Rozgoryczona Świątek wypaliła to tuż po klęsce w Australian Open. Kibice są zaniepokojeni
Porażka Igi Świątek w ćwierćfinale Australian Open odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych oraz zagranicznych serwisach informacyjnych. Polska tenisistka tuż po bolesnej przegranej z Jeleną Rybakiną złożyła deklarację, która wywołała spore poruszenie i niepokój wśród ekspertów oraz wiernych fanów dyscypliny.
- Bolesne pożegnanie z marzeniami o tytule
- Szokująca decyzja o zmianie kalendarza
- Frustracja tempem wprowadzania zmian
- Powrót do starych nawyków pod presją
Bolesne pożegnanie z marzeniami o tytule
Rywalizacja w Melbourne zakończyła się dla Polki w sposób niezwykle dotkliwy, co potwierdzają pomeczowe statystyki publikowane przez "The Tennis Letter". Jelena Rybakina, okrzyknięta "Terminatorem", pokonała Świątek 7:5, 6:1, nie dając jej w drugim secie żadnych szans na nawiązanie wyrównanej walki.
Dla Igi ten wynik oznacza koniec marzeń o skompletowaniu Wielkiego Szlema w tym roku, co wyraźnie wpłynęło na jej nastroje podczas spotkania z dziennikarzami. Sportsmenka przyznała, że zmiany techniczne są dla niej procesem żmudnym:
„Pewne kwestie techniczne są dla mnie dość trudne, by przejść przez proces ich zmiany w płynny sposób”.
Szokująca decyzja o zmianie kalendarza
Podczas konferencji Świątek ogłosiła plan, który może całkowicie odmienić jej nadchodzący sezon, ale jednocześnie budzi obawy o jej pozycję w rankingu WTA. Tenisistka zadeklarowała, że zamierza zrezygnować z udziału w niektórych prestiżowych turniejach rangi 1000, aby zyskać czas na spokojny trening i regenerację. Jak sama podkreśliła, stawia teraz na długofalowy rozwój zamiast doraźnej pogoni za punktami:
„Zasadniczo skupię się na tym i zobaczymy, co będzie dalej. Jest kilka rzeczy, które mogę zmienić, by grać lepiej. Spróbuję to zrobić w nadchodzących tygodniach i miesiącach”.
Frustracja tempem wprowadzania zmian
Kluczowym powodem rozgoryczenia Igi jest trudność w implementacji poprawek technicznych, nad którymi pracowała z nowym sztabem w okresie przygotowawczym. Polka ze szczerością spogląda na konkurencję z męskiego touru, co wywołało poruszenie wśród komentatorów szukających przyczyn jej obecnej formy.
„Widzę na przykład Carlosa, który zmienia serwis co roku. Dla mnie jedna mała rzecz zajmuje znacznie więcej czasu” – wyznała Świątek.
Świadomość, że u innych proces ten przebiega sprawniej, pogłębiła jej poczucie frustracji po przegranym meczu, w którym serwis okazał się jej najsłabszym punktem.
Powrót do starych nawyków pod presją
Największym wyzwaniem dla Polki pozostaje automatyzm, który w sytuacjach stresowych bierze górę nad nowo wypracowanymi elementami techniki na korcie. Iga zauważa, że w ogniu walki turniejowej nie ma miejsca na analizowanie każdego ruchu, co nieuchronnie prowadzi do błędów:
„Podczas gry nie chcesz myśleć o tego typu detalach. Wtedy wszystko wraca do starych schematów”.
Wbijając szpilę organizatorom za zbyt gęsty harmonogram, podkreśliła, że bez przerwy od meczów nie zdoła trwale wyeliminować błędów. Kibice drżą o jej przyszłość, jednak Iga wierzy, że to jedyna droga do odzyskania stabilizacji.