów, a niektóre szczegóły jego historii zmieniały się wraz z kolejnymi wywiadami. Pojawiają się również pytania o jego psychikę, potrzebę uwagi i skłonność do budowania wokół siebie sensacyjnej narracji.

Włoskie media zaczynają przedstawiać go bardziej jako człowieka zafascynowanego własną rolą w jednej z największych tajemnic współczesnych Włoch niż jako realnego świadka mogącego doprowadzić do rozwiązania sprawy. Ale najbardziej surrealistyczne momenty dopiero miały nadejść...

W październiku 2018 roku podczas prac remontowych w budynku nuncjatury apostolskiej przy via Po w Rzymie robotnicy odnajdują ludzkie kości ukryte pod posadzką jednej z części obiektu należącego do Watykanu. Informacja błyskawicznie trafia do włoskich mediów i niemal natychmiast uruchamia lawinę spekulacji.

Włoskie stacje telewizyjne zaczynają relacjonować sprawę, w gazetach pojawiają się sugestie, że być może po raz pierwszy odnaleziono materialny ślad pozwalający wyjaśnić los dziewczyny. Atmosferę dodatkowo podgrzewa sam charakter miejsca. Nuncjatura apostolska to formalnie teren należący do Stolicy Apostolskiej, a więc kolejna przestrzeń związana bezpośrednio z watykańską administracją. Bardzo szybko pojawiają się pytania o to, jak długo szczątki znajdowały się w budynku, kto mógł o nich wiedzieć i dlaczego odkryto je dopiero po tylu latach.

Ostatecznie entuzjazm wokół rzekomego przełomu szybko opada. Badania wykazują, że odnalezione kości najprawdopodobniej pochodzą sprzed wielu dekad i nie mają związku ani z Emanuelą Orlandi, ani z Mirellą Gregori – drugą nastolatką, której zaginięcie od lat bywa łączone ze sprawą Orlandi. Kolejny raz okazuje się, że trop wyglądający jak punkt zwrotny kończy się ślepą uliczką.

Rok później sprawa Emanueli ponownie trafia na czołówki światowych mediów po anonimowej wiadomości przesłanej rodzinie Orlandich. Na zdjęciu jednego z aniołów znajdujących się na Cmentarzu Teutońskim ktoś dopisuje krótkie zdanie:

– Szukajcie tam, gdzie wskazuje anioł.

Dla rodziny i dziennikarzy staje się to kolejną obietnicą możliwego przełomu po dziesięcioleciach bez odpowiedzi. Trop prowadzi na teren Campo Santo Teutonico – niewielkiego cmentarza znajdującego się wewnątrz Watykanu, tuż obok bazyliki św. Piotra. W lipcu 2019 roku, za zgodą Watykanu, otwarte zostają dwa groby należące do niemieckich arystokratek pochowanych tam jeszcze w XIX wieku.

Media z całego świata relacjonują ekshumację. Wokół Watykanu pojawiają się dziennikarze z kamerami, a we włoskiej telewizji wraca pytanie, które od lat unosi się nad całą sprawą: Czy tym razem naprawdę odnaleziono miejsce ukrycia Emanueli?

Po otwarciu grobów okazuje się, że oba są całkowicie puste. Nie ma w nich ani szczątków księżniczek, ani żadnego śladu mogącego mieć związek z Emanuelą Orlandi. Sama sytuacja wywołuje konsternację nawet wśród osób od lat zajmujących się sprawą. Włoskie media zaczynają zadawać pytania, jak w ogóle możliwe jest zniknięcie szczątków z grobów znajdujących się na terenie Watykanu. Na tym jednak historia się nie kończy.

W kolejnych dniach śledczy otwierają sąsiednie ossuaria i pomieszczenia znajdujące się pod cmentarzem. Wewnątrz odnalezione zostają dziesiątki ludzkich kości zapakowanych w worki i rozsypanych w podziemnych przestrzeniach. Przez chwilę ponownie pojawia się nadzieja, że jedna z nich może należeć do Emanueli. Ostatecznie ekspertyzy antropologiczne wykazują jednak, że szczątki pochodzą sprzed wielu dekad, a część nawet sprzed ponad stu lat. Żadnej z kości nie udaje się powiązać ani z Emanuelą Orlandi, ani z Mirellą Gregori.

Tajne dossier, nowe śledztwo i pytania bez odpowiedzi

Jak to możliwe, że przez ponad czterdzieści lat wokół jednej sprawy pojawiają się dziesiątki świadków, mafiosi, anonimowe telefony, tajne dokumenty, nagrania, kości i otwarte groby, a mimo to nadal wiadomo niewiele więcej niż w dniu zaginięcia?

W 2023 roku Watykan po raz pierwszy oficjalnie otwiera własne postępowanie w sprawie Emanueli Orlandi. Dla wielu obserwatorów jest to wydarzenie przełomowe. Przez dekady Stolica Apostolska była bowiem oskarżana o bierność, utrudnianie śledztwa albo kontrolowanie przepływu informacji dotyczących sprawy.

Alessandro Diddi, watykański promotor sprawiedliwości, oficjalnie potwierdza istnienie dossier dotyczącego Emanueli Orlandi. To ważny moment, ponieważ przez lata wokół tej teczki narastał niemal legendarny status. Rodzina Orlandich i część dziennikarzy śledczych twierdzili, że w Sekretariacie Stanu Watykanu istnieje osobny zbiór dokumentów dotyczących sprawy. Przez lata Watykan publicznie zaprzeczał, że taki dossier w ogóle istnieje.

Jeszcze wcześniej Georg Gänswein, wieloletni sekretarz Benedykta XVI, również przedstawiał sprzeczne informacje dotyczące tych materiałów. Tymczasem w 2024 roku okazuje się, że dokumentacja jednak istnieje. Ale jej zawartość pozostaje… tajna.

Po otwarciu watykańskiego postępowania Pietro Orlandi zaczyna publicznie mówić, że śledczy po raz pierwszy naprawdę zaczęli rozmawiać o osobach wysoko postawionych w Kościele. W 2023 roku składa zeznania przed Alessandro Diddim i przekazuje listę kardynałów oraz duchownych, którzy – jego zdaniem – powinni zostać przesłuchani. Sam fakt, że brat Emanueli po czterdziestu latach nadal mówi o „nietykalnych” funkcjonujących w Watykanie, bardzo mocno rezonuje we włoskich mediach.

Równolegle pojawia się kolejny niepokojący trop. Pietro Orlandi ujawnia, że otrzymał zrzut ekranu rozmowy między dwoma kardynałami bliskimi papieżowi Franciszkowi. W wiadomościach miały pojawiać się wzmianki o dokumentach dotyczących Emanueli oraz o opłacaniu „grabarzy”. Pietro sugeruje później, że może to mieć związek z pustą komorą odkrytą podczas prac na Cmentarzu Teutońskim w 2019 roku. Do dziś nie wiadomo jednak, czego dokładnie dotyczyły te wiadomości ani czy były autentyczne.

W kolejnych miesiącach coraz większą rolę zaczyna odgrywać również parlamentarna komisja śledcza powołana przez włoski parlament. Po raz pierwszy od dekad sprawa trafia równolegle nie tylko do prokuratury i Watykanu, ale również do oficjalnego dochodzenia prowadzonego publicznie. Komisja przesłuchuje członków rodziny, dawnych śledczych, dziennikarzy, osoby związane z Watykanem i świadków z lat 80.

Pojawia się też bardzo kontrowersyjny wątek wuja Emanueli – Mario Meneguzziego. W 2023 roku włoska telewizja publikuje fragmenty dawnych materiałów śledczych sugerujących, że już w latach 80. część policjantów przyglądała się również rodzinie dziewczyny. W dokumentach pojawiają się sugestie dotyczące możliwego niestosownego zachowania wuja wobec jednej z sióstr Emanueli kilka lat przed zaginięciem.

Rodzina bardzo szybko reaguje na te informacje, podkreślając, że chodziło o słowne niestosowne zachowania, a nie o przemoc seksualną. Zwraca również uwagę, że Mario Meneguzzi miał alibi na dzień zaginięcia. W maju 2024 roku pojawia się kolejny trop. Włoski ekspert fonoskopii analizuje nagrania „Amerykanina” – tajemniczego mężczyzny dzwoniącego do rodziny po zaginięciu Emanueli – i dochodzi do wniosku, że głos może w dużym stopniu odpowiadać głosowi Marco Accettiego.

Nie jest to definitywny dowód, ale po raz pierwszy od dekad ktoś próbuje technologicznie połączyć jedną z najbardziej zagadkowych postaci całej historii z realną osobą. W 2025 roku wraca również wątek Laury Casagrande – koleżanki Emanueli ze szkoły muzycznej, która mogła być jedną z ostatnich osób widzących ją żywą.

Jej relacja przez lata pozostawała na marginesie całej sprawy. Sytuacja zmienia się dopiero po wznowieniu śledztwa i rozpoczęciu prac komisji parlamentarnej, kiedy śledczy zaczynają bardzo dokładnie rekonstruować ostatnie minuty przed zaginięciem. Casagrande przez lata składała jednak różniące się od siebie wersje wydarzeń.

W pierwszych zeznaniach z 1983 roku mówiła, że widziała Emanuelę jeszcze na Corso Rinascimento i że dziewczyna szła kilka metrów za nią razem z innymi uczennicami szkoły muzycznej. Według tej relacji, kiedy odwróciła się ponownie pod koniec ulicy, Emanueli już tam nie było.

Podczas późniejszego przesłuchania przed komisją parlamentarną zaczęła jednak mówić o ogromnych lukach pamięciowych. Twierdziła, że praktycznie nie pamięta własnych ruchów z dnia zaginięcia i że trauma związana z tą historią przez lata wpływała na jej psychikę. Wspominała o załamaniach nerwowych i mechanizmie wypierania traumatycznych wydarzeń z pamięci. To właśnie zaczęło budzić podejrzenia części członków komisji. 

Andrea De Priamo, przewodniczący parlamentarnej komisji śledczej, publicznie zwrócił uwagę, że jej dawne relacje różnią się od późniejszych zeznań. Jeden z członków komisji stwierdził wręcz podczas przesłuchania, że trudno uwierzyć, by ktoś mógł całkowicie wymazać z pamięci dzień, który stał się częścią historii całych Włoch. Dodatkowe pytania pojawiły się również wokół innych świadków.

Adwokatka rodziny Orlandich, Laura Sgrò, zaczęła publicznie sugerować, że część dawnych znajomych Emanueli może do dziś bać się mówić otwarcie. Padały pytania o możliwe naciski, zastraszanie i atmosferę lęku ciągnącą się za tą sprawą od początku lat 80.

Sama Casagrande nigdy nie została oskarżona o udział w zaginięciu Emanueli, jednak włoskie media zaczęły pisać o możliwości składania przez nią sprzecznych lub niepełnych zeznań.

Po ponad czterdziestu latach od zaginięcia wciąż nie wiadomo, co wydarzyło się 22 czerwca 1983 roku. Nie wiadomo, czy było to porwanie o podłożu politycznym, operacja związana z mafią, próba ukrycia kompromitujących tajemnic czy coś zupełnie innego. Wiadomo jedynie, że sprawa Emanueli Orlandi stała się czymś znacznie większym niż zaginięciem jednej nastolatki. To historia, w której od dekad splatają się Watykan, polityka, przestępczość zorganizowana, tajne dokumenty i ludzie przekonani, że prawda wciąż znajduje się gdzieś bardzo blisko.

I być może właśnie dlatego zagadka Emanueli Orlandi do dziś nie przestaje fascynować Włochów. Bo mimo setek przesłuchań, dziesiątek teorii i niezliczonych medialnych śledztw odpowiedź na najważniejsze pytanie pozostaje niezmienna. Co naprawdę stało się z dziewczyną z Watykanu?

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji