Najmroczniejszy okres w życiu. Kamil Nożyński o walce z depresją i pułapkach sukcesu
Kamil Nożyński, znany szerszej publiczności przede wszystkim z kultowej roli dilera Kuby Niteckiego w głośnym serialu HBO „Ślepnąc od świateł”, przez dwa lata toczył dramatyczną walkę o własne życie. Choć z zewnątrz wydawało się, że znajduje się u szczytu kariery, w domowym zaciszu mierzył się z głęboką depresją. W programie Gońca “Prześwietlenie”, aktor i muzyk szczerze opowiada o piekle choroby, niezrozumieniu ze strony otoczenia oraz o tym, że to miłość do synów pozwoliła mu przetrwać najczarniejsze chwile.
– Nawet przyjaciel zbagatelizował ten temat – wyznaje Nożyński.
Życie obdarte z sensu
Sukces ekranizacji powieści Jakuba Żulczyka przyniósł Nożyńskiemu ogromną rozpoznawalność i otworzył drzwi do ogólnopolskiej kariery. Wkrótce po premierze artysta – jak wyznaje w “Prześwietleniu” – zaczął jednak zapadać się w mrok. Depresja systematycznie odbierała mu chęć do działania i wiarę w jakąkolwiek przyszłość. Stan ten opisuje jako zawieszenie w bolesnej próżni, z której nie sposób dostrzec wyjścia.
– Wtedy nie ma żadnych perspektyw. Jest jedna wielka czarna dziura, za którą nic tak naprawdę nie widać – wyznaje szczerze w rozmowie z Gońcem. – Trochę porównuję to do dementorów z „Harry'ego Pottera”. Wisi nad tobą coś, co wysysa z ciebie totalnie życie i duszę. Stajesz się po prostu pustą powłoką.
Najtrudniejsze miesiące spędzał odizolowany, nie mając siły na elementarne aktywności. Choroba obezwładniała go do tego stopnia, że każdy nowy dzień stawał się dla niego ciężarem nie do uniesienia.
– Po przekroczeniu pewnej granicy nie widzisz już dobrych stron. Po prostu nie masz siły na zrobienie czegokolwiek – opowiada Nożyński. – W pewnym momencie najchętniej leżałem pod kocem i nie ruszałem się przez cały dzień. Dzieci szły do szkoły, a ja wracałem pod kołdrę.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA TUTAJ:
Mur obojętności i męskie milczenie
W swojej opowieści aktor dotyka niezwykle ważnego, społecznego problemu: stygmatyzacji zaburzeń psychicznych u mężczyzn. Jako artysta wywodzący się ze środowiska warszawskiego rapu, w którym wciąż silnie zakorzeniony jest etos twardziela, brutalnie zderzył się z brakiem zrozumienia.
– Często mężczyzna nie zadzwoni i nie opowie o swoich problemach. Dochodzi do pewnej granicy, w której po prostu się rozsypuje – mówi Gońcowi.
Próby szukania ratunku nierzadko kończą się zderzeniem ze ścianą. Otoczenie, nie mając odpowiedniej wiedzy, potrafi bezwzględnie zbagatelizować sygnały alarmowe.
– Miałem takie sytuacje, gdy byłem już na granicy i powiedziałem znajomemu, że jest źle. On zupełnie zbył ten temat – wspomina z żalem, uwypuklając systemowy brak empatii wobec osób w kryzysie.
Ostateczny punkt odniesienia
W tej nierównej walce o przetrwanie kluczową rolę odegrała rodzina. Jak wyznaje Nożyński w “Prześwietleniu” dwa dorastający synowie aktora stanowili dla niego ostateczny punkt odniesienia i główne źródło motywacji, by nie poddać się całkowicie. Mężczyzna czuł wielką odpowiedzialność za ich los.
– Nie chciałem, żeby synowie oglądali mnie w takim stanie, ani żeby stało się ze mną coś jeszcze gorszego – podkreśla stanowczo.
Ta głęboka, ojcowska więź sprawiła, że potrafił zmobilizować resztki woli walki. Chłopcy stali się jego swoistą tarczą obronną przed destrukcyjnymi myślami, co artysta spuentował niezwykle obrazowo:
– Moje dzieci były moimi patronusami, pomogły mi przez to przejść – mówi Gońcowi.
Długa droga do światła
Proces wychodzenia z kryzysu był żmudny i wymagał wielotorowych działań. Zrozumienie, że depresja nie jest tylko chwilowym obniżeniem nastroju, stanowiło krok milowy w powrocie do zdrowia.
– Depresja to ciężka choroba, która może skończyć się tragicznie – alarmuje Nożyński.
Ratunkiem okazało się przełamanie narosłego wstydu. Aktor podjął specjalistyczną terapię i zaczął intensywnie poszukiwać nowych bodźców, angażując się w sport (m.in. w triathlon oraz kursy spadochronowe), co pozwoliło mu ponownie zająć głowę.
– Zacząłem szukać różnych zajęć i terapii, żeby z tego wyjść – wyjaśnia.
Budowanie na nowo psychicznej stabilności kosztowało go mnóstwo czasu, ale historia Kamila Nożyńskiego niesie w sobie potężny ładunek nadziei. Przypomina i udowadnia, że proszenie o pomoc nie jest przejawem słabości, lecz najwyższej odwagi, a z mroku można ostatecznie powrócić do pełni życia.
Źródło: Goniec