Nawrocki przyłapany z szefem gangu. "To nie wygląda na przypadek"
Prezydent Karol Nawrocki po raz kolejny znalazł się w centrum ostrej krytyki po swoim udziale w pielgrzymce kibiców na Jasnej Górze. Uwagę opinii publicznej przyciągnęły zdjęcia i nagrania dokumentujące jego bliskie relacje z osobami mającymi na koncie poważne wyroki karne. Sprawa – jak wskazują komentatorzy – wykracza daleko poza incydentalne spotkanie i rzuca nowe światło na polityczne zaplecze głowy państwa oraz możliwe konsekwencje dla wizerunku Polski za granicą.
Jasna Góra i „Dragon”
Podczas ostatniej pielgrzymki kibiców w Częstochowie prezydent Karol Nawrocki został sfotografowany w towarzystwie Tomasza P., znanego w środowisku pseudokibiców jako „Dragon”. To postać dobrze znana organom ścigania – reprezentant kibiców Jagiellonii Białystok, nieprawomocnie skazany na sześć lat więzienia za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Wśród zarzutów znalazły się m.in. brutalne pobicia oraz propagowanie ideologii faszystowskiej.
Zdaniem Radosława Grucy nie jest to wizerunkowy drobiazg.
– Mówimy o sytuacji, w której prezydent publicznie obejmuje się z osobą skazaną m.in. za działalność w grupie przestępczej i propagowanie nazizmu – podkreśla dziennikarz. – To nie wygląda na przypadek ani na wpadkę, lecz na świadomy gest wobec określonego środowiska.
Jak dodaje, środowiska te mają niewiele wspólnego z „rodzinnym” kibicowaniem, a znacznie więcej z przemocą i radykalizmem, które pozostają w jaskrawej sprzeczności z oficjalną narracją Pałacu Prezydenckiego.
Wizerunek Polski ucierpi?
Kontakty prezydenta z osobami gloryfikującymi totalitaryzm coraz częściej stają się przedmiotem zainteresowania zagranicznych komentatorów. W państwach Europy Zachodniej standardem jest dystans polityków wobec osób skazanych za przestępstwa z nienawiści czy działalność gangsterską. Tymczasem – jak zauważają eksperci – polski prezydent może zostać zmuszony do tłumaczenia się z tych relacji podczas międzynarodowych spotkań.
– W zagranicznych analizach Nawrocki przestaje być przedstawiany jako mąż stanu. Coraz częściej jawi się raczej jako ktoś powiązany ze środowiskami przestępczymi – mówi Gruca.
Taki obraz, jego zdaniem, może stać się szczególnie kłopotliwy w kontekście planowanych spotkań z kluczowymi politykami światowymi, gdzie pytania o relacje z radykalnymi bojówkami mogą osłabić pozycję negocjacyjną Polski.
Czy to ryzyko się opłaci?
Dlaczego prezydent decyduje się na tak ryzykowne sojusze? Zdaniem rozmówców Gonca odpowiedź leży w chłodnej kalkulacji wyborczej.
– On wygrał wybory dzięki temu, że setki tysięcy ludzi „z bramek” poczuły się dowartościowane. I tę lojalność będzie spłacał przez całą kadencję – ocenia Gruca.
Dla prezydenta oznacza to unikanie jednoznacznego potępienia przemocy oraz budowanie narracji o „patriotycznych kibicach”, która rozmywa odpowiedzialność karną najbardziej radykalnych jednostek.
Patriotyzm i brunatne symbole
Najostrzejsze kontrowersje budzi próba łączenia haseł „Bóg, Honor, Ojczyzna” z tolerowaniem w otoczeniu prezydenta osób otwarcie odwołujących się do symboliki nazistowskiej. W kraju naznaczonym doświadczeniem II wojny światowej obecność swastyk czy tatuaży z wizerunkami zbrodniarzy wojennych w pobliżu głowy państwa jest odbierana jako przekroczenie granicy.
– Nie da się usprawiedliwiać obecności prezydenta obok ludzi z wytatuowanymi symbolami Adolfa Hitlera – człowieka, który zrujnował Polskę – mówi Gruca.
Jak dodaje, tłumaczenie takich sytuacji „przypadkiem” traci wiarygodność w obliczu powtarzalnych gestów sympatii i wizyt wśród osób osadzonych za brutalne przestępstwa.
Kościół, PZPN i polityczne zaplecze
Budowanie relacji z radykalnymi środowiskami odbywa się – jak wskazują komentatorzy – także przy udziale duchownych i działaczy sportowych. Ważną rolę odgrywa tu ks. Wąsowicz, kapelan znany z sympatii skrajnie prawicowych, pełniący funkcję nieformalnego pośrednika między prezydentem a kibicami.
Znaczenie ma również postać prezesa PZPN Cezarego Kuleszy, byłego właściciela Jagiellonii Białystok, posiadającego rozległe kontakty w środowisku kibicowskim. Symbolicznym gestem stało się wyświetlenie na fasadzie Pałacu Prezydenckiego flagi kibiców, wcześniej niewpuszczonej na stadion ze względów bezpieczeństwa.
– Takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem. Przez przypadek nie śpiewa się nazistowskich pieśni ani nie wykonuje faszystowskich gestów – podsumowuje Gruca.
Konsekwencje tej strategii mogą – jego zdaniem – wrócić do prezydenta z podwójną siłą, gdy przyjdzie mu odpowiedzieć przed opinią publiczną za legitymizowanie przemocy i ideologii nienawiści.
Źródło: Goniec