Koniec weta w Unii Europejskiej? Ekspertka: "Proceduralnie jest kilka możliwości"
Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, zapowiada kroki zmierzające do likwidacji zasady jednomyślności w polityce zagranicznej Unii Europejskiej. Przejście na głosowanie większością kwalifikowaną ma zapobiec systemowym blokadom, jednak realizacja tego planu napotyka na potężne przeszkody polityczne i proceduralne. Komentarza w tej sprawie udzieliła nam doktor Jolanta Szymańska z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
- Likwidacja prawa weta w unijnej polityce zagranicznej wymaga całkowitej jednomyślności wszystkich państw członkowskich na etapie wprowadzania zmian
- Modyfikacja systemu decyzyjnego jest prawnie możliwa bez otwierania traktatów dzięki tzw. procedurze kładki zdefiniowanej w unijnym prawie pierwotnym
- Największy opór stawiają mniejsze państwa członkowskie (np. Cypr, Grecja, Bułgaria), które obawiają się utraty wpływów oraz marginalizacji swojego głosu w systemie większościowym
Koniec weta? Deklaracja Ursuli von der Leyen a unijna rzeczywistość
Ursula von der Leyen otwarcie zadeklarowała potrzebę głębokiej reformy systemu decyzyjnego Unii Europejskiej w obszarze spraw zagranicznych. Szefowa Komisji Europejskiej wskazuje, że należy wykorzystać obecny polityczny impet, aby wdrożyć głosowanie większością kwalifikowaną. W zamyśle przewodniczącej ma to ostatecznie wyeliminować systemowe blokady, z którymi Wspólnota borykała się w ostatnich latach, chociażby przy nakładaniu sankcji międzynarodowych czy wydawaniu wspólnych oświadczeń.
Słowa szefowej Komisji wpisują się w szerszą debatę forsowaną między innymi przez Berlin i Paryż, które w 2023 roku zainicjowały powołanie "Grupy Przyjaciół" na rzecz głosowania większościowego. Inicjatywa ta zderza się jednak z twardymi wymogami prawnymi oraz dyplomatycznymi realiami wewnątrz Rady Unii Europejskiej. Wprowadzenie takiej reformy wymaga mianowicie pokonania szeregu progów, które wydają się stanowić potężną barierę w obecnej konstelacji politycznej Europy.
Oceniając realność propozycji von der Leyen, Jolanta Szymańska z PISM wskazuje na fundamentalny problem stojący przed zwolennikami tego rozwiązania. Koordynatorka programu Unii Europejskiej w PISM wyraźnie podkreśla, gdzie leży środek ciężkości całego sporu:
– Zmiana systemu głosowania z jednomyślności na kwalifikowaną większość jest niezwykle trudna. Nie tyle ze względów proceduralnych, co politycznych. Proceduralnie jest kilka możliwości.
Proceduralne ścieżki bez konieczności otwierania traktatów
Zmiana unijnego systemu decyzyjnego nie zawsze musi oznaczać ryzykownego procesu renegocjacji fundamentów Unii Europejskiej. Prawo pierwotne przewiduje konkretne mechanizmy prawne, które pozwalają na modyfikację zasad przy zachowaniu obowiązujących dokumentów. Doktor Szymańska diagnozuje pierwsze z tych narzędzi, wpisane w Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej:
– Można to zrobić bez zmiany traktatu na podstawie tzw. procedury kładki (art. 333 TfUE) – Rada musi jednomyślnie podjąć decyzję o przejściu do trybu kwalifikowanej większości w określonych sprawach.
Alternatywą dla klauzuli passerelle jest powiązanie reformy instytucjonalnej z procesem rozszerzenia struktur unijnych. Postulat ten jest podnoszony w debacie nad ewentualną akcesją nowych państw, w tym Ukrainy czy krajów z regionu Bałkanów Zachodnich. Ekspertka z PISM wyjaśnia mechanikę tego wariantu:
– Można to zrobić wykorzystując do tego np. traktat akcesyjny nowego członka UE przy kolejnym rozszerzeniu UE – siłą rzeczy wymaga to zgody wszystkich państw członkowskich.
Trzecią, najbardziej radykalną drogą jest kompleksowa rewizja Traktatu o Unii Europejskiej. Opcja ta wiąże się jednak z największym obciążeniem politycznym i instytucjonalnym, o czym badaczka przypomina, sumując wszystkie przedstawione ścieżki:
– Można też przeprowadzić całościową zmianę traktatów na podstawie art. 48 TUE – to najbardziej ambitny scenariusz i najmniej realistyczny. Trzeba bowiem wymyśleć i wynegocjować nowe traktaty; też oczywiście potrzebna jest zgoda wszystkich i procedury ratyfikacyjne, więc proces jest złożony. Nie wchodząc w szczegóły – w każdej opcji wymagana jest zgoda wszystkich państw członkowskich.
Koalicja hamulcowych. Kto zablokuje zmiany w głosowaniu?
Deklaracje szefowej Komisji Europejskiej często interpretowane są przez opinię publiczną niemal wyłącznie przez pryzmat polityki węgierskiego rządu, który w przeszłości wielokrotnie wetował unijne inicjatywy dotyczące polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Skupienie całej uwagi na Budapeszcie fałszuje jednak pełen obraz układu sił w unijnych kuluarach i znacząco upraszcza wyzwanie, przed którym stoi Bruksela.
Zdecydowany sprzeciw wobec zniesienia weta zgłasza znacznie szersza koalicja państw. Ten opór wynika z bezpośredniej kalkulacji wpływów, a nie wyłącznie z sojuszy politycznych na linii państwa członkowskie-Węgry. Jolanta Szymańska wymienia konkretne kraje, dla których przejście na system większościowy oznacza de facto utratę kontroli nad strategicznymi decyzjami, odnosząc się tym samym do drugiego z kluczowych wyzwań:
– Nie tylko Węgry sprzeciwiają się jednak zmianom procedury decyzyjnej w polityce zagranicznej. Na liście jest wiele państw, np. Cypr, Grecja, Bułgaria – małe państwa chcą generalnie zachować jednomyślność w polityce zagranicznej, bo ich głos w głosowaniu kwalifikowaną większością mało waży.
Do grupy stolic broniących dotychczasowego status quo w procesach decyzyjnych dołącza również Warszawa. Utrzymanie prawa weta jest w polskiej dyplomacji postrzegane jako narzędzie zabezpieczające suwerenność w relacjach międzynarodowych. Ekspertka przypomina twarde stanowisko władz zdefiniowane w oficjalnych dokumentach:
– Polska – według nowej strategii polityki zagranicznej do 2030 r. – też deklaruje sprzeciw.
Źródło: Goniec.pl