MON przekazało nagłe wieści ws. szpiega. Wiadomo, dla kogo pracował
W Ministerstwie Obrony Narodowej doszło do wstrząsającego zatrzymania. Polski funkcjonariusz, zatrudniony od wielu lat w MON, został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Białorusi. Jak ustalili dziennikarze Onetu, mężczyzna od dawna przekazywał tajne informacje, a jego działalność była monitorowana przez polski kontrwywiad od połowy 2024 roku. Aresztowanie jest wynikiem skomplikowanej, wielomiesięcznej operacji kontrwywiadowczej i ujawnia powagę zagrożenia ze strony wschodniego sąsiada.
- Wieloletni pracownik MON przekazywał informacje Białorusi
- Kontrwywiad znał zdrajcę od połowy 2024 roku
- Wielomiesięczna operacja polskich służb doprowadziła do aresztowania
Wieloletni pracownik MON przekazywał informacje Białorusi
4 lutego funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego wkroczyli do centrali MON w Warszawie i zatrzymali pracownika resortu obrony. Źródła w służbach potwierdzają, że mężczyzna przez lata współpracował z białoruskim wywiadem, przekazując mu poufne dokumenty, plany operacyjne i informacje o strukturach polskiej armii. Jego pozycja w ministerstwie umożliwiała dostęp do szerokiego wachlarza wrażliwych danych. Według służb, mężczyzna „znał wszystkich w MON”, co ułatwiało mu systematyczne przekazywanie informacji.
Specjaliści ds. bezpieczeństwa podkreślają, że jego działania mogły mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa narodowego. Informacje mogły trafiać nie tylko do Mińska, ale też pośrednio do Moskwy, co wpisuje się w strategię wywiadowczą Rosji i Białorusi wymierzoną w Polskę i sojusz NATO.

Kontrwywiad znał zdrajcę od połowy 2024 roku
Zaskakującym elementem sprawy jest fakt, że polski kontrwywiad miał wiedzę o zdrajcy już w połowie 2024 roku. Zamiast natychmiastowego aresztowania, służby rozpoczęły wielomiesięczną operację mającą na celu pełne udokumentowanie jego działalności.
Operacja obejmowała m.in.:
- monitorowanie korespondencji i kontaktów zewnętrznych,
- analizę wszelkich kontaktów ze służbami białoruskimi,
- zbieranie dowodów w celu wykazania szpiegostwa w świetle prawa wojskowego.
Dzięki tej metodzie „podwójnej gry” polskie służby mogły nie tylko złapać sprawcę, ale również rozpracować potencjalną siatkę wywiadowczą działającą na terenie kraju. Specjaliści podkreślają, że tego typu operacje wymagają ogromnej cierpliwości, precyzji i zaawansowanych środków technicznych, aby nie zmarnować zdobytych informacji.
Wielomiesięczna operacja polskich służb doprowadziła do aresztowania
Przez ponad rok funkcjonariusze SKW śledzili każdy ruch szpiega. Monitorowano zarówno komunikację elektroniczną, jak i fizyczne przemieszczanie się pracownika MON, a także jego kontakty w kraju i za granicą. Tylko dzięki takiej wytrwałej pracy udało się zgromadzić niepodważalne dowody jego zdrady.
Aresztowanie 4 lutego było finałem tej złożonej operacji. Teraz prokuratura wojskowa przygotowuje akt oskarżenia. Za zdradę państwa, w tym ujawnienie tajemnic wojskowych na rzecz obcego wywiadu, zdrajcy grozi nawet dożywocie.
Eksperci ds. bezpieczeństwa wskazują, że sprawa ta pokazuje dwie rzeczy: skalę zagrożenia ze strony wschodnich sąsiadów oraz skuteczność i profesjonalizm polskich służb, które potrafią rozpoznać i wyeliminować realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.
