Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Rozrywka > Obejrzałem dokument o Górniak na Sky Showtime. To polski klon hitu z Netfliksa
Piotr Krysiak
Piotr Krysiak 07.04.2026 11:51

Obejrzałem dokument o Górniak na Sky Showtime. To polski klon hitu z Netfliksa

Obejrzałem dokument o Górniak na Sky Showtime. To polski klon hitu z Netfliksa
Edyta Górniak na premierze filmu o niej Fot. Kapif

Wyobraźcie sobie, że kupujecie w luksusowym butiku unikalny, szyty na miarę garnitur, by po powrocie do domu odkryć na nim metkę z masowej sieciówki. Takie właśnie uczucie towarzyszy seansowi najnowszego, głośnego dokumentu o Edycie Górniak na platformie Sky Showtime. 

Zasiadacie przed ekranem, by poznać autentyczną, nieupudrowaną prawdę o jednej z największych polskich gwiazd, a tymczasem dostajecie do bólu wyliczony, komercyjny format, który ma tyle wspólnego z obiektywnym dokumentem, co przedwyborcze obietnice polityków z rzeczywistością. Prawda jest taka, że życie polskiej diwy zostało brutalnie wtłoczone w zagraniczny szablon. I to szablon z odzysku.

Kopiuj, wklej, zapłacz

Jeśli wizualna i narracyjna forma tego dzieła wydaje wam się znajoma, to wasz instynkt was nie myli. Cofnijmy się do 2023 roku, kiedy to na Netfliksie debiutuje "Pamela: Historia miłosna". Trzy lata później dostajemy polskiego klona. To nie jest luźna artystyczna inspiracja, to inżynieria odwrotna. 

Zwróćcie uwagę na schemat: chronologiczna podróż od trudnego dzieciństwa po wielką sławę. U Pameli od Kanady po Hollywood, u Edyty od podwórka w Ziębicach po Eurowizję i Broadway. Styl wizualny? Amerykańska gwiazda bez makijażu, w domowym swetrze, emanująca "autentycznością". Polska artystka? Dokładnie ten sam zabieg – dres, zero makijażu, podkreślanie prozy życia z dżungli w Tajlandii. Obie produkcje to nic innego jak narzędzia do ratowania wizerunku po latach kryzysów i odzyskiwania kontroli nad własną narracją

To bezpieczne, nafaszerowane emocjami laurki, celowo omijające wszelkie trudne pytania. Kamera stoi na statywie, potakuje i grzecznie słucha. Papier wszystko przyjmie, ekran, jak widać, również.

Wielkie milczenie i wymazana przeszłość

Gdy zdamy sobie sprawę, że oglądamy sformatowany produkt, braki w narracji przestają dziwić. To nie są luki w pamięci – to świadome znieczulenie historii. Gdzie podział się rok 2002 i słynny, nieszczęsny hymn w Korei Południowej, o którym do dziś krążą legendy? Gdzie głos muzyków i menedżerów (jak choćby Adama Sztaby), czy twórców musicalu "Metro" z Januszem Józefowiczem na czele? Zostali po prostu wymazani.

Przemilczano nawet kulisy Eurowizji z 1994 roku – tego historycznego, drugiego miejsca. Dokument zgrabnie omija fakt, że ówczesny menedżer, Wiktor Kubiak, kazał artystce zaśpiewać fragment po angielsku, łamiąc regulamin, co o mały włos nie skończyło się dyskwalifikacją Polski. 

Pominięto fascynujące, budujące wątki, takie jak spontaniczny wylot prywatnym samolotem w 2004 roku, by śpiewać na mrozie dla miliona protestujących na kijowskim Majdanie. Zamiast tego dostajemy bezpieczną, pozbawioną niewygodnych świadków spowiedź. 

Widzowie to widzą. Analiza opinii nie kłamie: średnia ocen widzów to zaledwie 5,8 na 10. Komentarze krytyków wręcz krzyczą o nudzie, propagandzie i unikaniu skandali, podsumowując całość jako "laurkę bez refleksji".

Paradoks "99 procent kłamstw"

Tu dochodzimy do najbardziej cynicznego absurdu całej tej układanki. W 2005 roku opublikowałem książkę "Edyta Górniak bez cenzury". Artystka i jej prawnicy grzmieli w sądzie, że 99% tej publikacji to kłamstwa. Wytoczono mi proces, który przegrałem – i tu zmuszam was do chłodnej logiki – wcale nie dlatego, że napisałem nieprawdę. Przegrałem, bo sąd uznał, iż chroni ją prawo do prywatności. Skoro nie jest opłacanym z publicznych podatków politykiem, dziennikarz nie ma prawa prześwietlać jej życia bez jej zgody.

Mija ponad 20 lat. Ta sama Edyta Górniak siada przed kamerą Sky Showtime i całkowicie dobrowolnie, roniąc łzy, opowiada ze szczegółami dokładnie te same historie, które rzekomo były moimi "kłamstwami". Potwierdza publicznie, że nowa rodzina zamykała ją po szkole na klucz przez dziewięć lat. Potwierdza, że nauczyciele za karę sadzali z nią niegrzeczne dzieci ze względu na jej kolor skóry. Prawda ostatecznie zawsze obroni się sama, choć czasem potrzebuje na to ponad dwóch dekad i odpowiedniej gaży od serwisu streamingowego.

Nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że Edyta Górniak posiada głos, który na naszej scenie muzycznej zdarza się raz na stulecie. Kiedy w dokumencie z czułością śpiewa "Somewhere Over the Rainbow" dla swojego syna, czuć magię i nieprawdopodobny talent, którego nie wymyśli żaden spec od wizerunku. I to jest właściwie jedyna rzecz w tym ponad dwugodzinnym serialu, której nie dało się wyreżyserować. 

Cała reszta to kalkulacja i zgrabnie uszyta kreacja z gotowego szablonu. Oglądając to, pamiętajcie o jednym: słuchacie starannie przygotowanej mowy obrończej, podczas której prokurator, świadkowie i ława przysięgłych zostali dyskretnie wyproszeni z sali.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji