Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Portowa żyła złota i powiązania z elitami. Jak narodził się trójmiejski półświatek
Wojciech Mulik
Wojciech Mulik 19.05.2026 11:03

Portowa żyła złota i powiązania z elitami. Jak narodził się trójmiejski półświatek

Portowa żyła złota i powiązania z elitami. Jak narodził się trójmiejski półświatek
Trójmiejski półświatek w PRL Fot. Canva

Tuż po II wojnie światowej zrujnowane Trójmiasto przyciągało poszukiwaczy wrażeń, awanturników i życiowych rozbitków. Szybka delegalizacja prywatnej inicjatywy przez władze komunistyczne zepchnęła lokalną przedsiębiorczość do podziemia, tworząc specyficzny, zamknięty ekosystem. Z biegiem dekad bałtyckie porty przekształciły się w tętniące życiem centrum nielegalnego handlu walutami i luksusowego seksbiznesu. Z tego nieoficjalnego źródła pełnymi garściami czerpali nie tylko pospolici przestępcy, ale również PRL-owskie elity. O kulisach narodzin tej przestępczej symbiozy opowiada dziennikarz śledczy Bertold Kittel w rozmowie na łamach serwisu Goniec.pl.

Ziemia obiecana na gruzach

Zaraz po zakończeniu działań wojennych Gdańsk przypominał postapokaliptyczną scenerię. Niemal całkowicie opustoszałe i zrujnowane miasto stało się jednak magnesem dla mężczyzn szukających nowego otwarcia – zdemobilizowanych żołnierzy, byłych partyzantów czy funkcjonariuszy milicji, którzy nie mieli przed sobą jasnych perspektyw. Szybko rodząca się tam nowa tkanka społeczna od początku miała charakter wybitnie awanturniczy.

System komunistyczny, który wkrótce zdusił legalną gospodarkę rynkową, paradoksalnie dał impuls do rozwoju szarej strefy.

– Wszyscy, którzy mieli pomysł na jakikolwiek biznes, zeszli do podziemia. A przecież Gdańsk to miasto portowe, do którego rocznie przyjeżdżało kilkadziesiąt tysięcy marynarzy dewizowych – wyjaśnia w “Rozmowie Gońca” Bertold Kittel, rzucając światło na genezę zjawiska.

Dolarowe eldorado komunistycznej Polski

Kluczowym czynnikiem stymulującym rozwój trójmiejskiego podziemia był stały napływ obcokrajowców. Marynarze z zachodnich statków, schodząc na ląd, przywozili ze sobą twardą walutę, która w realiach niedoborów PRL-u miała wartość wręcz magiczną. Wokół portów błyskawicznie wyrósł potężny, nielegalny przemysł oparty na cinkciarstwie i usługach rozrywkowych. Pracowało w nim kilkadziesiąt tysięcy ludzi, obsługujących nie tylko marynarzy, ale z czasem także zagranicznych biznesmenów.

– Byli to ludzie, którzy na jeden wieczór mieli do wydania na przykład pięćdziesiąt dolarów. Wtedy była to fortuna, dla zwykłego robotnika nieosiągalna nawet przez kilka lat ciężkiej pracy. Ci zagraniczni goście stali się dla miejscowych prawdziwą żyłą złota – dodaje dziennikarz w rozmowie z Gońcem.

Działalność ta z czasem stawała się coraz lepiej zorganizowana, dając podwaliny pod zorganizowane grupy przestępcze lat dziewięćdziesiątych.

– Te powiązania sięgają jeszcze lat osiemdziesiątych. Zaczęły się w głębokim komunizmie, kiedy główną działalnością gdańskiego półświatka było cinkciarstwo, czyli po po prostu handel walutami – precyzuje Kittel.

Zobacz także:

Tajemnice sopockiego Grand Hotelu

Tam, gdzie pojawiały się ogromne, nieopodatkowane pieniądze, natychmiast rozwijał się seksbiznes. Trójmiejski półświatek szybko wyszedł z portowych spelun i przeniósł się do luksusowych lokali, w których bywali partyjni dygnitarze, dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw oraz oficerowie służb. Miejscem owianym szczególną legendą stał się sopocki Grand Hotel, stanowiący nieformalne centrum spotkań elit i czołowych postaci podziemia.

To właśnie w takich miejscach prostytucja przybrała formę zinstytucjonalizowaną, całkowicie tolerowaną przez władze.

– Kwitła wówczas luksusowa prostytucja hotelowa, o czym wielokrotnie słyszeliśmy choćby w kontekście sopockiego Granda, dokąd regularnie sprowadzano kobiety – mówi rozmówca Gońca.

Przestępcza symbioza na salonach

Najbardziej uderzającym aspektem trójmiejskiego fenomenu nie była sama skala nielegalnego procederu, lecz fakt, jak głęboko przenikał on do oficjalnego życia miasta. Czerpanie korzyści z czarnego rynku czy usług sutenerów nie było powodem do ostracyzmu. Przeciwnie – dla wielu przedstawicieli ówczesnego establishmentu stanowiło naturalny element funkcjonowania na Wybrzeżu.

Ta moralna elastyczność i symbioza półświatka z elitami stworzyły unikalny klimat, w którym zacierano granice między tym, co legalne, a tym, co przestępcze.

– Trudno sobie wyobrazić, by szanowani obywatele z Poznania czy Krakowa funkcjonowali na co dzień w otoczeniu ludzi związanych z sutenerstwem czy podobnymi procederami – podsumowuje Kittel w “Rozmowie Gońca”.

W Trójmieście jednak nikogo to nie dziwiło. Układy nawiązane przy hotelowych barach w czasach PRL-u przetrwały transformację ustrojową, kładąc się długim cieniem na późniejszej historii polskiego biznesu i polityki. Zrozumienie tych mrocznych mechanizmów jest dziś kluczem do pojęcia, jak formowały się fortuny i strefy wpływów w III Rzeczypospolitej.

Źródło: Goniec

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji