Ujawniono nowe informacje ws. Jacka Jaworka. Zaskakujące wyznanie ciotki zabójcy
Trwający proces 75-letniej Teresy D. rzuca nowe światło na kulisy trzyletniej ucieczki Jacka Jaworka, sugerując, że morderca mógł korzystać z szerokiej sieci wsparcia. Jak donosi “Fakt”, zeznania świadków, w tym córki zabójcy, podważają wersję o samotnym działaniu sędziwej kobiety i wskazują na liczne zaniedbania organów ścigania.
- Meble z miejsca zbrodni i zagadka transportu
- Ostatnie dni życia i desperackie telefony
- Sąsiedztwo z plebanią i postawa proboszcza
- Widmo systemowych błędów i nadchodzącej prawdy
Meble z miejsca zbrodni i zagadka transportu
Jednym z najbardziej wstrząsających wątków procesu są zeznania córki Jaworka, która rozpoznała w domu ciotki przedmioty należące do jej ojca, w tym charakterystyczne rattanowe meble, noże i czajnik z rodzinnego domu w Borowcach. Ponieważ jedyną osobą posiadającą klucze do opuszczonej posesji była siostra zabójcy, Anna M., pojawia się pytanie, jak te przedmioty trafiły do oddalonej o kilka kilometrów Dąbrowy Zielonej. Córka Jaworka wprost sugeruje, że 75-letnia kobieta nie byłaby w stanie samodzielnie zorganizować logistyki i transportu wyposażenia, co wskazuje na udział osób trzecich, których policja nie zdołała dotąd zidentyfikować.
Ostatnie dni życia i desperackie telefony
Prokuratura ustaliła, że stan zdrowia ukrywającego się Jaworka był krytyczny – mężczyzna przeszedł prawdopodobnie zawały serca i cierpiał na niewydolność krążeniowo-oddechową. Z bilingów telefonicznych wynika, że tuż przed samobójczą śmiercią chrześniaka, Teresa D. wielokrotnie kontaktowała się z Anną M., która z zawodu jest pielęgniarką, prawdopodobnie szukając dla niego pomocy medycznej. Choć Anna M. przed sądem zaprzeczała, by wiedziała o obecności brata, śledczy wskazują na godzinną rozmowę telefoniczną oraz spotkanie kobiet na dzień przed odnalezieniem zwłok, co stawia pod znakiem zapytania wiarygodność wersji o całkowitej niewiedzy rodziny.
Sąsiedztwo z plebanią i postawa proboszcza
Mimo że dom, w którym ukrywał się morderca, znajduje się zaledwie 50 metrów od kościoła i 100 metrów od plebanii, nikt z otoczenia nie zgłosił obecności poszukiwanego. Miejscowy proboszcz, ks. Honorat N., zeznał przed sądem, że nic nie wzbudziło jego podejrzeń, choć widywał Teresę D. regularnie, a kobieta zamawiała nawet msze za ofiary zbrodni w Borowcach. Duchowny wyraził oburzenie z powodu przeszukania plebanii przez policję, jednocześnie przyznając, że dom oskarżonej, mimo bliskiej odległości od miejsca tragedii, przez trzy lata nie był wnikliwie sprawdzany przez służby.
Widmo systemowych błędów i nadchodzącej prawdy
Sprawa Jaworka ma również drugie dno, dotyczące potencjalnych zaniedbań policjantów z Koniecpola i prokuratorów z Częstochowy, którzy mieli ignorować wcześniejsze ostrzeżenia byłej żony zabójcy o jego agresywnym zachowaniu. Wypowiedziane przed sądem słowa Teresy D., że „za rok, za dwa ktoś zacznie mówić”, sugerują istnienie głębszej tajemnicy i osób, które wciąż mogą być chronione. Obecnie śledztwo w sprawie uchybień funkcjonariuszy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, co może wkrótce doprowadzić do kolejnych przełomów w tej tragicznej historii.