Fikcyjne profile sterują opinią publiczną? "Partie polityczne nauczyły się obsługiwać takie konta"
W dobie mediów społecznościowych fikcyjne konta stały się narzędziem masowej manipulacji opinią publiczną. Problem ten narasta szczególnie przed wyborami – zarówno w Polsce, jak i na świecie – co potwierdzają raporty instytucji rządowych, organizacji fact-checkingowych i międzynarodowych ośrodków badawczych. Artur Dziambor, były poseł Konfederacji, opowiedział na łamach naszego portalu o zagrożeniach płynących z tego mechanizmu.
- Fikcyjne konta i boty mogą sztucznie windować popularność polityka, tworząc wrażenie masowego poparcia
- Szeroko stosowane są do ataków personalnych, hejtu i dyskredytacji przeciwników politycznych
- Farmy trolli – zarówno krajowe, jak i zagraniczne (np. rosyjskie) – pogłębiają polaryzację społeczeństwa
Jak powstają armie fałszywych profili?
Fikcyjne konta zakładane są masowo za pomocą automatycznych narzędzi lub tanich usług z czarnego rynku. W Polsce – według raportów – fałszywe konta na platformach typu Facebook, X czy Telegram można kupić za kilkanaście groszy za sztukę, co czyni nasz kraj jednym z najtańszych miejsc do tworzenia takich siatek.
Często wykorzystywane są zdjęcia kradzione z internetu (nawet z dramatycznych historii, jak zbiórki na chore dzieci), fikcyjne dane osobowe i numery telefonów z tzw. farm kart SIM. Przed wyborami ceny takich kont gwałtownie rosną – nawet kilkukrotnie – co pokazuje, jak duże pieniądze krążą wokół politycznej manipulacji.
W efekcie powstają całe ekosystemy – jedno centrum zarządzania może kontrolować dziesiątki tysięcy profili, które automatycznie (boty) lub ręcznie (trolle) publikują identyczne komentarze, udostępniają te same treści i masowo reagują pod postami.

Mechanizmy działania – od pochwał po nienawiść
Najczęstsze taktyki wykorzystujące fikcyjne konta to:
- sztuczne amplifikowanie – setki identycznych komentarzy typu „najlepszy poseł”, „jedyny uczciwy” pod postami wybranego polityka,
- zmasowany hejt – fala obraźliwych wpisów, memów i ataków personalnych skierowana przeciw konkurentowi,
- tworzenie fałszywego konsensusu – boty i trolle sprawiają, że jedna opinia wydaje się dominująca w komentarzach,
- podszywanie się pod media – w ramach operacji typu „Doppelganger” tworzone są fałszywe strony i profile udające znane redakcje.
W Polsce takie działania obserwowano m.in. podczas kampanii parlamentarnych i samorządowych. Raporty fact-checkerów (Demagog, OKO.press) wielokrotnie ujawniały sieci kont, które w krótkim czasie generowały tysiące interakcji na polityczne hasztagi.
Artur Dziambor: Pracownicy partii działają pod ich przykrywką
Artur Dziambor, były poseł Konfederacji, obecnie pełniący funkcję społecznego pełnomocnika Ministra Rozwoju i Technologii do spraw innowacji, w rozmowie z naszym portalem wytłumaczył skalę zagrożenia:
- Prawdziwym zagrożeniem są naloty fikcyjnych kont, różnych trollkont i hejtkont, tworzonych na chwałę partii czy polityków. Przeróbki prezydentów w bikini czy inne zabawne modyfikacje są co prawda lekko śmieszne, ale niegroźne, bo większość ludzi zdaje sobie sprawę, że to przeróbki. Niestety technologia AI rozwija się tak szybko, że wkrótce może być trudno odróżnić, co jest autentyczne, a co nie. Wymagać to będzie weryfikacji nagrań i informacji. Problem polega na tym, że wielu ludzi wierzy we wszystko, co przeczyta, a sensacyjne wiadomości rozprzestrzeniają się setki, a nawet tysiące razy szybciej niż dementi - powiedział polityk.
- Internetowa bańka informacyjno-polityczna jest przepełniona kontami fikcyjnych osób. Takie konta mogą dowolnie atakować wybrane tematy, sprawiając wrażenie, że społeczeństwo ma inne zdanie niż w rzeczywistości. Największym zagrożeniem jest to, że partie polityczne nauczyły się obsługiwać te konta, a pracownicy partii działają pod ich przykrywką. Ta pozorna anonimowość pozwala kreować alternatywną rzeczywistość w sieci - dodał.
- Działa tu psychologia tłumu: zwykły użytkownik, widząc, że jakaś opinia jest bardzo popularna, przyjmuje ją za własną. Wiemy przecież, że większość z nas chce należeć do grupy większościowej, a nie mniejszościowej. Niezdecydowanych jest przy tym zdecydowanie więcej niż tych zdecydowanych.
Źródło: Goniec.pl