W USA powstał rejestr sprawców przemocy domowej. Prawniczka: "Polacy nie są gotowi"
Stan Tennessee podjął historyczną decyzję, która może na zawsze zmienić sposób, w jaki Ameryka walczy z epidemią przemocy domowej. Od 1 stycznia 2026 roku weszło tam w życie prawo, na mocy którego uruchomiono pierwszy w Stanach Zjednoczonych publicznie dostępny rejestr osób skazanych za powtarzającą się przemoc domową. Narzędzie to, wzorowane częściowo na rejestrach przestępców seksualnych, daje obywatelom – a przede wszystkim kobietom – bezprecedensową możliwość sprawdzenia przeszłości potencjalnego partnera.
- W styczniu 2022 roku młoda kobieta nie stawiła się na służbę.
- Rejestr nie obejmuje każdego.
- Mechanizm działania bazy jest prosty i ogólnodostępny.
Początek końca
Za suchymi zapisami legislacyjnymi kryje się ludzki dramat, który wstrząsnął lokalną społecznością. Nowe przepisy, znane jako „Prawo Savanny” (Savanna's Law), zostały nazwane na cześć Savanny Puckett, 22-letniej zastępczyni szeryfa z hrabstwa Robertson. W styczniu 2022 roku młoda kobieta nie stawiła się na służbę. Zaniepokojeni koledzy udali się do jej domu, gdzie dokonali makabrycznego odkrycia – budynek stał w płomieniach, a w środku znaleziono ciało Savanny z ranami postrzałowymi.
Śledztwo wykazało, że mordercą był jej były partner, James Jackson Conn, który po zabójstwie podpalił dom. Co kluczowe dla powstania nowej ustawy, po fakcie okazało się, że Conn miał długą historię przemocy domowej i prześladowania, jednak informacje te były rozproszone w systemach sądowych i trudne do szybkiego zweryfikowania przez nową partnerkę. Rodzina ofiary i prawodawcy uznali, że gdyby Savanna miała łatwy dostęp do tych informacji, mogłaby żyć.
Jak działa „ta” lista?
Rejestr prowadzony przez Biuro Śledcze Tennessee (TBI) nie obejmuje każdego, kto kiedykolwiek popełnił błąd. Jest wycelowany w recydywistów. Aby trafić na listę, sprawca musi zostać skazany za przestępstwo związane z przemocą domową co najmniej dwukrotnie.
Mechanizm działania bazy jest prosty i ogólnodostępny. Każdy, kto ma dostęp do Internetu, może przeszukać rejestr. Znajdują się w nim: imię i nazwisko sprawcy, jego aktualne zdjęcie, data urodzenia oraz data i miejsce skazania. Co istotne, ustawodawcy zdecydowali się na pewien kompromis w kwestii prywatności. W przeciwieństwie do rejestrów przestępców seksualnych, baza nie ujawnia dokładnego adresu zamieszkania sprawcy, numeru ubezpieczenia społecznego czy danych prawa jazdy. Ma to zapobiegać samosądom i nękaniu, jednocześnie spełniając główny cel: ostrzeganie potencjalnych ofiar.
Radca prawny Beata Cedro-Łosak w rozmowie dla portalu Goniec.pl zaznacza.
-To kwestia bardzo delikatna a zarazem złożona, tym samym wymaga bardzo szczególnego podejścia. Uważam, że jako społeczeństwo nie jesteśmy mentalnie gotowi na wprowadzenie rejestru sprawców przemocy domowej do publicznej wiadomości, bowiem mogłoby to zadziałać wręcz odwrotnie na ofiary tej przemocy. Ofiary często latami nie zgłaszają przemocy, wstydzą się, mają obawy jak zareaguje ich otoczenie – wszak sprawca po wielokroć uchodzi za osobę lubianą, szanowaną i pomocną. Osoby pokrzywdzone, żyją w ułudzie „kilku dobrych dni” w swoim życiu, idealizują partnera kiedy tylko jednego dnia bywa dla nich lepszy. Kiedy już zgłoszą przemoc, część z ofiar wycofuje się, albo – na dalszym etapie postępowania, chce po prostu zrezygnować podjętej decyzji.
Czas figurowania w amerykańskim rejestrze jest uzależniony od liczby wyroków. Sprawcy mogą widnieć w bazie od 5 do nawet 20 lat. To rozwiązanie ma motywować do poprawy, ale też stygmatyzować tych, którzy z przemocy uczynili sposób na życie.
Nadzieja i kontrowersje
Wprowadzenie rejestru spotkało się z entuzjazmem grup wspierających ofiary przemocy. Eksperci podkreślają, że sprawcy przemocy domowej często działają według schematu, przenosząc swoje zachowania z jednego związku na kolejny. Nowe narzędzie pozwala przerwać ten łańcuch, dając nowym partnerom szansę na ucieczkę, zanim dojdzie do eskalacji.
Mimo szczytnego celu, rozwiązanie to nie jest wolne od kontrowersji. Krytycy zwracają uwagę na potencjalne utrudnienia w resocjalizacji. Publiczne piętnowanie może utrudniać znalezienie pracy czy mieszkania, co paradoksalnie może zwiększać stres i agresję u sprawców.
Radca prawny Beata Cedro-Łosak tak wyjaśnia kwestie kontrowersyjności listy sprawców.
-W praktyce, każdorazowa decyzja o publikacji powinna być poprzedzona analizą niezbędności, celu oraz potencjalnych skutków społecznych i prawnych. Taka „lista” może po prostu prowadzić do „nadużyć”. Z takimi przypadkami w swojej karierze zawodowej spotykałam się wielokrotnie, w tym z działaniami odwetowymi wobec sprawców (np. samosądów), a także naruszeń prawa osób trzecich, w tym członków rodziny sprawcy, którzy nie są bezpośrednio zaangażowani w przemoc. Przypomnę, że w Polsce obowiązuje już rejestr przestępców na tle seksualnym, jednakże uważam, że przestępstwa seksualne – zwłaszcza wobec dzieci – mają bardzo wysoki poziom recydywy oraz często są popełniane wobec przypadkowych ofiar, które nie mają żadnych narzędzi, by się chronić. Przemoc domowa to zjawisko bardziej złożone, często zachodzi w relacjach bliskich, bywa długotrwała, różni się skalą, kontekstem i dynamiką.
Do tego dochodzą również obawy o nadużycia i błędy w systemie, choć zwolennicy ustawy odpierają te zarzuty, wskazując na wymóg prawomocnych wyroków sądowych jako warunku wpisu.
Poligon doświadczalny
Wprowadzenie rozwiązań z Tennessee może wkrótce stać się normą w USA. Ujednolicenie systemów może pozwolić na szybszą weryfikację danych i zwiększenie przepływu informacji między stanami. Taki kierunek wydaje się słuszny, ale jego ostateczny bilans pozostaje niewiadomą. Trudno dzisiaj ocenić, czy wzrost poczucia bezpieczeństwa zrównoważy potencjalne naruszenia prywatności i ryzyko trwałej stygmatyzacji.
źródło: Tennessee Bureau of Investigation (TBI)