Zaginiona na Majorce Polka wreszcie zadzwoniła do bliskich. Jest komentarz rodziny
Jeszcze kilka dni temu bliscy drżeli o jej los. Teraz mogą odetchnąć z ulgą. Anna, której rodzina od końca kwietnia bezskutecznie szukała na Majorce, odnalazła się cała i zdrowa. Informację przekazała redakcji FFaktu” jej siostra Karolina, która od początku pozostawała w kontakcie z dziennikarzami. W obszernym oświadczeniu rodzina nie tylko opisała kulisy odnalezienia kobiety, ale też podziękowała wszystkim zaangażowanym w poszukiwania i odniosła się do fali przykrych komentarzy, które pojawiły się w sieci.
Tygodnie niepewności i niespodziewany przełom. Tak odnalazła się Anna
Jak przypomina "Fakt”, ślad po Annie urwał się w połowie kwietnia podczas rozmowy telefonicznej z bratem. Połączenie zostało nagle przerwane, a kilka dni później rodzina otrzymała wiadomość wysłaną z konta nieznajomego mężczyzny. Miała pochodzić od Anny, która informowała, że została okradziona i straciła dokumenty. Zapewniała jednocześnie, że wkrótce ponownie się odezwie. Tak się jednak nie stało, co wzbudziło coraz większy niepokój bliskich.
Rodzina zgłosiła zaginięcie odpowiednim służbom, a w sprawę zaangażowano również prywatnego detektywa. Informacje o poszukiwaniach były szeroko rozpowszechniane w mediach społecznościowych. Jak podkreśla “Fakt”, który od początku pozostawał w kontakcie z rodziną, przełom nastąpił dopiero 3 czerwca. To właśnie wtedy Anna skontaktowała się telefonicznie z bliskimi. Z przekazanego redakcji oświadczenia wynika, że stało się to dzięki kobiecie, która rozpoznała ją w jednym ze sklepów na Majorce i pokazała jej reportaż programu ”Uwaga!” TVN poświęcony zaginięciu.
Oficjalnie chcemy poinformować, że Ania dziś w godzinach południowych skontaktowała się z nami telefonicznie, dzięki jednej pani, która rozpoznała ją w sklepie oraz pokazała jej reportaż TVN Uwaga. Przechodząc do meritum, Ania jest cała i zdrowa – napisała Karolina w wiadomości przesłanej do "Faktu”.
Dla rodziny był to moment, na który czekała od wielu tygodni. Bliscy nie ukrywają, że od początku liczyli właśnie na taki finał. Jak przekazali dziennikarzom "Faktu”, najważniejsze jest dziś to, że Annie nic nie zagraża i że cała historia zakończyła się szczęśliwie.
Rodzina dziękuje za pomoc. "Teraz wiemy, jak człowiek jest bezradny”
W oświadczeniu przesłanym do "Faktu” siostra Anny poświęciła wiele miejsca osobom, które zaangażowały się w poszukiwania. Podkreśliła, że rodzina spotkała się z ogromnym wsparciem zarówno ze strony organizacji pomagających w odnajdywaniu zaginionych, jak i zupełnie obcych ludzi, którzy bezinteresownie próbowali pomóc.
Chciałabym podziękować wszystkim osobom, które wyciągnęły pomocną dłoń, wszystkim fundacjom, które robią kawał dobrej pracy przy takich sprawach. Potrzebując pomocy, dopiero teraz wiemy, jak człowiek jest bezradny – napisała Karolina.
Podziękowania skierowała także do prywatnego detektywa Dawida Burzackiego, dziennikarzy nagłaśniających sprawę oraz internautów, którzy okazywali rodzinie wsparcie. Jak zaznaczyła, dopiero w takiej sytuacji można przekonać się, jak ważna jest pomoc osób gotowych poświęcić swój czas i energię dla innych.
Siostra Anny odniosła się również do pytań o to, dlaczego rodzina zdecydowała się nagłośnić sprawę. Wyjaśniła, że choć kobieta od lat ceni prywatność, nie prowadzi mediów społecznościowych i nie dzieli się publicznie swoim życiem, to po informacji o kradzieży i całkowitym urwaniu kontaktu bliscy nie mogli pozostać bierni. Jak podkreśliła, wcześniejsze okresy milczenia ze strony Anny nie były niczym niezwykłym, jednak tym razem sytuacja wyglądała inaczej.
Gdybyśmy mieli to zrobić drugi raz? Oczywiście, że byśmy to zrobili, bo dzięki temu wiemy, że Ania jest cała i nic jej nie zagraża – zaznaczyła w komentarzu przekazanym "Faktowi”.
Rodzina podkreśla dziś, że mimo ogromnego stresu nie żałuje żadnej z podjętych decyzji. Najważniejsze okazało się bowiem odnalezienie Anny i potwierdzenie, że jest bezpieczna.
Gorzkie słowa o hejcie i krytyka działań hiszpańskiej policji
Choć historia zakończyła się szczęśliwie, rodzina nie ukrywa rozczarowania zachowaniem części internautów. W oświadczeniu przesłanym do "Faktu” Karolina zwróciła uwagę, że obok licznych wyrazów wsparcia pojawiła się także fala hejtu, nieprawdziwych informacji i krzywdzących spekulacji dotyczących losów jej siostry.
Jak napisała, bliscy czytali komentarze sugerujące najgorsze możliwe scenariusze, a także wpisy oceniające Annę wyłącznie przez pryzmat jej stylu życia. Według rodziny wiele osób bez żadnej wiedzy na temat sytuacji snuło własne teorie i wydawało pochopne osądy.
Patrząc po większości komentujących, nasuwa się myśl, że co niektórzy woleliby, aby zakończenie było bardziej dramatyczne – stwierdziła Karolina.
Dodała również, że doświadczenie ostatnich tygodni tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że życie z dala od mediów społecznościowych bywa znacznie spokojniejsze.
W dalszej części komentarza przekazanego "Faktowi” siostra Anny opisała również okoliczności, które mogły utrudnić wcześniejsze nawiązanie kontaktu z rodziną. Jak się okazało, część wiadomości wysyłanych przez kobietę miała trafiać do folderów spamowych, a jej próby skontaktowania się z innymi ludźmi często kończyły się niepowodzeniem. Karolina krytycznie oceniła także działania hiszpańskich służb. Według jej relacji Anna regularnie zgłaszała się na komisariat, gdzie informowano ją, że skradzione rzeczy często odnajdują się po kilku tygodniach. W tym samym czasie miała już figurować jako osoba poszukiwana.
Totalną wtopą okazała się policja hiszpańska – napisała.
Na zakończenie rodzina zaapelowała o większą życzliwość i zrozumienie wobec innych ludzi. Jednocześnie przekazała słowa wsparcia wszystkim osobom, które nadal poszukują swoich bliskich. Jak podkreśliła Karolina, historia Anny ma już swój szczęśliwy finał, jednak wiele rodzin wciąż czeka na podobne zakończenie własnych dramatów.