Katastrofa ekologiczna w Pilchowicach. Spór o skutki remontu dolnośląskiej zapory
Remont zabytkowej zapory wodnej na Dolnym Śląsku doprowadził do masowego śnięcia zwierząt, wywołując ogólnokrajową dyskusję. Według doniesień medialnych i oficjalnych źródeł w rejonie Jeziora Pilchowickiego doszło do skażenia środowiska. Lokalne władze oraz spółka energetyczna inaczej oceniają dziś przyczyny tego zdarzenia.
Masowe śnięcie ryb i zanieczyszczenie rzeki Bóbr
Pod koniec czerwca 2026 roku zakończyło się opróżnianie Jeziora Pilchowickiego, które odsłoniło tysiące martwych organizmów. Jak informuje RMF FM, ryby utworzyły u podnóża zapory rozległą warstwę, a część padliny popłynęła z nurtem Bobru. Po opuszczeniu wody z dna zbiornika poderwały się nagromadzone tam osady i szlam.
Na poważne skutki tego procesu wskazuje właściciel okolicznej agroturystyki Igor Glinda.
„W tej chwili górska rzeka znajdująca się poniżej zapory pilchowickiej zamieniła się w cieknący ściek, który niesie ogromną ilość zawiesiny" – mówi.
Do obumarcia fauny doprowadził spadek natlenienia wody oraz uwolnienie siarkowodoru. Dolnośląski sztab kryzysowy zaapelował do mieszkańców, by unikali kontaktu z rzeką.
Badania laboratoryjne i działania służb sanitarnych
Na miejscu trwa usuwanie śniętych ryb, które są pakowane do specjalnych worków i wywożone do utylizacji. Jak donosi dziennikarka Grażyna Wiatr, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska pobrał próbki wody, a służby czekają teraz na wyniki analiz laboratoryjnych.
Głos w sprawie bezpieczeństwa wody pitnej zabrała też Państwowa Inspekcja Sanitarna. Sanepid zapewnia, że woda z sieci wodociągowej nie zagraża zdrowiu. Inaczej może być jednak z prywatnymi studniami, dlatego że istnieje ryzyko przedostania się zanieczyszczeń z rzeki do wód gruntowych, w związku z czym inspektorzy zapowiedzieli ich dokładne kontrole w okolicy.
Stanowisko spółki Tauron Ekoenergia w sprawie remontu
Przedstawiciele spółki Tauron Ekoenergia przekonują, że całkowite opróżnienie zbiornika było niezbędne do przeprowadzenia modernizacji. Jacek Bieńkowski, dyrektor Departamentu Inwestycji, wyjaśnia, że firma realizuje nakaz nadzoru budowlanego związany z bezpieczeństwem przeciwpowodziowym. Jak podaje RMF FM, masowe śnięcie ryb powiązano z trudnymi warunkami atmosferycznymi.
Przedstawiciel spółki nie unikał przy tym mocnych słów.
„Śnięte ryby są niestety ceną, jaką musimy zapłacić za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe mieszkańców Dolnego Śląska" – stwierdził.
Koncern deklaruje, że cały proces przebiega zgodnie z pozwoleniami wodnoprawnymi i pod nadzorem przyrodników. Zapowiedziano również, że po zakończeniu inwestycji wartej 93 miliony złotych jezioro zostanie zarybione na koszt spółki.
Straty materialne mieszkańców i protesty wędkarzy
Ze stanowiskiem inwestora nie zgadzają się lokalne organizacje oraz mieszkańcy Pilchowic. Przedstawiciele Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra opisali sytuację w mediach społecznościowych, zaznaczając, że „obraz szkód jest przerażający, a zapach trudny do opisania". Jak podają wędkarze, próby odłowu żywych ryb okazały się spóźnione ze względu na tempo uwalniania zanieczyszczeń.
Właściciele okolicznych obiektów turystycznych mówią o poważnych stratach finansowych, jakie ponieśli, musząc zawiesić działalność w środku sezonu. Igor Glinda nie kryje emocji. Po latach pracy włożonej w rozwój tego miejsca, jak wyznał reporterom, „po prostu pękł na widok tych martwych ryb i poleciały łzy".