Europa odpowiada na groźby Trumpa. Wydano wspólne oświadczenie
Groźba nałożenia karnych taryf na osiem europejskich stolic wywołała natychmiastową i stanowczą reakcję Starego Kontynentu. Liderzy kluczowych gospodarek UE oraz Wielkiej Brytanii i Norwegii wydali wspólne oświadczenie, w którym ostrzegają przed niebezpieczną spiralą protekcjonizmu i podważaniem fundamentów NATO. Spór, u którego podstaw leży status Grenlandii, może przerodzić się w regularną wojnę handlową o trudnych do przewidzenia skutkach dla globalnych rynków.
- Kryzys na linii Waszyngton-Europa
- Geopolityczna cena suwerenności i militarne nieporozumienia
- Donald Trump stawia na maksymalny nacisk
Kryzys na linii Waszyngton-Europa
Północny teatr działań politycznych stał się nieoczekiwanie centrum najpoważniejszego od lat kryzysu na linii Waszyngton–Europa. Region Arktyki, tradycyjnie kojarzony z neutralnością i współpracą naukową, został wciągnięty w tryby wielkiej gry mocarstw. Dla Stanów Zjednoczonych kontrola nad tym obszarem to nie tylko kwestia prestiżu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa narodowego i dostępu do nieodkrytych złóż surowców.
Z perspektywy Brukseli i pozostałych stolic europejskich, próby narzucania rozwiązań terytorialnych siłą ekonomiczną są nie do zaakceptowania. Jak zauważają analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich, stabilność północnej flanki była dotychczas gwarantowana przez przewidywalność sojuszników, a nagłe wprowadzenie ceł (podatków importowych nakładanych na towary przekraczające granicę) burzy ten ład.

Europa przypomina, że jej obecność w Arktyce ma charakter obronny i transparentny, czego dowodem były ostatnie manewry wojskowe. Czy można jednak budować wspólne bezpieczeństwo, gdy jeden z partnerów używa argumentów fiskalnych jako narzędzia nacisku dyplomatycznego? To pytanie dominuje dziś w kuluarach Komisji Europejskiej.
Sytuacja jest o tyle dynamiczna, że dotyczy krajów o różnym stopniu zaangażowania w struktury unijne, ale zjednoczonych wspólnym interesem obronnym. Solidarność z Danią, która formalnie zarządza Grenlandią, stała się dla europejskich decydentów sprawą honorową. Warto przy tym zauważyć, że wymiana handlowa między USA a wymienionymi krajami stanowi istotny procent światowego PKB, co oznacza, że ewentualne turbulencje odczują nie tylko eksporterzy, ale i konsumenci po obu stronach Oceanu Atlantyckiego.
Geopolityczna cena suwerenności i militarne nieporozumienia
Kością niezgody stały się ćwiczenia "Arctic Endurance", które Donald Trump uznał za prowokację wymierzoną w interesy USA. Dania wraz z sojusznikami argumentuje jednak, że były to rutynowe działania mające na celu wzmocnienie gotowości obronnej w regionie, który staje się coraz bardziej dostępny ze względu na zmiany klimatyczne. Europejski blok, w skład którego weszły m.in. Niemcy, Francja, Wielka Brytania i kraje skandynawskie, podkreśla w swoim oświadczeniu, że nie stanowią one zagrożenia dla nikogo.
Jako członkowie NATO, jesteśmy zaangażowani we wzmacnianie bezpieczeństwa Arktyki jako wspólnego transatlantyckiego interesu. Uprzednio skoordynowane duńskie ćwiczenia 'Arctic Endurance', przeprowadzone z sojusznikami, odpowiadają tej konieczności. Nie stanowią zagrożenia dla nikogo - wskazano we wspólnym oświadczeniu opublikowanym przez Danię, Niemcy, Francję, Holandię, Finlandię, Norwegię, Szwecję i Wielką Brytanię.
Trump widzi to inaczej – w swoich wpisach na platformie Truth Social sugeruje, że europejska obecność na Grenlandii jest "niezwykle niebezpieczną grą", która zagraża stabilności planety. Tak ostra retoryka rzadko idzie w parze z konkretnymi sankcjami wobec najbliższych sojuszników z NATO. Dla wielu obserwatorów rynku finansowego obecne napięcie przypomina okres pierwszej prezydentury Trumpa, kiedy cła na stal i aluminium stały się zarzewiem długotrwałych sporów przed WTO.

Różnica polega jednak na skali i bezpośrednim powiązaniu handlu z suwerennością terytorialną. Eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują, że Europa wyciągnęła lekcje z przeszłości i tym razem nie zamierza czekać na rozwój wypadków z założonymi rękami. Wspólna deklaracja to sygnał, że ewentualna odpowiedź na amerykańskie taryfy będzie skoordynowana i dotkliwa.
Należy pamiętać, że osiem państw objętych groźbą to czołówka innowacyjnych gospodarek świata, od fińskiego sektora technologicznego po holenderskie terminale logistyczne. Czy administracja w Waszyngtonie naprawdę jest gotowa na odcięcie się od tak kluczowych partnerów? Historia uczy, że protekcjonizm (polityka ochrony krajowego rynku przed zagraniczną konkurencją) rzadko przynosi oczekiwane rezultaty w długim terminie, zazwyczaj prowadząc do wzrostu inflacji i spowolnienia wzrostu gospodarczego.
Donald Trump stawia na maksymalny nacisk
Donald Trump postawił sprawę jasno: albo USA zawrą umowę w sprawie zakupu Grenlandii, albo europejscy partnerzy zostaną uderzeni dziesięcioprocentowymi cłami już w czerwcu. Co więcej, zapowiedziano, że stawki te mogą wzrosnąć nawet do 25 proc., jeśli negocjacje nie posuną się naprzód. Jest to strategia "maximum pressure" przeniesiona na grunt relacji z najbliższymi sąsiadami przez ocean.
Dania, Norwegia, Szwecja, Francja, Niemcy, Zjednoczone Królestwo, Niderlandy oraz Finlandia znalazły się na czarnej liście prezydenta, który uważa ich działania za nieakceptowalne. Europa w odpowiedzi mówi o "niebezpiecznej spirali spadkowej". To sformułowanie nie jest przypadkowe – w ekonomii oznacza mechanizm, w którym kolejne restrykcje wywołują odwet, prowadząc do załamania wymiany handlowej. Według danych Eurostatu eksport z wymienionych krajów do USA to rocznie setki miliardów euro obejmujące maszyny, samochody, leki oraz nowoczesne technologie.

Wprowadzenie 25-procentowych taryf uczyniłoby te produkty niekonkurencyjnymi na amerykańskim rynku, co mogłoby doprowadzić do recesji w wielu branżach. Z drugiej strony, Europa posiada potężne narzędzia odwetowe, mogące uderzyć w kluczowe dla elektoratu Trumpa sektory, takie jak rolnictwo czy produkcja motocykli. Liderzy ośmiu państw deklarują jednak gotowość do dialogu, ale wyłącznie na zasadach suwerenności i integralności terytorialnej. To twardy warunek, który w praktyce wyklucza jakąkolwiek transakcję dotyczącą Grenlandii.
Solidarność z ludnością tej wyspy została wyraźnie podkreślona, co ma pokazać, że wartości demokratyczne nie są na sprzedaż za ustępstwa handlowe. Obecna sytuacja stawia pod znakiem zapytania przyszłość globalnego handlu, jaki znaliśmy przez ostatnie dekady. Jeśli największa gospodarka świata decyduje się na stosowanie szantażu celnego wobec swoich sojuszników wojskowych, to znaczy, że architektura bezpieczeństwa i ekonomii, budowana od zakończenia zimnej wojny, wymaga pilnej redefinicji.