Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Fakty > Stracił żonę i nienarodzoną córkę. Teraz musi płacić teściom, sąd zdecydował
Michał  Troszkiewicz
Michał Troszkiewicz 04.06.2026 13:17

Stracił żonę i nienarodzoną córkę. Teraz musi płacić teściom, sąd zdecydował

Stracił żonę i nienarodzoną córkę. Teraz musi płacić teściom, sąd zdecydował
grafika poglądowa ( GoranH/pixabay, SHOX ART/pexels)

Po śmierci żony i nienarodzonej córki pan Mateusz z Gdyni musiał zmierzyć się nie tylko z żałobą, ale także z konsekwencjami prawa spadkowego. Sąd orzekł, że mężczyzna powinien spłacić rodziców zmarłej żony. Historia opisana przez program "Interwencja” Polsatu pokazuje, jak dramat rodzinny może przerodzić się w wieloletni spór o majątek.

Najpierw choroba, potem niewyobrażalna tragedia

Sprawę pana Mateusza i jego zmarłej żony Anny opisał program "Interwencja” Polsatu. Historia małżeństwa z Gdyni to opowieść o kolejnych tragediach, które w ciągu kilku lat całkowicie odmieniły ich życie. Para poznała się podczas studiów, a w 2015 roku wzięła ślub i kupiła mieszkanie na kredyt. Wspólnie planowali przyszłość i marzyli o powiększeniu rodziny. Niedługo po ślubie ich życie wywróciła jednak do góry nogami diagnoza. U Anny wykryto twardzinę układową, rzadką chorobę autoimmunologiczną, która z czasem coraz bardziej wpływała na jej zdrowie.

Mimo trudności małżeństwo nie rezygnowało z planów. W 2020 roku pojawiła się długo wyczekiwana ciąża. Radość nie trwała jednak długo. Jak relacjonował pan Mateusz, jego żona trafiła do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku

W lipcu niestety żona trafiła do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Jeszcze wieczorem stwierdzono, że z płodem jest wszystko ok, ale rano już musiała urodzić nieżywą córeczkę” – wspominał mężczyzna w programie “Interwencja”

Rodzina przeżyła ogromny cios, a kilka lat później przyszła kolejna tragedia. Choroba Anny postępowała i w styczniu 2023 roku kobieta zmarła w wieku 34 lat. Wdowiec został sam w niespłaconym mieszkaniu, które miało być domem dla całej rodziny

Po pogrzebie rozpoczął się spór o majątek

Jak wynika z materiału "Interwencji”, napięcia między panem Mateuszem a rodziną zmarłej żony pojawiły się niemal natychmiast po pogrzebie. Mężczyzna twierdzi, że już kilka dni po uroczystościach pogrzebowych otrzymał telefon od bratanka Anny z żądaniem zwrotu różnych przedmiotów należących do zmarłej. W kolejnych miesiącach konflikt zaczął się zaostrzać.

Po trzech dniach od pogrzebu był telefon bratanka Ani, żeby Mateusz oddał smartfony, jakieś tam firanki, zastawy. To był koszmar, proszę mi wierzyć, to był koszmar. Później w pozwie były pierścionki, nawet obrączka chyba też była wymieniona. Był złoty łańcuszek od Mateusza, który został razem z nią pochowany – mówiła w programie matka pana Mateusza, pani Jadwiga. 

Sam wdowiec podkreślał, że do majątku próbowano zaliczyć wiele przedmiotów codziennego użytku, a także samochody należące do niego i jego rodziny.

Spór ostatecznie trafił do sądu i dotyczył podziału spadku po zmarłej Annie. Dla pana Mateusza była to szczególnie trudna sytuacja, ponieważ proces toczył się w czasie, gdy nadal mierzył się ze stratą żony oraz konsekwencjami wspólnie zaciągniętego kredytu hipotecznego.

Sąd nakazał spłatę teściów. Kluczowy okazał się brak testamentu

Przełom w sprawie nastąpił 18 marca 2026 roku. Wówczas zapadło postanowienie sądu, zgodnie z którym pan Mateusz ma spłacić rodziców swojej zmarłej żony kwotą 130 tys. zł. Jednocześnie nadal pozostaje zobowiązany do regulowania rat kredytu hipotecznego za mieszkanie kupione wspólnie z Anną. Dla mężczyzny oznacza to konieczność znalezienia środków na realizację orzeczenia sądu przy jednoczesnym ponoszeniu bieżących kosztów utrzymania nieruchomości.

Jak wyjaśniała w rozmowie z "Interwencją” adwokat Małgorzata Woźniak, rozstrzygnięcie wynikało bezpośrednio z zasad dziedziczenia ustawowego. 

Kiedy małżeństwo jest bezdzietne i umiera jedno z nich, a nie pozostawili niestety testamentu, do dziedziczenia wchodzi drugi małżonek oraz niestety rodzice tego zmarłego małżonka. Połowę dziedziczy małżonek, a połowę dziedziczą rodzice, czyli po ¼. Jest to sprawa przykra i trudna – tłumaczyła prawniczka.

Sam pan Mateusz przyznał, że wcześniej nie rozważał sporządzenia testamentu. Dopiero po śmierci żony dowiedział się, że taki dokument można sporządzić za około 50 złotych.

Jacy ludzie w wieku 30 lat myślą o tym, żeby iść do notariusza i spisywać takie oświadczenie? Każdy myśli, że całe życie jest przed nim, a ono się zmienia. Moje zmieniło się w trzy godziny – powiedział. 

Odmiennie sytuację ocenia matka zmarłej Anny. 

Mnie się prawnie to należy. Nie wiem, czego wy szukacie. Dostał co swoje, musi zapłacić i mnie to nie interesuje, skąd on weźmie – stwierdziła w rozmowie z reporterami programu.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji