Rosja nie mogła wymarzyć sobie lepszego scenariusza. Chodzi o ropę
Amerykańska machina strategiczna zacięła się w najgorszym możliwym momencie, serwując Moskwie i Pekinowi prezent, o którym dotąd mogły tylko marzyć. Obserwuję, jak uwikłanie Pentagonu w ryzykowny teatr bliskowschodni staje się gwoździem do trumny zachodniej dominacji, podczas gdy nasi najwięksi rywale z cynicznym uśmiechem otwierają szampana. To nie jest już tylko kryzys dyplomatyczny – to geopolityczne samobójstwo na raty, za które zapłaci przede wszystkim krwawiąca Ukraina.
- Rosyjska bonanza: Zniesienie sankcji naftowych i wysokie ceny surowców to bezpośredni zastrzyk gotówki dla machiny wojennej Putina
- Paraliż logistyczny: Zaangażowanie USA na Bliskim Wschodzie drastycznie ogranicza dostawy amunicji i sprzętu dla ukraińskiej armii
- Oś Moskwa-Pekin-Teheran: Wsparcie wywiadowcze Chin i Rosji umożliwiło Iranowi uderzenie w czułe punkty amerykańskiej infrastruktury
Szampan na Kremlu i surowcowa hossa
Moim zdaniem Rosja nie może bawić się lepiej. To jest ten moment, gdy w moskiewskich gabinetach strzelają korki szampana, a Władimir Putin z niedowierzaniem patrzy na tempo, w jakim Waszyngton demontuje własną architekturę sankcji. Gwałtowny wzrost cen ropy i konieczność stabilizacji rynków wymusiły na USA zdjęcie sankcji na rosyjską ropę, co w połączeniu ze skokowym wzrostem jej wartości generuje dla Kremla gigantyczne zyski. Amerykanie, dławiąc się własną polityką, sami podali tlen dogorywającej gospodarce agresora, niwelując lata wysiłków na rzecz izolacji finansowej Rosji.
Ukraina na ołtarzu amerykańskich błędów
Niestety, nie doszacowałem tempa, w jakim priorytety USA ulegną przesunięciu kosztem Kijowa. Widzimy już wyraźne sygnały, że przekazywanie uzbrojenia na Ukrainę zostanie spowolnione, a rykoszetem dostaną nawet zakupy realizowane przez Europejczyków. Dla Kijowa to scenariusz katastrofalny. Amerykańska administracja, miotając się między wsparciem dla Izraela a gaszeniem pożarów na Bliskim Wschodzie, traci z oczu front wschodni. Skoro zasoby są ograniczone, wybór „nowego” konfliktu oznacza wyrok dla starego. Z perspektywy Moskwy: „Czego tu nie lubić?”.
Pekin układa hegemona do snu
Z kolei strategia Chin to pokaz brutalnej, azjatyckiej cierpliwości. Pekin nie musi wysyłać lotniskowców; wystarczy mu wsparcie wywiadowcze dla Iranu, które – jak sądzę – pozwoliło Teheranowi skutecznie wyeliminować kluczowe amerykańskie instalacje świadomości sytuacyjnej. Chińczycy patrzą na USA jak na „rozszalałego dziadunia z Alzheimerem”, którego należy powoli i spokojnie złożyć do łóżeczka, czekając, aż sam zwinie się na półkulę zachodnią. W tej sytuacji Pekinowi wystarczy po prostu czekać i pozwalać Stanom Zjednoczonym robić jedną głupotę za drugą, aż ich globalna dominacja ostatecznie wyparuje.
Więcej w moim programie “Obraz Świata”: