Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Polska wersja Breaking Bad? 73-letni chemik zbudował narkotykowe imperium
Katarzyna Prędotka
Katarzyna Prędotka 26.01.2026 13:57

Polska wersja Breaking Bad? 73-letni chemik zbudował narkotykowe imperium

Polska wersja Breaking Bad? 73-letni chemik zbudował narkotykowe imperium
fot. Frank Ockenfels/AMC/CBŚP

Na sali sądowej nie było Saula Goodmana ale… był Walter White. 73 lata. Starszy, dystyngowany… „Profesor”, którego historia, to nie adaptacja czy luźne nawiązanie do historii chorego na raka nauczyciela z Ameryki. To Walter White może być tutaj nawiązaniem do Ryszarda J., polskiego chemika, który stał się baronem narkotykowym. Nieuchwytnym, i tak naprawdę, do końca nie zrozumianym. To opowieść, która zadziwiła brytyjskie służby specjalne. 

  • Zabezpieczono 120 kilogramów substancji chemicznych.
  • „Profesor” nie był tam gościem, był architektem tego miejsca. 
  • Miał ten rodzaj umysłu, który widzi wzory tam, gdzie inni widzą chaos.

Rozdział I. Laboratorium, które nie istniało

Zaprojektował linię produkcyjną, modyfikował proces syntezy i kontrolował jakość produktu. To nie była typowa „dziupla” – brudna, śmierdząca i prowizoryczna. Miejsce, w którym Ryszard J. tworzył swój „produkt”, było niczym sterylne zaplecze koncernu farmaceutycznego. Gdy we wrześniu 2018 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) weszli do magazynu w Gdańsku, na chwilę zamilkli. Tam nie było tylko czysto. Szklane kolby o wartości tysięcy złotych, precyzyjne systemy chłodzenia, autorskie instalacje do syntezy chemicznej. Wszystko lśniło. W powietrzu nie unosił się żaden zapach, bo system wentylacji był tak zaawansowany.

Na miejscu zabezpieczono 120 kilogramów substancji chemicznych. Biegli, którzy później badali to miejsce, orzekli jednoznacznie: wydajność tego laboratorium była przemysłowa. To nie była manufaktura. To była fabryka. „Profesor” nie był tam gościem, był architektem tego miejsca. Stworzył to laboratorium od podstaw – od skomplikowanej aparatury, przez nowatorskie metody omijania zakazów chemicznych, aż po rygorystyczną kontrolę finalnego produktu. Był mózgiem operacji, a nie tylko wykonawcą.

Sędzia Aleksandra Kaczmarek, wydając wyrok 20 lat pozbawienia wolności, zwróciła uwagę na ten dysonans. Mówiła o człowieku, który jest koneserem sztuki, miłośnikiem muzyki klasycznej i narciarstwa. O człowieku, którego wiedza chemiczna przewyższa kompetencje większości absolwentów współczesnych uczelni, ale… mimo to, największą frajdę sprawia mu prowadzenie działalności przestępczej.

Polska wersja Breaking Bad? 73-letni chemik zbudował narkotykowe imperium
fot. Policja Świętokrzyka/zatrzymanie Ryszarda J.

Rozdział II. Szachista z Kielc

Zanim Ryszard J. stał się postrachem europejskich wydziałów antynarkotykowych, był dumą Skarżyska-Kamiennej i nadzieją polskiej nauki. Urodzony na początku lat 50., od dziecka wykazywał ponadprzeciętną inteligencję, a jako nastolatek zdobył tytuł mistrza województwa kieleckiego, w kategorii juniorów.  

Mijały kolejne lata. Jego kariera w świecie nauki nabierała tempa. W latach 70. i 80. pracował akademicko w Instytucie Chemii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Kielcach (obecnie Uniwersytet Jana Kochanowskiego). Prowadził zajęcia ze studentami, publikował, badał. Koledzy z tamtych lat wspominają go jako błyskotliwego, choć nieco wycofanego. Miał ten rodzaj umysłu, który widzi wzory tam, gdzie inni widzą chaos.

Przyszły lata 90. i dobrze znany, dziki kapitalizm. Ryszard J. prawdopodobnie uznał, że jego wiedza jest towarem, którego państwo nie potrafi wycenić, ale rynek – owszem, tyle, że to był czarny rynek. W 2000 roku usłyszał pierwszy wyrok. Wpadł w Austrii, gdzie zlikwidowano laboratorium produkujące tabletki ecstasy. Wtedy jeszcze traktowano go jako chemika jednego z wielu. Nikt nie przypuszczał, że to dopiero rozgrzewka przed jego magnum opus.

Rozdział III. „Breaking Bad” po polsku

Brytyjska agencja do spraw walki z przestępczością zorganizowaną (NCA) od dłuższego czasu obserwowała dziwne zjawisko na rynku amfetaminy. Standardem na ulicach Londynu czy Manchesteru był „towar” o czystości rzędu 5-10 procent. Resztę stanowiły wypełniacze: kofeina, glukoza, a czasem trutka na szczury. Nagle jednak dilerzy zaczęli oferować coś, co w slangu nazywano „szampanem”. Amfetaminę o czystości między 78 a 80 procent.

Dla organizmu przyzwyczajonego do ulicznego syfu, taka dawka mogła być śmiertelna. Dla policji była zagadką. I to właśnie tutaj, w Wielkiej Brytanii, nie w Polsce, narodziła się legenda Ryszarda J. To właśnie tam zyskał przydomek, który przylgnął do niego na zawsze: „Polski Walter White”. Główny śledczy z NCA Dave Archer powiedział: „To było tak, jakby wykorzystali fabułę Breaking Bad do wymyślenia całego pomysłu”.

Brytyjskie służby, zdawały sobie sprawę, że tak czystej substancji nie da się wyprodukować w garażu, mieszając składniki w wiadrze. To wymagało warunków laboratoryjnych i wiedzy. Trop doprowadził śledczych do Grantham w hrabstwie Lincolnshire. W niepozornym budynku gospodarczym odkryli ukryte przejście. Za nim znajdował się podziemny bunkier. W środku – Ryszard J., wówczas 62-letni, w fartuchu, goglach ochronnych, pochylony nad aparaturą.

Brytyjscy biegli byli w szoku. Ryszard J. nie korzystał z gotowych „przepisów” dostępnych w Internecie. Opracował własną metodę syntezy, wykorzystującą nitropropen, czyli organiczny związek chemiczny, wykorzystywany do produkcji amfetaminy i metamfetaminy oraz jako półprodukt w syntezie farmaceutycznej. Co więcej, każdy etap produkcji był przez niego modyfikowany tak, by zwiększyć wydajność. Z 10 litrów odczynników potrafił uzyskać od 7 do 8 kilogramów czystej amfetaminy. To tak, jakby z jednego silnika wyciągnąć moc bolidu F1 przy spalaniu miejskiego auta.

W bunkrze znaleziono zapasy, które pozwalały na wyprodukowanie narkotyków o czarnorynkowej wartości 4 milionów funtów. Kolejna partia towaru opuszczała linię co 48 godzin. W sterylnej ciszy laboratorium przestał być człowiekiem, a stał się najwydajniejszym elementem aparatury. Działał z regularnością metronomu – bez emocji, bez zmęczenia i bez błędu.

Rozdział IV. Metoda „R”

To, co wyróżniało Ryszarda J., to nie tylko skala, ale innowacyjność. W świecie przestępczym, gdzie większość „kucharzy” to samoucy postępujący według schematu „dodaj A do B”, on był artystą improwizacji.

Podczas procesu w Wielkiej Brytanii (gdzie dostał 9 lat pozbawienia wolności), wyszło na jaw, że „Profesor” celowo komplikował proces chemiczny. Wszystko po to aby utrudnić pracę policji. Wiedział, jakie prekursory są monitorowane przez służby. Dlatego opracował metodę pozyskiwania ich z legalnie dostępnych środków chemicznych, które nie budziły podejrzeń.

Prekursory, czyli substancje chemiczne będące głównymi składnikami niezbędnymi do wyprodukowania narkotyku. To „baza”, z której powstaje finalny produkt. Wiele prekursorów ma legalne zastosowanie (np. w przemyśle farbiarskim czy farmaceutycznym), a służby śledzą ich sprzedaż. Jeśli ktoś kupuje ich hurtowe ilości, natychmiast trafia na celownik policji (np. słynne BMK do produkcji amfetaminy). Natomiast Ryszard J., zamiast kupować gotowy, monitorowany prekursor (co jest ryzykowne), to kupował inne, w pełni legalne i niepodejrzane odczynniki (tzw. pre-prekursory), z których samodzielnie wytwarzał ten właściwy składnik w swoim laboratorium. Inaczej mówiąc: służby pilnują sprzedaży mąki (prekursor), żeby nikt nie upiekł nielegalnego ciasta. Ryszard J. zamiast kupować mąkę, kupował zboże (legalne środki) i sam je mielił, omijając system kontroli.

Amfetamina wyprodukowana przez „Profesora” była tak czysta, że dilerzy musieli ją „chrzcić” (rozcieńczać) czterokrotnie mocniej niż zwykle, tak aby nadawała się do sprzedaży detalicznej. Z jednego kilograma produktu „Profesora” powstawało pięć, a nawet dziesięć kilogramów towaru ulicznego. To generowało gigantyczne zyski dla grup przestępczych, które go zatrudniały. On sam choć żył skromnie, to był opłacany po królewsku. Pieniądze inwestował, w podróże i zwiedzanie muzeów. 

Produkcje tak czystego produkt, Ryszarda J. tłumaczył „kodeksem etycznym”. Twierdził, że jego zadaniem jest dostarczenie produktu najwyższej jakości, który jest „bezpieczny” chemicznie. Według niego czysta amfetamina była mniej szkodliwa, niż ta zanieczyszczona metalami ciężkimi czy rozpuszczalnikami, którą produkowali amatorzy.

Rozdział V. Nieuleczalny recydywista

Po odbyciu wyroku w Anglii i deportacji do Polski, Ryszard J. mógł przejść na emeryturę. Miał wiedzę, miał oszczędności, miał wiek, który uprawniał go do odpoczynku. Ale adrenalina i poczucie bycia „niezastąpionym” wygrały. Wrócił do gry niemal natychmiast. Laboratorium w Gdańsku, za które usłyszał wyrok w 2025 roku, było jego kolejnym arcydziełem. Działał w zorganizowanej grupie przestępczej, ale jego rola była autonomiczna. Był jak zewnętrzny konsultant i człowiek od zadań specjalnych.

Gdy wiosną 2025 roku policja zatrzymała „Profesora” ponownie – tym razem w rodzinnym Skarżysku – miał odbyć zaległą karę 5 lat pozbawienia wolności za produkcję tabletek gwałtu i ecstasy. Jednak zbieg okoliczności sprawił, że w momencie, gdy sąd w Gdańsku ogłaszał wyrok, „Profesor” był już za kratkami. Kumulacja wyroków oznacza, że Ryszard J. spędzi w celi kolejne 25 lat życia. Jeśli wyjdzie na wolność będzie miał 98 lat.

Epilog. Dziedzictwo „Profesora”

Sprawa Ryszarda J. to ewenement. Rzadko zdarza się, aby w produkcję narkotyków angażował się umysł tej klasy, z takim przygotowaniem akademickim. Zazwyczaj „chemikami” są zdolni samoucy. Tutaj organy ścigania, miały do czynienia z profesorem, który wiedzę zdobytą na uniwersytetach wykorzystał do budowy narkotykowego imperium. To opowieść o człowieku, który mógł uczyć kolejne pokolenia chemików, leczyć ludzi lub tworzyć nowe leki. Zamiast tego, jego dziedzictwem są tysiące kilogramów białego proszku, który trafił do Europy i do… ludzi. W celi więziennej Ryszard J. nadal czyta książki i, jeśli pozwalają na to strażnicy, gra w szachy. Ale jego najważniejsza partia – ta o wolność i godne życie – zakończyła się matem. Polski Walter White nie zbudował imperium dla rodziny, jak jego serialowy odpowiednik. Zbudował je dla własnego ego. I to ego ostatecznie go pogrzebało.

źródło: ustalenia własne, The Mirror

 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Komisja Europejska, Karol Nawrocki
Bruksela pozywa Polskę do TSUE i wnosi o kary. To pokłosie decyzji Nawrockiego
Mieszko R., policja
Nowe fakty ws. zabójcy z UW. Wyjdzie po 2 latach? Prawniczka ujawnia szczegóły
szkoła
Poważny incydent w Otwocku. Rodzice dzieci prawie zeszli na zawał. Chodzi o szkołę
Zakaz sprzedaży alkoholu
Terapeutka uzależnień o nocnym zakazie sprzedaży alkoholu. "Bez terapii to za mało"
"W żywe oczy kłamie". Ziobro atakuje Ministra Sprawiedliwości. Nie przebierał w słowach
"W żywe oczy kłamie". Ziobro atakuje Ministra Sprawiedliwości. Nie przebierał w słowach
płyta indukcyjna
[QUIZ] Ile naprawdę wiesz o swoich rachunkach za prąd? Możesz się zdziwić