Takie wieści o emeryturach to zimny prysznic. Mogą dostać grosze
System emerytalny, który przez dekady dawał Polakom poczucie względnego bezpieczeństwa, wchodzi w fazę głębokiego kryzysu. Dla osób, które zakończą aktywność zawodową w drugiej połowie XXI wieku, przejście na emeryturę może oznaczać gwałtowne obniżenie poziomu życia. Eksperci nie mają wątpliwości: bez zmian w demografii, składkach i podejściu do oszczędzania, przyszłe świadczenia będą coraz bardziej symboliczne, a różnica między pensją a emeryturą stanie się szokująco duża.
• Demografia przeciwko emerytom
• Niskie składki dziś, niskie świadczenia jutro
• Państwo nie pomoże? Co czeka przyszłych seniorów
Demografia przeciwko emerytom. Liczby, których nie da się oszukać
U podstaw zbliżającego się kryzysu leży proces, którego nie da się zatrzymać jedną ustawą ani doraźną reformą. Polska gwałtownie się starzeje, a struktura ludności zmienia się szybciej, niż zakładano jeszcze kilkanaście lat temu. Z każdym rokiem ubywa osób w wieku produkcyjnym, a przybywa tych, którzy pobierają świadczenia. To fundamentalny problem dla systemu opartego na zasadzie solidarności pokoleń, w którym bieżące emerytury są finansowane ze składek osób pracujących.
Eksperci zwracają uwagę, że relacja między liczbą pracujących a liczbą emerytów ulega dramatycznemu pogorszeniu. W perspektywie kilkudziesięciu lat może dojść do sytuacji, w której niemal jeden pracujący będzie „utrzymywał” jednego emeryta. Taki układ oznacza chroniczny brak pieniędzy w systemie i konieczność stałego dokładania środków z budżetu państwa. Nawet szybki wzrost gospodarczy czy wyższa produktywność nie są w stanie zneutralizować skutków kurczącej się populacji aktywnych zawodowo. Ekonomiści podkreślają, że to nie pesymizm, lecz matematyka – a ta jest bezlitosna.
W długim horyzoncie oznacza to jedno: system będzie się dostosowywał poprzez stopniowe obniżanie realnej wartości nowych emerytur. Nie w formie jednorazowego cięcia, ale powolnego osuwania się świadczeń względem zarobków osób aktywnych zawodowo. Dla przyszłych emerytów różnica ta może okazać się bolesna i trudna do zaakceptowania.
Niskie składki dziś, niskie świadczenia jutro. Pułapka, w którą wpadają miliony
Demografia to tylko jedna strona problemu. Druga to decyzje podejmowane dziś przez pracowników i przedsiębiorców. Coraz większa część ubezpieczonych odprowadza składki od bardzo niskiej podstawy, często zbliżonej do minimalnego wynagrodzenia. Dotyczy to nie tylko osób o niskich dochodach, lecz także wielu samozatrudnionych, którzy korzystają z ulg i preferencyjnych rozwiązań składkowych.
Z punktu widzenia bieżących finansów takie rozwiązania są atrakcyjne – oznaczają niższe obciążenia i większą płynność. Problem pojawia się po latach, gdy okazuje się, że zgromadzony kapitał emerytalny jest niewystarczający do wypłaty sensownego świadczenia. W efekcie dwie osoby o podobnych realnych dochodach mogą otrzymać skrajnie różne emerytury, tylko dlatego, że jedna płaciła pełne składki, a druga korzystała z minimalnych.
Państwo próbuje łagodzić skutki tego zjawiska poprzez system emerytur minimalnych i dopłat z budżetu. To jednak rozwiązanie doraźne, które w przyszłości będzie generowało coraz większe koszty. Rośnie bowiem grupa osób, które nie wypracują nawet minimalnego świadczenia, a jednocześnie będą oczekiwać wsparcia publicznego. W dłuższej perspektywie oznacza to rosnącą presję na finanse państwa i podatników, którzy sami będą mieli coraz mniejsze szanse na godną emeryturę.
Państwo nie pomoże? Co czeka przyszłych seniorów
W debacie publicznej brakuje dziś odwagi do podejmowania trudnych decyzji. Podniesienie wieku emerytalnego, choć z ekonomicznego punktu widzenia skuteczne, pozostaje politycznym tabu. Zamiast tego mówi się o zachętach do dłuższej aktywności zawodowej, które jednak nie zmieniają zasad gry w sposób zasadniczy. Równocześnie utrzymywane są liczne wyjątki i ulgi składkowe, które osłabiają system od środka.
Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy państwo w przyszłości będzie w stanie realnie ochronić seniorów przed ubóstwem. Ekonomiści ostrzegają, że wraz ze wzrostem liczby emerytów ich siła polityczna będzie rosła, co może prowadzić do kosztownych i krótkowzrocznych decyzji, finansowanych długiem lub wyższymi podatkami. To z kolei uderzy w młodsze pokolenia, pogłębiając konflikt międzypokoleniowy.
W tej sytuacji coraz większa odpowiedzialność spada na jednostki. Specjaliści od lat apelują o dodatkowe oszczędzanie – poprzez indywidualne konta emerytalne, inwestycje czy długoterminowe programy odkładania kapitału. Problem w tym, że świadomość finansowa wciąż jest niska, a wielu Polaków odkłada myślenie o emeryturze „na później”. Tymczasem jedynym prawdziwym buforem bezpieczeństwa może okazać się własny kapitał oraz zmiany demograficzne, takie jak wzrost dzietności czy migracja, które jednak przyniosą efekty dopiero za dekady.
Rysuje się więc obraz przyszłości, w której system emerytalny coraz słabiej chroni obywateli, państwo ma ograniczone pole manewru, a brak indywidualnych przygotowań może oznaczać bolesne zderzenie z rzeczywistością po zakończeniu pracy zawodowej. Emerytura, zamiast spokojnym etapem życia, może stać się finansowym wyzwaniem, na które wielu Polaków nie jest dziś gotowych.
