Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > „Stałem na środku klasy i płakałem". Jak trauma z dzieciństwa niszczy dorosłe życie?
Damian  Popilowski
Damian Popilowski 16.04.2026 11:55

„Stałem na środku klasy i płakałem". Jak trauma z dzieciństwa niszczy dorosłe życie?

„Stałem na środku klasy i płakałem". Jak trauma z dzieciństwa niszczy dorosłe życie?
Jak trauma z dzieciństwa decyduje o całym dorosłym życiu, fot.Goniec.pl

Daniel spędził w więzieniu 21 lat. Martin jest dziś szefem kuchni na Islandii. Obaj wychowywali się w domu dziecka. Obaj zaczęli od podobnego punktu – i skończyli w zupełnie innych miejscach. Co zdecydowało o tej różnicy? Odpowiedzi na to pytanie przynosi najnowszy odcinek programu społecznego MissJa prowadzonego przez Kasandrę Zawal.

  • Negatywne doświadczenia dzieciństwa (ACE) mają mierzalny wpływ nie tylko na zdrowie psychiczne, ale też somatyczne – powyżej czterech takich doświadczeń ryzyko prób samobójczych rośnie 12-krotnie, a skłonność do stosowania przemocy w bliskich relacjach – 7-krotnie
  • Dzieci, które doświadczyły przemocy lub zaniedbania, są często niewidziane przez system – bo zgłoszenie dziecka rozmija się z wizerunkiem eleganckiej mamy
  • Styl przywiązania ukształtowany między 0. a 3. rokiem życia (a według najnowszej metaanalizy nawet do 11.–12. roku) rzutuje na wszystkie późniejsze relacje dorosłego człowieka

„Stałem na środku klasy i płakałem". Co dzieci wynoszą z domów z przemocą i alkoholem?

Daniel jako kilkulatek chodził do szkoły sam, bo rodzice byli zbyt pijani, żeby go odprowadzić. Nie miał książek ani odrobionej lekcji. Nauczycielka zamiast zadziałać dyskretnie, opowiadała o tym całej klasie.

– Stałem na środku tej klasy i sobie płakałem, bo co innego mogłem robić? Patrząc na to z perspektywy czasu – tak się nie robi.

Partner matki Daniela zamykał lodówkę na kłódkę. Kiedy chłopiec był głodny, musiał prosić matkę, ta szła do partnera, a partner otwierał lodówkę z komentarzem, że Daniel jest „nierobem" – w pierwszej klasie podstawówki.

Anna Krawczak, specjalistka ds. standardów ochrony dzieci w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, opisuje ładunek emocjonalny, z jakim takie dzieci dorastają, używając metafory plecaka z kamieniami. Pierwszym kamieniem jest poczucie zdrady – bo ktoś, komu dziecko ufało najbardziej, zawiódł. Drugim – poczucie bezwartościowości: skoro najważniejsza osoba na świecie mnie nie wybrała, co to o mnie mówi? Trzecim – poczucie winy: może gdybym była grzeczniejsza, ładniejsza, mniej płakała, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Martin, wychowanek rodzinnego domu dziecka, dziś szef kuchni na Islandii, mówi, że widok pijących rodziców był dla niego jako dziecka po prostu normą.

– Nie mogę powiedzieć, że jakoś mocno płakałem z tego powodu. Dla mnie to było takie codzienne. Nie wiedziałem, że inne dzieci nie mają takich rodziców.

Pierwsze wspomnienie, które Martin opisuje jako „normalny dzień", to komunia siostry: 

– Jeden dzień bez chaosu. Lodówka na kłódkę, mama, która wybrała partnera zamiast dzieci i „poszła pić sobie dalej" – to urywki, których, jak mówi, nie da się zapomnieć.

ACE – badania, które zaczęły się w więzieniu

Anna Krawczak wskazuje, że naukowe rozumienie długofalowych skutków dziecięcej traumy przyszło nie z pedagogiki ani psychologii, lecz z kryminologii i badań więziennictwa w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że znaczna część osadzonych w różnych zakładach karnych – niezależnie od popełnionego przestępstwa – dzieliła jeden wspólny mianownik: dzieciństwo pełne przemocy.

W 1998 roku Vincent Felitti i Robert Anda przeprowadzili pierwsze duże badania na szerokiej grupie dorosłych Amerykanów. Wykazały one istnienie kategorii ACE (Adverse Childhood Experiences – negatywne doświadczenia dzieciństwa). Kanon ACE zawiera dziesięć typów doświadczeń, m.in.:

  • zaniedbanie fizyczne i emocjonalne w dzieciństwie,
  • przemoc fizyczna, emocjonalna i seksualna,
  • wychowywanie się w domu, w którym przebywa osoba uzależniona od alkoholu lub narkotyków,
  • wychowywanie się z osobą karaną lub niestabilną psychicznie,
  • separacja lub rozwód rodziców,
  • przemoc rówieśnicza.

Badania Felittiego i Andy pokazały, że liczba zgromadzonych doświadczeń ACE ma bezpośredni wpływ na zdrowie – nie tylko psychiczne, ale też somatyczne. U osób z więcej niż dwoma ACE ryzyko zachorowania na raka jelita grubego wzrasta półtora raza, a ryzyko cukrzycy typu drugiego – czterokrotnie. Dzieje się tak dlatego, że dzieci przeżywają trudne sytuacje przy niezwykłym koszcie biologicznym – ich oś HPA (podwzgórze–przysadka–nadnercza) jest permanentnie rozregulowana przez stałe zalewanie organizmu kortyzolem, co z czasem uszkadza narządy wewnętrzne i układ odpornościowy.

– Małe dzieci nie mogą uciec ani podjąć walki – wyjaśnia Krawczak. – Mogą tylko zamarznąć. I ta postawa zamrożenia jest najbardziej szkodliwa rozwojowo, jeśli powtarza się stale.

Powyżej progu czterech ACE statystyki stają się alarmujące: dwunastokrotny wzrost prób samobójczych i uzależnień oraz siedmiokrotny wzrost skłonności do stosowania przemocy w bliskich relacjach. Krawczak podkreśla, że styl przywiązania ukształtowany między 0. a 3. rokiem życia – czyli wtedy, gdy dziecko nie ma jeszcze żadnej świadomej pamięci – rzutuje na sposób wchodzenia w relacje przez całe dorosłe życie. Chińska metaanaliza opublikowana w ubiegłym roku sugeruje, że ostatnim oknem na remodelowanie stylu przywiązania może być nawet 11.–12. rok życia dziecka.

Osiemnaste urodziny jako przepaść, czyli gdzie kończy się system

Daniel odliczał do osiemnastych urodzin jak do wyjścia z więzienia.

– Przecież siedzisz w zamknięciu, tyle czasu będąc dzieckiem. O 19:00 musisz być w domu, ze wszystkiego musisz się tłumaczyć.

Kiedy jednak wyszedł – bez wsparcia, bez planu, bez kogoś bliskiego – skończyło się na rozbojach i 21 latach za kratami. Resocjalizację ocenia krótko:

– Resocjalizacji w więzieniu nie ma. Jak sobie sami nie poradzimy i nie pomożemy, to nikt nam tam nie pomoże. Mogą nam dać narzędzia. Ale nikt nie będzie myślał, żeby kogoś nakłonić.

Agnieszka Sikora, prezeska Fundacji Po Drugie i Warszawianka Roku 2025, mówi wprost, że młodzież doświadczająca bezdomności to w dużej części młodzież opuszczająca pieczę zastępczą. Do fundacji trafiają osoby między 18. a 25. rokiem życia z całym zestawem problemów jednocześnie:

  • brak dachu nad głową połączony z problemami zdrowia psychicznego i uzależnieniami,
  • nieukończona edukacja lub kształcenie w zawodzie narzuconym przez system,
  • brak jakiegokolwiek doświadczenia na rynku pracy,
  • coraz liczniejsza niepełnosprawność intelektualna, wymagająca długotrwałego wsparcia,
  • głęboka samotność – brak bliskiego dorosłego, którego nigdy nie było.

– Przychodzą do nas z myślą: „Jestem do niczego, nikt mnie nie kocha, nic ze mnie nie będzie" – mówi Sikora. – A mają dopiero 18, 19 lat.

Fundacja Po Drugie zaczyna od podstaw: bezpieczne, estetyczne miejsce do spania, jedzenia, kąpieli. Potem praca terapeutyczna, prostowanie spraw edukacyjnych i prawnych, aktywizacja zawodowa. Ale Sikora wskazuje też na coś trudniejszego do zmierzenia:

– Największy sukces to nie ten moment, kiedy uczestnik chodzi do pracy i płaci podatki. To moment, kiedy zaczynają wierzyć, że mogą mieć jeszcze lepiej.

Krawczak zwraca uwagę na mechanizm, który sprawia, że dzieci w trudnej sytuacji bywają niewidzialne:

– Dziecko przychodzi i mówi: „W domu doświadczam przemocy." Przychodzi mama – elegancka, z zrobionymi paznokciami, rzęsami. I jest taka myśl: no przecież to niemożliwe, żeby taka mama stosowała przemoc. A jednak.

Berenika Lato-Romanowska, mama adopcyjna i rodzina zastępcza, wskazuje na lukę systemową, która jej zdaniem jest do naprawienia. Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, gdzie możliwa jest instytucjonalizacja niemowląt. Rocznie do interwencyjnych ośrodków preadopcyjnych trafia 54 dzieci – oficjalnie z powodu „szczególnych wymagań zdrowotnych". Lato-Romanowska zauważa jednak, że trzy–sześć miesięcy później te same dzieci trafiają do rodzin zastępczych lub adopcyjnych bez żadnych przeszkód zdrowotnych.

– 54 niemowlęta rocznie. Dla 37-milionowego kraju to śmiesznie mała liczba. Jesteśmy w stanie znaleźć dla nich rodzinę. To w ogóle nie jest problem.

Problemem jest, zdaniem Lato-Romanowskiej, brak determinacji po stronie organizatorów pieczy. Dodaje też, że mit „zarabiania na dzieciach" jest daleki od rzeczywistości: na utrzymanie dziecka rodzina zastępcza dostaje 1500 zł i 800 zł miesięcznie, a jedna wizyta u dentysty może kosztować 3000 zł.

Krawczak podsumowuje to, co często pozostaje niewypowiedziane:

To nie jest twoja wina, to co się wydarzyło. Nie dlatego, że na to zasłużyłeś. To co się wydarzyło, wydarzyło się dlatego, bo najbliżsi ci dorośli – ale też ci dalsi, reprezentowani przez system – w pewnym momencie twojego życia cię zawiedli.

Źródło: Goniec.pl

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji