Przedsiębiorcy zadowoleni. Premier wstrzymuje reformę
Nagły zwrot w pracach legislacyjnych nad uprawnieniami organów kontrolnych wywołał falę komentarzy w środowisku gospodarczym. Decyzja o wycofaniu projektu, który miał fundamentalnie zmienić relacje na linii pracodawca-inspektor, jest interpretowana jako sygnał powrotu do bardziej wyważonego dialogu społecznego. Widać głęboką ulgę sektora przedsiębiorstw, który od miesięcy sygnalizował ryzyka systemowe związane z planowaną centralizacją kompetencji w rękach urzędników.
- Dlaczego premier zdecydował o wstrzymaniu reformy Państwowej Inspekcji Pracy?
- Jakie argumenty ma biznes przeciwko proponowanej reformie PIP?
- Dlaczego proponowane uprawnienia inspektora pracy budzą obawy przedsiębiorców?
- Czego oczekują środowiska biznesowe od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej?
Dlaczego premier zdecydował o wstrzymaniu reformy Państwowej Inspekcji Pracy?
Decyzja o odrzuceniu reformy Państwowej Inspekcji Pracy została podjęta bezpośrednio przez premiera Donalda Tuska. W rezultacie rząd zdecydował o przystopowaniu prac legislacyjnych nad zmianami, które w pierwotnych założeniach miały stanowić „rewolucję” oraz „przewrót kopernikański”.
Zgodnie z wytycznymi premiera, projekt nakazano ponownie przygotować Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, co stanowi odpowiedź na głosy krytyków ostrzegających, że z nieprzygotowanej instytucji planowano stworzyć „super-urząd”.
Kluczowym czynnikiem operacyjnym jest stanowisko szefa rządu, który wyraził życzenie, aby ostateczne rozstrzygnięcia w kwestiach spornych, takich jak przekształcanie umów, pozostawały w gestii sądów, a nie inspektorów.
Taki kierunek działań spotkał się z poparciem pracodawców, którzy wyrażają zadowolenie z podjętych kroków. Pozytywną ocenę sformułowała między innymi Północna Izba Gospodarcza, a prezes BCC Łukasz Bernatowicz uznał wstrzymanie prac za „krok w dobrą stronę”.
Przedsiębiorcy pozytywnie przyjęli decyzję premiera dotyczącą projektu ustawy, co było ruchem oczekiwanym przez środowiska biznesowe. Formalne odesłanie projektu do właściwego resortu nastąpiło po ostatnim posiedzeniu rządu w 2025 roku.

Jakie argumenty ma biznes przeciwko proponowanej reformie PIP?
Organizacje takie jak BCC, FPP czy Północna Izba Gospodarcza zwracają uwagę na brak konsultacji, co jest oceniane negatywnie przez przedsiębiorców. Firmy od dawna krytykowały projekt, a obecnie podkreślają, że nowelizacja nie była wystarczająco dyskutowana ze środowiskiem biznesu, przez co uwagi pracodawców zostały pominięte.
Główna linia argumentacji przeciwko reformie PIP opiera się na wskazaniu zbyt szerokich kompetencji inspektorów, które w pierwotnej wersji byłyby analogiczne do uprawnień sądu pracy. Organizacje biznesowe ostrzegają, że wdrożenie takich zmian niosłoby za sobą ryzyko chaosu prawnego oraz wzrostu szarej strefy, a w konsekwencji doprowadziłoby do zakorkowania sądów pracy.
Środowiska biznesowe oczekują, że Inspekcja Pracy skoncentruje się na funkcji kontrolnej, realizowanej w formie bardziej reaktywnej i intensywnej, przy jednoczesnym zagwarantowaniu pracodawcom możliwości odpowiedzi na decyzje urzędników. Z perspektywy rynku „głos przedsiębiorców został usłyszany”, a Hanna Mojsiuk z Północnej Izby Gospodarczej zaznaczyła, że sam pomysł zmian nie budzi protestu.
Dlaczego proponowane uprawnienia inspektora pracy budzą obawy przedsiębiorców?
Istota sporu koncentruje się na uprawnieniach pozwalających inspektorom na uznawanie umów cywilnoprawnych za etaty, co stanowiło kluczowy element proponowanych regulacji. Projekt przewidywał możliwość dokonywania takich zmian bez kontroli sądu, co pracodawcy konsekwentnie negowali.
W ocenie Łukasza Bernatowicza rozszerzanie kompetencji nie może prowadzić do domniemania winy ani zastępowania wyroków sądowych decyzjami administracyjnymi, co budzi obawy o brak możliwości skutecznej obrony ze strony pracodawcy.
Przedsiębiorcy podkreślają, że „rozszerzanie kompetencji organów kontrolnych nie może oznaczać domniemania winy przedsiębiorcy”, a w toku prac legislacyjnych wskazywano na daleko idące konsekwencje tych zapisów zarówno dla firm, jak i pracowników.
Federacja Przedsiębiorców Polskich podkreśla, że wyposażenie inspektorów w prawo do samodzielnej zamiany umów wpłynęłoby negatywnie na konkurencyjność gospodarki, a zdaniem przedsiębiorców mogłoby to stymulować rozrost szarej strefy.
Północna Izba Gospodarcza sugeruje, by funkcja kontrolna była bardziej reaktywna, a organizacje biznesowe zaznaczają, że „koszty potencjalnych błędnych decyzji urzędniczych nie mogą być zrzucane na przedsiębiorców” i postulują wprowadzenie odpowiedzialności finansowej urzędu za błędy.
Czego oczekują środowiska biznesowe od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej?
Pracodawcy oczekują realnego dialogu, ponieważ Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie wykazywało dotychczas otwartości na rozmowy, a dyskusja w Radzie Ministrów ujawniła brak transparentności działań resortu.
Eksperci FPP wskazują wprost, że czują się oszukani, gdyż kluczowe zmiany nie były uzgadniane z partnerami społecznymi, jednak Północna Izba Gospodarcza zadeklarowała gotowość do podjęcia rozmów z ministerstwem.
W ramach rekomendacji Północna Izba Gospodarcza radzi resortowi pracy „więcej otwartości na głos przedsiębiorców” oraz domaga się, aby decyzje Inspekcji Pracy umożliwiały pracodawcy przedstawienie swojego stanowiska w odpowiedzi.
Przedstawiciele biznesu uważali, że w proponowanym kształcie reforma „nie mogła się udać”. Jednocześnie Północna Izba Gospodarcza wskazuje, że przy większym uwzględnieniu opinii rynku proces legislacyjny przebiegnie tak, że „będzie wtedy rozsądniej, poważniej i bez chaosu”.