Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Ekspert ostrzega: "Trump zrywa maskę. Ameryka wraca do polityki siły"
Janusz Schwertner
Janusz Schwertner 15.01.2026 14:37

Ekspert ostrzega: "Trump zrywa maskę. Ameryka wraca do polityki siły"

Ekspert ostrzega: "Trump zrywa maskę. Ameryka wraca do polityki siły"
Fot. Goniec, East News

Działania Donalda Trumpa wobec Wenezueli oraz bezprecedensowa presja wywierana na Danię w sprawie Grenlandii wyznaczają nowy, znacznie brutalniejszy kurs w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Zdaniem ekspertów mamy do czynienia z końcem epoki, w której Waszyngton osłaniał swoje interesy językiem moralności i uniwersalnych wartości. W jej miejsce pojawia się otwarta polityka stref wpływów, oparta na sile, transakcyjności i twardym realizmie.

Tekst powstał na podstawie rozmowy Gońca z Albertem Świdzińskim.

Wenezuela i logika „operacji chirurgicznych”

Amerykańskie uderzenie na Wenezuelę nie przypomina interwencji w Iraku czy Afganistanie. Zamiast masowych wojsk lądowych i długiej okupacji, Waszyngton postawił na działania szybkie, precyzyjne i obarczone minimalnym ryzykiem strat własnych. To model znany z wcześniejszych operacji przeciwko Iranowi – mający wywołać efekt szoku i potwierdzić technologiczną przewagę USA, bez wikłania się w kosztowne konflikty asymetryczne.

Choć Trump bywa postrzegany jako polityk impulsywny, w istocie realizuje strategię opartą na zarządzaniu strachem i demonstracji siły. W Ameryce Łacińskiej oznacza to powrót do klasycznego myślenia o strefach wpływów, w których interes handlowy i bezpieczeństwo regionalne dominują nad prawami człowieka czy standardami demokratycznymi.

– Donald Trump rzeczywiście sprawia wrażenie hazardzisty i w pewnym sensie nim jest. Ale to nie jest hazardzista, który gra va banque. On raczej świadomie buduje wrażenie skrajnej nieprzewidywalności – mówi Albert Świdziński.

Koniec moralnej narracji hegemona

Przez dekady Stany Zjednoczone przedstawiały swoje interwencje jako obronę prawa międzynarodowego i demokracji. Choć narracja ta była wielokrotnie krytykowana jako hipokrytyczna, pozwalała utrzymać globalne przywództwo przy akceptacji sojuszników. Administracja Trumpa zrywa z tym podejściem, otwarcie wskazując na priorytet interesów: dostępu do ropy, bezpieczeństwa energetycznego i realizacji doktryny Monroe.

W efekcie USA stają się mocarstwem „jak inne” – potężnym militarnie, ale pozbawionym moralnego alibi. Dla realistów to uczciwsze postawienie sprawy, dla dotychczasowych elit – źródło głębokiego niepokoju.

– Trump jest znacznie mniejszym hipokrytą. Mówi wprost: możemy to zrobić, chcemy waszej ropy i chcemy realizować doktrynę Monroe. I dlatego właśnie to robimy – podkreśla Świdziński.

Grenlandia i pęknięcia w NATO

Spór o Grenlandię ma kluczowe znaczenie strategiczne. Kontrola nad tzw. luką GUK – między Grenlandią, Islandią a Wielką Brytanią – pozwala blokować rosyjską flotę i zabezpieczać atlantyckie szlaki komunikacyjne. Trump jasno sygnalizuje, że nie chce ponosić kosztów obrony terytoriów należących do militarnie słabych sojuszników, takich jak Dania.

To stawia Europę w trudnej sytuacji. Jeśli USA uznają, że ich bezpieczeństwo wymaga bezpośredniej kontroli kluczowych punktów strategicznych, tradycyjne gwarancje sojusznicze mogą ulec erozji.

– Gdyby Dania traktowała to jako realne zagrożenie, musiałaby wysłać tam żołnierzy i być gotowa realnie tej wyspy bronić – zauważa Świdziński.

Polska wobec „pustej skorupy”

Dla Polski, której bezpieczeństwo opiera się na obecności wojsk USA i artykule 5. Traktatu Waszyngtońskiego, zmiana kursu w Waszyngtonie jest sygnałem ostrzegawczym. Coraz realniejszy staje się scenariusz, w którym NATO istnieje formalnie, lecz brakuje politycznej woli do obrony sojuszników, jeśli nie leży to w bezpośrednim interesie Ameryki.

W takiej sytuacji debata o polskiej racji stanu musi przesunąć się w stronę większej samodzielności strategicznej – od wzmacniania regionalnych sojuszy po rozważanie najbardziej radykalnych środków odstraszania.

– Pojawia się pytanie, w którym momencie musimy wziąć pełną odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i po jakie narzędzia możemy sięgnąć – także tak skrajne jak broń jądrowa – mówi Świdziński.

Chiny uważnie patrzą

Nowa amerykańska retoryka jest uważnie analizowana w Pekinie. Jeśli Waszyngton otwarcie akceptuje logikę regionalnych hegemonii, Chiny zyskują argument na rzecz własnych ambicji wobec Tajwanu i Morza Południowochińskiego. Rezygnacja USA z obrony uniwersalnego porządku międzynarodowego może w praktyce oznaczać powrót do „koncertu mocarstw”.

Dla mniejszych państw to scenariusz skrajnie niebezpieczny. Dla administracji kierującej się twardym realizmem – być może jedyny sposób na uniknięcie globalnej wojny. Pytanie brzmi, czy Tajwan nie stanie się kolejnym elementem wielkiej licytacji, w której suwerenność przegrywa z interesami najsilniejszych.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Dach
Do 31 stycznia i ani dnia dłużej. Polacy muszą to zgłosić albo narażą się na grzywnę
Grenlandia, flaga USA
Scenariusz przejęcia Grenlandii przez USA budzi pytania o bezpieczeństwo Europy
None
"Amerykanie jak Rosjanie". Ekspert nie gryzł się w język
None
Trump ponad prawem? Ekspert tłumaczy, co działania USA oznaczają dla świata i Polski
Donald Trump
Trump wyciąga rękę po Grenlandię. Padł "szalony" rozkaz, wojskowi aż zdębieli
płyta indukcyjna
[QUIZ] Ile naprawdę wiesz o swoich rachunkach za prąd? Możesz się zdziwić