W Tłusty Czwartek kupiliśmy pączki u Gessler. Cena zaskoczy niejednego
Wizyta w restauracji „U Fukiera” Magdy Gessler, to dla wielu obowiązkowy punkt na mapie kulinarnej Warszawy. Zwłaszcza w okolicach tłustego czwartku. Czy jednak dwa pączki są warte ponad 40 złotych? Przetestowaliśmy klasykę z nadzieniem różanym oraz pączka z nadzieniem „zupa nic”, który zawiera m.in. krem angielski.
- Największym mankamentem jest stosunek jakości do ceny.
- Mimo wielkich obietnic i znanej marki, smak pączków nie zapadał w pamięć.
- Po otrzymaniu prestiżowego pudełka czar prysł. Spód opakowania było wyraźnie ubrudzone.
Złota wstążka i... brudne pudełko
Pierwszy kontakt z produktami od Magdy Gessler sugeruje, że mamy do czynienia z towarem z najwyższej półki. Opakowanie „Delikatesów u Fukiera” jest starannie zaprojektowane, przewiązane złotą wstążką i opatrzone elegancką sygnaturą. To idealny materiał na prezent.
Niestety, czystość opakowania pozostawia wiele do życzenia. Po otrzymaniu pakunku z pączkami okazało się, że spód opakowania jest ubrudzony. Mógł być to jedynie przypadek, lub przeoczenie. Jednak w restauracji, która aspiruje do miana najlepszej w kraju, a za swoje wypieki liczy sobie dość spore kwoty, takie niedopatrzenie jest po prostu nie do przyjęcia.


Wykonanie. Róża i złoto na talerzu „u Fukiera”
Jeśli ocenialibyśmy tylko efekt wizualny, uzyskany przez cukierników, pączki wypadają pospolicie, ale ładnie. Mimo braku rewelacji na zewnątrz, należy zaznaczyć, że każdy z wypieków ma swój unikalny charakter. Klasyczny pączek z konfiturą różaną został udekorowany lukrem oraz suszonymi pąkami i płatkami róż, co nadaje mu romantycznego, staropolskiego sznytu. Taki pączek kosztował aż 21 złotych.
Z kolei propozycja o nazwie „zupa nic”, to próba nowoczesnej interpretacji tradycyjnego deseru. Pączek ten jest pokryty intensywną, bordową posypką, w której mienią się złote drobiny. Na talerzu oba wypieki prezentują się dobrze, choć nie zachwycają wyjątkowością. To, co najważniejsze w pączku, kryje się pod tą błyszczącą warstwą. Po przekrojeniu widzimy, że nadzienie jest rozłożone dość hojnie, ale to jedyny pozytyw w kwestii wnętrza.
Dla porównania, poniżej zdjęcie pączka z jednej z popularnej sieci warszawskich cukierni. Jest to wypiek, o nadzieniu równie nietypowym co, wspomniana już “zupa nic”, jednak za taką ekstrawagancję należy zapłacić 13,50 zł, a nie 23,00 zł. Ten pączek jest bardzo rześki w smaku i może przywołać łatwo, nawet w środku zimy. Przypomnijmy. Pączek jest w ofercie sieci cukierni, a nie w miejscu bez nie ma „masowej produkcji”, a mimo to estetyka każdego z wypieków jest na bardzo wysokim poziomie, który zdecydowanie zachęca do konsumpcji. Obok ciastko W-Z, z tej samej cukierni.

Smak, który nie uzasadnia wysokiej ceny
Mówiąc wprost, to smak nie powalał. Pączek z różą był poprawny, ale konfitura nie miała w sobie głębi i aromatu, który wyróżniałby wypiek na tle rzemieślniczych pączków za połowę tej ceny. Z kolei krem „zupa nic” okazał się dość mdły. Mimo iż tekstura kremu angielskiego była aksamitna, to całość w zestawieniu z ciastem, nie tworzyła harmonii, której oczekuje się od deseru za 23 złote za sztukę. W efekcie klient otrzymuje produkt, który jest poprawny technicznie, ale kompletnie pozbawiony „duszy”. To propozycja dla osób, które płacą za markę i prestiż lokalu, a nie za wybitne doznania smakowe.
źródło: Goniec