Czarzasty zaapelował do Nawrockiego. Jest zdruzgotany
Debata nad dobrostanem zwierząt w Polsce wchodzi w nową, wyjątkowo gorącą fazę, choć aura za oknem sugeruje coś zgoła odmiennego. Gdy termometry w całym kraju pokazują wartości bliskie minus 20 stopni Celsjusza, na politycznym szczycie rozgorzał spór o tzw. ustawę łańcuchową. Emocjonalny apel wicemarszałka Sejmu do Pałacu Prezydenckiego rzuca nowe światło na problem, który od lat czeka na systemowe rozwiązanie, a który w obliczu srogiej zimy stał się kwestią walki o przeżycie tysięcy czworonogów.
- Tradycja czy archaiczne okrucieństwo w wiejskim krajobrazie?
- Polityczna gra o dobrostan najsłabszych
- Emocjonalny apel Włodzimierza Czarzastego
Tradycja czy archaiczne okrucieństwo w wiejskim krajobrazie?
Krajobraz polskiej wsi i przedmieść od dekad nierozerwalnie kojarzy się z widokiem psa pilnującego posesji na uwięzi. Dla jednych to element tradycji i jedyny skuteczny sposób na zabezpieczenie mienia, dla innych – relikt przeszłości, który nie przystaje do standardów cywilizowanego państwa w XXI wieku.
Obecne przepisy, choć teoretycznie regulują kwestię trzymania zwierząt na łańcuchach, w praktyce okazują się martwe i niezwykle trudne do egzekwowania przez odpowiednie służby. Zgodnie z obowiązującym prawem, pies może przebywać na uwięzi nie dłużej niż 12 godzin na dobę, a sam łańcuch musi mieć długość co najmniej trzech metrów. Problem polega na tym, że udowodnienie właścicielowi przekroczenia tego limitu czasu bez całodobowej obserwacji jest niemal niemożliwe dla inspektorów organizacji prozwierzęcych czy policji.

Statystyki organizacji takich jak OTOZ Animals czy Straż dla Zwierząt są nieubłagane – interwencje dotyczące psów trzymanych w drastycznych warunkach to codzienność. Często mowa o zwierzętach, które na łańcuchach spędzają całe życie, bez dostępu do świeżej wody, która zimą zamarza w kilka minut, oraz bez odpowiedniego schronienia. Budy, o ile w ogóle istnieją, często są nieocieplone, dziurawe lub po prostu za małe.
Właśnie ta bezsilność systemu wobec ewidentnego cierpienia stała się fundamentem do prac nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt, która miała definitywnie zakazać trzymania psów na stałej uwięzi. Projekt ten zakładał okres przejściowy dla właścicieli, aby mogli dostosować swoje posesje poprzez budowę kojców lub ogrodzeń, co miało pogodzić interesy bezpieczeństwa z humanitarnym traktowaniem istot żywych.
Polityczna gra o dobrostan najsłabszych
Proces legislacyjny, który miał przynieść przełom, niespodziewanie napotkał na najwyższą możliwą przeszkodę. Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy łańcuchowej wywołała wstrząs nie tylko wśród aktywistów, ale również w ławach sejmowych. Prezydent, uzasadniając swój sprzeciw, podnosił argumenty dotyczące ochrony własności oraz obciążeń finansowych, jakie nowe przepisy mogłyby nałożyć na uboższych mieszkańców obszarów wiejskich.
W kuluarach mówi się jednak, że veto ma wymiar silnie polityczny i jest ukłonem w stronę konserwatywnego elektoratu, dla którego radykalne zmiany w dotychczasowym sposobie życia są trudne do zaakceptowania. Taka postawa głowy państwa sprawiła, że kwestia ochrony zwierząt stała się kolejnym frontem wojny polsko-polskiej, w której merytoryczne argumenty ustępują miejsca ideologicznym manifestom.

Krytycy decyzji prezydenta wskazują, że veto to krok wstecz w rozwoju polskiej empatii i standardów prawnych. Podkreślają, że argument ekonomiczny jest chybiony, ponieważ koszt budowy prostego kojca czy zabezpieczenia płotu nie jest wydatkiem przekraczającym możliwości przeciętnego gospodarstwa, zwłaszcza w obliczu długiego okresu dostosowawczego. Co więcej, prawo do własności nie powinno oznaczać prawa do znęcania się nad istotą czującą, co jest zapisane w samym fundamencie ustawy o ochronie zwierząt.
Sytuacja stała się patowa, ponieważ odrzucenie veta w Sejmie wymaga większości trzech piątych głosów, co przy obecnym układzie sił politycznych jest scenariuszem niezwykle trudnym do zrealizowania. Tymczasem zima nie wybiera i nie czeka na polityczne kompromisy, uderzając w te zwierzęta, które nie mają możliwości ucieczki przed mrozem.
Zobacz też: Tusk zamieścił w sieci video. Wprost nawiązał do Morawieckiego. Hit sieci
Emocjonalny apel Włodzimierza Czarzastego
W samym centrum tej burzy znalazł się Włodzimierz Czarzasty, który od lat aktywnie wspiera inicjatywy prozwierzęce. Jego najnowsza aktywność w mediach społecznościowych odbiła się szerokim echem, wykraczając poza bańkę polityczną. Czarzasty opublikował na platformie X nagranie, które jest bezpośrednim i niezwykle emocjonalnym apelem do Karola Nawrockiego.
Polityk, wyraźnie poruszony, odniósł się do dramatycznej sytuacji pogodowej. Gdy temperatura w wielu regionach Polski spadła do minus 20 stopni Celsjusza, los psów na krótkich łańcuchach stał się tragiczny. Wicemarszałek podkreślił, że w takich warunkach uwięź jest dla zwierzęcia wyrokiem śmierci, ponieważ uniemożliwia mu ona naturalne próby ogrzania się poprzez ruch czy znalezienie lepszej osłony przed lodowatym wiatrem.