Prąd może podrożeć do ponad 700 zł za MWh. Winny "obóz prezydenta"?
Polska energetyka stoi w obliczu gruntownej przebudowy, której stawką jest nie tylko bezpieczeństwo dostaw, ale przede wszystkim portfele odbiorców końcowych. W publicznej debacie ścierają się wizje dotyczące tempa odchodzenia od paliw kopalnych oraz roli, jaką w przyszłym miksie odegrają źródła odnawialne. Najnowsze aktualizacje dokumentów strategicznych oraz deklaracje przedstawicieli rządu rzucają nowe światło na planowaną trajektorię zmian, jednocześnie wywołując pytania o koszty i realność przyjętych założeń.
- Cele Krajowego Planu Energetycznego
- Bariery prawne i prognozy cenowe w sektorze wiatrowym
- Krytyka i wyzwania społeczne transformacji
- Infrastruktura i prognozy zapotrzebowania na moc
Cele Krajowego Planu Energetycznego: rewizja ambicji OZE
W grudniu resort energii opublikował zaktualizowany Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) obejmujący perspektywę do 2030 roku, z dalszym horyzontem sięgającym roku 2040, przy czym kolejna aktualizacja dokumentu przewidziana jest na 2028 rok. Istotnym punktem odniesienia pozostają wcześniejsze, bardziej ambitne założenia opracowane przez resort klimatu, które celowały w osiągnięcie blisko 80 procent udziału OZE do 2040 roku. Obecna propozycja Ministerstwa Energii rewiduje te plany, sugerując konieczność zapoznania się z naturą kontraktów różnicowych i warunkami dla elektrowni jądrowej PEJ1, która według prognoz za 15-20 lat może wymagać dopłat.
Zaktualizowany dokument wyznacza cel wzrostu produkcji energii ze źródeł odnawialnych do poziomu 51-53 procent w perspektywie roku 2030. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) oceniło nową wersję KPEiK jako administracyjne hamowanie rozwoju branży, wskazując na drastyczne cięcia w planowanych mocach. Niektóre opinie idą o krok dalej, sugerując wręcz, że stowarzyszenie „opowiada bajki”, jednak liczby pokazują wyraźną zmianę kursu: propozycja Ministerstwa Energii redukuje cel dla wiatraków na lądzie do 20,4 GW (wobec wcześniejszych 34,5 GW) oraz ogranicza plany dla morskiej energetyki wiatrowej z 18 GW do 11,8 GW.
Bariery prawne i prognozy cenowe w sektorze wiatrowym
Minister energii Miłosz Motyka w medialnych wypowiedziach nie wykluczył zwiększenia udziału lądowej energetyki wiatrowej, uzależniając to jednak od jej prawnego lub administracyjnego odblokowania, co zapowiedział w kontekście planów aktualizacji KPEiK. Szef resortu wyraził wyraźną wolę zmian, stwierdzając:
Bardzo byśmy chcieli, by ta energetyka została odblokowana. - Dodał, że ma nadzieję, że po modyfikacjach prawnych lub decyzjach środowiskowych będzie można mówić o większej ilości mocy wiatrowych w systemie.
Jednocześnie zaznaczył istnienie barier politycznych, wskazując, że „obóz prezydenta uważa zupełnie inaczej”.
Analizy ekonomiczne PSEW sugerują, że scenariusz oparty na niskim udziale wiatru może wywindować hurtowe ceny energii w 2040 roku do poziomu 724 zł/MWh, podczas gdy wariant zakładający dynamiczny rozwój farm lądowych i morskich mógłby obniżyć te koszty do 282 zł/MWh już w 2035 roku.
Warto odnotować, że cena energii z morskich farm wiatrowych, ustalona na aukcji w grudniu 2025 roku na poziomie 492 zł/MWh, będzie obowiązywać przez 15 lat. Oprócz kwestii cenowych, Resort Klimatu i Środowiska podejmuje działania legislacyjne, proponując usprawnienia procesu inwestycyjnego dla lądowych farm wiatrowych (bez zapisów o minimalnej odległości) oraz ponawiając zapisy o aukcjach dla instalacji biometanowych powyżej 1 MW, dążąc do skierowania projektu na komitet stały Rady Ministrów.
Krytyka i wyzwania społeczne transformacji
W debacie publicznej pojawia się silny sceptycyzm, przejawiający się w przekonaniu, że oficjalna komunikacja energetyczna przypomina propagandę z czasów schyłkowego PRL-u, a powszechna frustracja związana z brakiem „taniego prądu” jest widoczna w codziennych dyskusjach medialnych. Społeczeństwo odczuwa rozdźwięk między spadkiem cen węgla na rynkach światowych do poziomów sprzed 2022 roku a wciąż wysokimi rachunkami, co rodzi podejrzenia o sztuczne zawyżanie cen i obawy, że miliony obywateli będą coraz mocniej obciążane kosztami energii i gazu.
Fundamentalnym zarzutem krytyków OZE jest niestabilność tych źródeł: podkreślają oni, że niezależnie od liczby wiatraków i zainstalowanej mocy, przy braku wiatru produkcja wynosi zero, co wymusza utrzymywanie równoległego systemu opartego na stabilnych źródłach w celu zabezpieczenia gospodarki. Choć kontrakty różnicowe (CfD) teoretycznie gwarantują opłacalność inwestycji w OZE, pojawiają się głosy, że w normalnych warunkach rynkowych technologie te nie rozwinęłyby się na taką skalę, a obietnice taniej energii należy traktować z rezerwą. Jako przestrogę przywołuje się przykład Niemiec, gdzie mimo obietnic sprzed 20 lat i dużej liczby wiatraków, energia w 2025 roku pozostaje droga.
W polskim kontekście politycznym niskie poparcie dla PSL bywa wiązane z ich narracją o wiatrakach, podczas gdy inni komentatorzy obarczają „radykalną prawicę” winą za blokowanie rozwoju tej technologii, ironizując jednocześnie na temat możliwości ogrzania się „tanim prądem z węgla”.
Infrastruktura i prognozy zapotrzebowania na moc
Pod koniec grudnia Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) potwierdziły techniczną gotowość infrastruktury przesyłowej do przyjęcia mocy z morskich farm wiatrowych, informując, że kluczowe stacje i linie pomyślnie przeszły próby napięciowe, a cena z offshore będzie corocznie indeksowana o inflację. Symulacje przeprowadzone przez Forum Energii wskazują, że do 2030 roku Polska może potrzebować aż 56 GW nowych mocy wytwórczych, z czego 46 GW powinny stanowić odnawialne źródła energii. Uzupełnieniem tego systemu, według tych samych analiz, musi być uruchomienie magazynów energii o łącznej mocy 17 GW i pojemności 70 GWh.
Eksperci przewidują, że węgiel stanie się paliwem marginalnym już od 2035 roku, co wymusza rewizję umowy społecznej z górnikami. Szybsze odejście od dotychczasowego modelu węglowego może przynieść wymierne korzyści finansowe, szacowane przez analityków na poziomie 60 miliardów złotych oszczędności.