Donald Trump ma budować gigantyczny bunkier! Sala Balowa to tylko przykrywka?
W historii amerykańskiej prezydentury niewiele tematów budziło tyle emocji, co bezpieczeństwo głowy państwa w momentach kryzysu. Jednak doniesienia dotyczące rzekomej budowy nowego, gigantycznego bunkra pod Białym Domem, realizowanej za czasów kadencji Donalda Trumpa, rzucają nowe światło na to, jak bardzo administracja USA dba o przetrwanie ciągłości władzy – nawet jeśli wymaga to kosztownych mistyfikacji.
- Historia ta ma swój początek w maju 2020 roku.
- Skala wykopów oraz środki bezpieczeństwa towarzyszące inwestycji sugerowały coś znacznie poważniejszego.
- Budowa podziemnej twierdzy przestaje być jedynie kwestią bezpieczeństwa narodowego.
Ewakuacja do PEOC i „inspekcja”
Historia ma swój początek w maju 2020 roku, gdy Waszyngtonem wstrząsnęły gwałtowne protesty po śmierci George'a Floyda. Tłum zgromadzony pod rezydencją prezydenta zmusił Secret Service do podjęcia radykalnych kroków. Donald Trump, wraz z rodziną, został pospiesznie ewakuowany do podziemnego kompleksu PEOC (Presidential Emergency Operations Center). To wydarzenie, choć podyktowane procedurami bezpieczeństwa, stało się wizerunkową porażką ówczesnego prezydenta, który później tłumaczył, że zszedł tam jedynie na „inspekcję”.

Oficjalna wersja, czyli renowacja i luksus
Według nieoficjalnych informacji, stan istniejącego schronu głęboko rozczarował Trumpa. Bunkier, pamiętający czasy II wojny światowej i Zimnej Wojny, miał być ciasny, duszny i nienowoczesny. Niedługo po tych wydarzeniach na terenie Północnego Trawnika (North Lawn) Białego Domu ruszyły zakrojone na szeroką skalę prace budowlane. Oficjalny komunikat był lakoniczny i uspokajający: modernizacja infrastruktury oraz budowa nowej sali balowej. Jednak skala wykopów oraz środki bezpieczeństwa towarzyszące inwestycji sugerowały coś znacznie poważniejszego.
Idealna zasłona dymna
Dziennikarze i eksperci od bezpieczeństwa szybko połączyli kropki. Budowa „sali balowej” idealnie nadawała się na tzw. przykrywkę operacyjną. Wielki wykop w samym sercu Waszyngtonu, osłonięty wysokim ogrodzeniem, pozwolił na dyskretne wylanie ton betonu i stali głęboko pod ziemią. Amerykańska opinia publiczna, sugeruje, że pod pretekstem prac renowacyjnych powstał nowoczesny, samowystarczalny kompleks dowodzenia zdolny przetrwać ataki, które zniszczyłyby naziemną część rezydencji.
Politolog Agnieszka Zarmba w rozmowie dla portalu Goniec.pl tak odnosi się do tej sytuacji:
– Amerykanom żyje się gorzej. Donald Trump polikwidował wszystkie fundusze, które były potrzebne do chociażby programu wyżywienia, czy tych dotyczących wyrównywania szans. Pozostaje również kwestia zdrowia, która cały czas jest zaniedbywana, więc tego rodzaju informacje, zawsze powodują pewną nerwowość w opinii publicznej. Tym bardziej, jeżeli faktycznie taki bunkier miałby być budowany, to tym bardziej byłaby to informacja bardzo wpływająca na opinię publiczną, dlatego że Donald Trump zaczyna być coraz mocniej postrzegany jako osoba, która ma coraz większe problemy z odbiorem rzeczywistości. I w przestrzeni publicznej pojawia się również coraz więcej różnego rodzaju filmików, gdzie Donald Trump rzeczywiście przemawia w sposób zaskakująco nieskładny. Zatem informacja o tym, że ten bunkier miałby się tam pojawiać, byłaby zaskakująca dla amerykańskiej demokracji.
W tym kontekście rzekoma budowa podziemnej twierdzy przestaje być jedynie kwestią bezpieczeństwa narodowego, a staje się symbolem izolacji władzy. Dla wielu Amerykanów priorytetowe traktowanie takiego azylu, w obliczu cięć socjalnych i wątpliwości co do kondycji psychofizycznej prezydenta, byłoby ostatecznym dowodem na to, jak drastycznie elity polityczne oddaliły się od problemów i potrzeb zwykłego obywatela.
Forteca na miarę XXI wieku
Koszty takiej operacji są trudne do oszacowania, ale w budżetach federalnych często ukrywa się wydatki na „czarne projekty” pod pozycjami takimi jak renowacja instalacji hydraulicznych czy elektrycznych. Nowy schron miałby zapewnić prezydentowi nie tylko fizyczne bezpieczeństwo, ale przede wszystkim pełną łączność ze światem i możliwość dowodzenia armią w warunkach izolacji – coś, czego stary PEOC mógł nie gwarantować na poziomie wymaganym w XXI wieku.
Ukryte dziedzictwo
W świecie geopolitycznych napięć i zagrożeń nuklearnych, istnienie takiego obiektu jest logiczną koniecznością. Jednak ironia losu sprawiła, że to właśnie Donald Trump – miłośnik blasku fleszy i wielkich budowli – mógł zlecić budowę najpotężniejszego, a zarazem najbardziej ukrytego „hotelu” w Waszyngtonie, do którego klucze ma tylko garstka wybranych.
Źródło: CNN