Polska buduje pierwszą elektrownię atomową. Jakub Wiech: Powinniśmy planować drugą
System ETS przyniósł w ostatnich latach gigantyczne wpływy do budżetu.Jednak zamiast finansować czystą i tanią energetykę, pieniądze trafiły na łatanie bieżących dziur w państwowej kasie. Szczegóły w “Rozmowie Gońca” wyjaśnia ekspert ds. energetyki Jakub Wiech.
Jakub Wiech: Zmarnowano miliardy złotych na ETS
W latach 2015-2023 państwowy budżet zasiliło około 110 miliardów złotych ze sprzedaży uprawnień do emisji. Zgodnie z unijnymi założeniami, środki te miały pomóc krajowi w uniezależnieniu się od paliw kopalnych.
– To był zastrzyk gotówki, który mógł przynieść wiele dobrego polskiej gospodarce i energetyce – podkreśla Jakub Wiech.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Jak obnażyły raporty, państwo wykorzystało te fundusze głównie do celów doraźnych.
– Według Najwyższej Izby Kontroli w przygniatającej większości – w ponad 90 procentach – środki te zostały wydane źle. Zostały pozbawione impulsu stymulującego transformację energetyczną – punktuje specjalista.
Największym absurdem z perspektywy logiki klimatycznej było wykorzystanie zysków z ETS do zabezpieczenia rządowych dopłat do opału dla gospodarstw domowych.
– Polska była chyba jedynym krajem w Unii Europejskiej, który wspierał pieniędzmi ze sprzedaży uprawnień do emisji zakupy węgla. To jest po prostu chora sytuacja – mówi Gońcowi ekspert.
Zdaniem Jakuba Wiecha budowa elektrowni atomowej przyniesie Polsce wiele korzyści.
– Powinniśmy jednak myśleć już o planach budowy drugiej elektrowni - dodał gość “Rozmowy Gońca”.
Mit opuszczenia systemu
Zdaniem gościa “Rozmowy Gońca”, zamiast skupić się na reformach, krajowa debata polityczna wciąż opiera się na nierealnym prawnie postulacie natychmiastowego porzucenia europejskiego systemu handlu emisjami. Forsowanie takich radykalnych haseł niszczy naszą pozycję negocjacyjną na arenie międzynarodowej.
– W tym momencie toczymy bezprzedmiotową debatę na temat wyjścia z ETS, podczas gdy w rzeczywistości powinniśmy zwrócić uwagę na to, że w Europie panuje bardzo dobry klimat do korzystnej dla Polski zmiany tego systemu – zauważa analityk.
Twarda, bezkompromisowa postawa może przynieść odwrotny skutek do zamierzonego.
– Jeżeli Polska pójdzie do negocjacji z hasłem, że akceptuje wyłącznie wyjście z ETS, to inne kraje Unii Europejskiej zaczną się zastanawiać, po co w ogóle mają się z nami układać.
Węglowa studnia bez dna
Brak transformacji oznacza konieczność utrzymywania archaicznego miksu energetycznego. Tymczasem polskie górnictwo systematycznie zapada się pod ciężarem technologicznej przestarzałości i ogromnej nierentowności. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat jego straty wyniosły 20 miliardów złotych, co ostatecznie pokrywają podatnicy.
– Wydobycie węgla w Polsce w większości przypadków jest trwale nierentowne. Przy średnim koszcie rzędu tysiąca złotych za tonę zostają nam bodajże trzy, może cztery kopalnie, które potrafią jeszcze funkcjonować z zyskiem – wylicza ekspert w rozmowie z Gońcem.
Polityczne argumenty o rzekomym budowaniu niezależności energetycznej rozbijają się o twarde realia rynkowe.
– Około 35 milionów ton węgla energetycznego, które rocznie spalamy, możemy bezproblemowo ściągnąć z importu. Będzie to surowiec tańszy i często lepszej jakości.
Szybszy finał węglowej epoki
W świetle gigantycznych kosztów i rosnącego importu, harmonogram zakładający pożegnanie z węglem dopiero w 2049 roku jawi się jako całkowicie oderwany od realiów. Branża wydobywcza przestała być motorem napędowym gospodarki.
– Górnictwo w Polsce to obecnie wyłącznie problem społeczny. To już dawno przestało być zagadnienie energetyczne czy gospodarcze – ocenia bezlitośnie Wiech.
Zamiast sztucznie przedłużać życie całego nierentownego sektora, eksperci wskazują na konieczność drastycznego skrócenia tego procesu. Z perspektywy dbałości o finanse państwa scenariusz dekarbonizacji powinien być znacznie szybszy.
– Tak naprawdę moglibyśmy zamknąć większość kopalń jeszcze przed 2030 rokiem. Wystarczyłoby zostawić dosłownie Bogdankę oraz zakłady wydobywające węgiel koksujący – podsumowuje ekspert.
Źródło: Goniec