Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Ukryte życie córek Putina. Jak żyją dziedziczki kremlowskiego imperium?
Natalia Ziółkowska
Natalia Ziółkowska 04.05.2026 10:54

Ukryte życie córek Putina. Jak żyją dziedziczki kremlowskiego imperium?

Ukryte życie córek Putina. Jak żyją dziedziczki kremlowskiego imperium?
Fot. VIACHESLAV PROKOFIEV/AFP/East News

Wyobraźcie sobie ustrój, w którym oficjalnie nie ma nepotyzmu, no bo... wódz rzekomo nie ma rodziny. Przynajmniej na papierze. Władimir Putin przez dekady wmawiał światu, że jego życie prywatne to absolutna świętość, a jego bliscy brzydzą się polityką i wielkim biznesem. Cóż, zachodnie sankcje brutalnie zweryfikowały tę autorytarną bajkę. Dziś widzimy czarno na białym, że kiedy w grę wchodzą miliardy dolarów i absolutna kontrola nad państwem, to właśnie genealogia staje się najważniejszą i najbardziej dochodową gałęzią rosyjskiej gospodarki.

Genetyka, medycyna i wskaźnik za miliony

Spójrzmy na najstarszą, Marię Woroncową. Oficjalnie to ekspertka od endokrynologii, która w nielicznych wywiadach z pełną powagą opowiada, że w Rosji "wartość ludzkiego życia jest najwyższa". Brzmi to jak ponury, makabryczny żart w dobie pełnoskalowej, wyniszczającej wojny, prawda? Ale Maria to nie tylko twarz rosyjskiej biomedycyny. To menedżerka z bezpośrednim dostępem do państwowej kasy. Jest nieformalną kuratorką programu rozwoju genetyki, na który Kreml przeznaczył astronomiczne 127 miliardów rubli – projekt, który sam Putin porównał do "nowej bomby atomowej".

Za tą błyskotliwą, sponsorowaną przez państwo karierą kryje się jednak uderzający dysonans. Wskaźnik Hirscha, podstawowy miernik wpływu i dorobku naukowca, w przypadku Marii wynosi zaledwie około 5. Dla porównania, wybitni badacze wygrywający podobne wielomilionowe granty osiągają wyniki rzędu 30, a nawet 60. Czy to zatem historia wybitnego talentu, czy po prostu historia absolutnego dostępu? Gdy spojrzymy na jej udziały w medycznym biznesie z dochodami rzędu miliarda rubli, odpowiedź nasuwa się sama.

Akrobatyczny skok do świata innowacji

Jej siostra, Katerina Tichonowa, ma życiorys jeszcze bardziej absurdalny. Przez lata z sukcesami zajmowała się... akrobatycznym rock and rollem. Ten surrealistyczny detal doskonale pokazuje, jak rosyjski system uwielbiał rozmywać i trywializować obraz dzieci prezydenta. Ale Katerina płynnie zeszła z tanecznego parkietu do świata zaawansowanych technologii. Została szefową Instytutu Sztucznej Inteligencji na prestiżowym uniwersytecie, a dziś publicznie instruuje, jak budować zbrojeniową suwerenność technologiczną.

To właśnie przez Katerinę najlepiej widać, w jaki sposób prywatne relacje stają się twardą walutą. Jej małżeństwo z Kiriłłem Szamałowem w 2013 roku sprawiło, że ten nagle i cudownie wszedł do pierwszej ligi biznesu, zdobywając udziały w gigancie petrochemicznym Sibur, których wartość liczono w miliardach dolarów. Finansowanie tego skoku? Z banku powiązanego z otoczeniem teścia. Związek rodzinny na szczytach rosyjskiej władzy nie jest aktem miłości – to czysty transfer wpływów i kapitału.

Paryska bańka i antywojenny zgrzyt

System Putina to jednak nie tylko lojalne córki na państwowych posadach, ale też głęboko skrywane mroczne sekrety majątkowe. To prowadzi nas do Elizawiety Kriwonogich – domniemanej nieślubnej córki z nieformalnego związku. Tu nie ma mowy o państwowych grantach czy innowacjach. Tu mówimy o luksusowym apartamencie w Monako za 4 miliony dolarów kupionym przez spółkę offshore tuż po jej narodzinach, gigantycznym majątku jej matki wycenianym na blisko 100 milionów dolarów i strategicznych udziałach w Banku Rosija.

Elizawieta funkcjonuje w perfekcyjnej "bańce luksusu". Pikanterii dodaje fakt, że pod zmienionymi nazwiskami bryluje na Zachodzie, studiując i pracując w paryskich galeriach, które – o ironio – wystawiają sztukę... antywojenną. To brutalny paradoks. Młoda kobieta, której przywilej wyrósł w cieniu autokratycznego systemu przemocy, bawiąca się w europejskiej, wolnościowej przestrzeni artystycznej, to gigantyczny wizerunkowy zgrzyt, który Kreml najchętniej wymazałby z istnienia.

Model Putina pod tytułem "rodzina pozostaje poza sceną" bezpowrotnie pękł. Kiedy w obliczu sankcji zabrakło zagranicznych technologii i rynków zbytu, architektura państwa musiała oprzeć się na najściślejszym, mafijnym kręgu zaufania, czyli na więzach krwi. Nie miejcie żadnych złudzeń: córki dyktatora to nie niewinne ofiary ojcowskich ambicji, lecz w pełni świadome, integralne filary jego imperium. A historia uczy, że każdy autorytarny system, choć z zewnątrz wygląda na twierdzę nie do zdobycia, najczęściej zaczyna gnić i kruszyć się nie na polach bitew, ale właśnie tam – w cieniu rodzinnych rezydencji, niejasnych fundacji i ukrytych kont bankowych.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji