Teściowie Jowity Zielińskiej zabrali głos. "Nie było żadnego majątku"
Po dwóch latach od zaginięcia Jowity Zielińskiej w sprawie pojawił się ważny trop. W lesie niedaleko jej domu znaleziono szczątki. Prokuratura sprawdza, czy mogą należeć do 31-latki. Teściowie zaginionej nie kryją emocji i odpowiadają na oskarżenia kierowane pod ich adresem. Opowiedzieli też o tym, co działo się tuż po zniknięciu Jowity i co usłyszeli na policji.
Szczątki znaleziono w lesie koło Lisin. Jowita Zielińska zaginęła w 2024 roku
Jowita Zielińska z Lisin w województwie kujawsko-pomorskim zaginęła w sobotę 6 lipca 2024 r. Kobieta wracała wówczas rowerem z pracy. Ślad po niej urwał się w rejonie domu, w którym po śmierci męża mieszkała razem z jego rodzicami.
Przez kolejne dwa lata nie udało się ustalić, co stało się z 31-latką. Nowe informacje pojawiły się w sobotę 18 lipca, gdy dwóch grzybiarzy natrafiło na kobiece szczątki w sosnowym zagajniku. Kości były płytko zakopane.
Miejsce odkrycia znajduje się około 500 metrów od domu Małgorzaty i Jana Zielińskich, teściów zaginionej. Prokuratura wstępnie potwierdziła, że odnalezione szczątki mogą należeć do Jowity. Nie oznacza to jednak, że tożsamość została już ostatecznie ustalona.
Rozstrzygające mają być badania DNA. Dopiero ich wyniki pozwolą jednoznacznie potwierdzić albo wykluczyć, że w lesie odnaleziono szczątki zaginionej dwa lata wcześniej kobiety.
Jak ustalił „Fakt”, przy szczątkach znajdował się medalik z imieniem zmarłego męża Jowity. Jest to jeden z elementów branych pod uwagę w związku ze sprawą, ale sam przedmiot nie zastępuje identyfikacji genetycznej.
Małgorzata i Jan Zielińscy zostali zastani przez reportera „Faktu” krótko po powrocie z policji. Liczyli, że służby przekażą im nowe informacje dotyczące prowadzonego postępowania. Jak relacjonowali, podczas wizyty nie poznali jednak żadnych dodatkowych ustaleń.
– Nie otrzymaliśmy od policji żadnych informacji, nie wiemy nic. Nie wiem, dlaczego podaje się nieprawdziwe informacje, że kości, które znaleziono należą do Jowity. Dlaczego takie informacje są przekazywane, skoro jeszcze nic nie jest wiadome? – powiedzieli Małgorzata i Jan Zielińscy w rozmowie z „Faktem”.
Zobacz także: Dziennik zakpił z Donalda Trumpa po finale MŚ. Tak podpisano zdjęcie
Teściowie Jowity Zielińskiej mówią o poszukiwaniach i pierwszych świadkach
Rodzice zmarłego męża Jowity podkreślają, że teren, na którym znaleziono szczątki, był wcześniej wielokrotnie sprawdzany. Jan Zieliński przekonuje, że podczas prowadzonych po zaginięciu poszukiwań uczestnicy dokładnie przeszukiwali okolice domu i pobliski las.
– W tamtym czasie milion razy przeszukiwano to miejsce i jestem przekonany, że znaleziono by te szczątki – powiedział Jan Zieliński reporterowi „Faktu”.
Teściowie zaginionej opowiedzieli również o działaniach podjętych bezpośrednio po jej zniknięciu. Jowita nie wróciła do domu w sobotę 6 lipca 2024 r. Następnego dnia odbywała się msza za jej zmarłego męża.
Po nabożeństwie rodzina wracała do domu i zaczęła szukać osób, które mogły widzieć Jowitę podczas jej powrotu z pracy. Według relacji Jana Zielińskiego bliscy ustalili wówczas pierwszych świadków, a następnie przekazali ich dane policji.
– Sąsiad widział ją, gdy jechała z pracy, nie wyjechała z lasu. Jeśli coś niedobrego się stało, to na tym odcinku – tłumaczył Jan Zieliński w rozmowie z „Faktem”.
Małżonkowie wskazują także na kamery zamontowane na terenie ich posesji. Jedna z nich obejmuje ulicę w rejonie lasu. Teściowie twierdzą, że gdyby Jowita dotarła w zasięg monitoringu, jej przejazd powinien zostać zarejestrowany.
Rodzina dowiedziała się o znalezieniu szczątków z internetu. Jak podkreślają Małgorzata i Jan Zielińscy, policja nie przekazała im wcześniej informacji o odkryciu dokonanym 18 lipca. W tym samym czasie w sieci zaczęły pojawiać się komentarze sugerujące, że rodzina mogła mieć związek ze zniknięciem kobiety.
– Ludzie nas oskarżają, że mamy coś wspólnego ze zniknięciem Jowity. Mamy ciągłą nadzieję, że kości te nie należą do niej – powiedzieli teściowie zaginionej reporterowi „Faktu”.
Według Małgorzaty Zielińskiej część internetowych oskarżeń dotyczyła rzekomego konfliktu o majątek. Kobieta stanowczo temu zaprzecza. Jak tłumaczy, jej zmarły syn nie pozostawił po sobie majątku, który mógłby stać się przedmiotem sporu między rodziną a Jowitą.
– Adaś jako młody człowiek poszedł po szkole do pracy, chciał coś osiągnąć, chciał się czegoś dorobić, ale na tamtę chwilę niczego nie posiadał. Nic po sobie nie pozostawił. Mieszkał u nas w pokoju, bo mamy duży dom i zgodziliśmy się, że wszystkie dzieci mogą z nami mieszkać. Adaś był dzieckiem z czworga rodzeństwa – powiedziała Małgorzata Zielińska w rozmowie z „Faktem”.
Czytaj też: Karol Nawrocki napisał do Anny Dymnej. Ujawniono treść listu
Rodzina odpowiada na oskarżenia. Czeka na wyniki badań DNA
Małgorzata Zielińska już w kwietniu opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym odniosła się do pojawiających się sugestii dotyczących majątku. Przekazała w nim, że jej syn niczego po sobie nie pozostawił, a między rodziną i synową nie było konfliktu na tym tle.
Jan Zieliński podkreśla, że rodzina od początku angażowała się w poszukiwania Jowity. Jego zdaniem osoby komentujące sprawę w internecie nie mają wiedzy o działaniach podejmowanych przez bliskich po zaginięciu kobiety.
– Ludzie nie mają pojęcia, co my do tej pory zrobiliśmy, żeby odnaleźć Jowitę. Kanapowi detektywi wiedzą lepiej niż policja – stwierdził Jan Zieliński w rozmowie z „Faktem”.
Teściowie przyznają jednocześnie, że po zaginięciu Jowity działania służb objęły również ich samych. Według ich relacji zostali dokładnie sprawdzeni i przesłuchani. Uważają jednak, że skupienie uwagi na rodzinie mogło ograniczyć działania prowadzone w innych kierunkach.
– W pierwszej kolejności służby sprawdzały nas pod każdym kątem – powiedział Jan Zieliński. – Sprawca, który zrobił cokolwiek Jowicie, czy ją uprowadził, miał wolną rękę, bo miał całą noc i pozostałe wszystkie dni, kiedy policja skupiła się tylko na nas – wyjaśnili Małgorzata i Jan Zielińscy w rozmowie z „Faktem”.
Małżonkowie zapewniają, że w rodzinie nie było konfliktu, a Jowita nie miała wrogów. Podkreślają również, że ich zmarły syn przed śmiercią prosił ich, aby zaopiekowali się jego żoną. Według teściów relacje z synową były dobre.
W domu w Lisinach nadal znajduje się pokój Jowity. Jak mówią Małgorzata i Jan Zielińscy, pozostał w takim stanie, w jakim zostawiła go kobieta przed swoim zaginięciem. Rodzina przez cały czas miała nadzieję, że 31-latka wróci.
– Pokój Jowity czeka na nią cały czas, tak jak został, wciąż czeka. Jako rodzina mamy sumienie czyste, bardzo dobrze, że nas przesłuchiwali, bo przynajmniej nas wykluczyli i jesteśmy czyści – stwierdzili teściowie zaginionej w rozmowie z „Faktem”.
Na obecnym etapie nie ma jeszcze ostatecznego potwierdzenia, że szczątki odnalezione 18 lipca należą do Jowity Zielińskiej. Prokuratura przekazała jedynie wstępne ustalenia, a rodzina czeka na wyniki badań DNA, które mają rozstrzygnąć tożsamość znalezionej w lesie osoby.
