Wypisali go ze szpitala, chwilę później już nie żył. Tragedia w polskim mieście, w akcji prokuratura
Prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci 51-letniego mężczyzny, który zmarł krótko po opuszczeniu szpitala. Jak poinformował portal EchoDnia.eu, pacjent trafił na SOR po nagłym zasłabnięciu, jednak lekarze zdecydowali się go wypisać. Bliscy zarzucają personelowi medycznemu zignorowanie objawów wskazujących na bezpośrednie zagrożenie życia. Na jaw wyszły nowe informacje.
Zasłabnięcie w domu i wezwanie pomocy. Tragedia w polskim mieście
Zdarzenie rozegrało się we wtorek 2 czerwca w Kielcach. 51-letni pan Rafał, chorujący od stycznia na serce, nagle stracił przytomność w swoim mieszkaniu. Jego partnerka Monika nie wahała się ani chwili i natychmiast zadzwoniła po pomoc. Wiedziała, że stan mężczyzny jest poważny i wymaga natychmiastowej interwencji medycznej.
„Czułam, że muszę zadzwonić po pomoc. Rafał po kilku minutach odzyskał świadomość, charczał i przewracał oczami" – wspomina kobieta w rozmowie z portalem EchoDnia.eu.
Przybyły lekarz zdecydował o przewiezieniu mężczyzny na Szpitalny Oddział Ratunkowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Pan Rafał był tak osłabiony, że nie miał siły wstać.
„Pan doktor zadecydował, że zniosą go na dół na krzesełku" – relacjonuje pani Monika.
Kobieta była przekonana, że w szpitalu jej partner otrzyma należytą opiekę.
Decyzje lekarzy na SOR-ze
Na oddziale bliscy czuwali przy mężczyźnie i na bieżąco śledzili jego stan. Jak wynika z relacji partnerki, nie wykonano jednak szczegółowych badań diagnostycznych.
„Zadzwoniłam też do brata Rafała, który przyjechał najszybciej jak mógł. Przed godziną 19 już razem przyjechaliśmy do partnera, który leżał w szpitalu. Wtedy też po raz drugi pobrano mu krew. Nie zrobiono mu żadnych badań diagnostycznych, nie podłączono do kroplówki" – opisuje Monika.
Po godzinie 21:00 mężczyzna został wypisany do domu. Lekarze zalecili nawadnianie, odpoczynek i zmianę leków.
„Nigdy nie zapomnę jego spojrzenia, błagającego o pomoc. On tak źle się czuł" – wyznaje partnerka zmarłego, opisując moment pożegnania na oddziale.
Śmierć na klatce schodowej
Pan Rafał nie dotarł nawet do swojego mieszkania. Chwilę po powrocie pod blok zasłabł na klatce schodowej, podczas wchodzenia na górę.
„Nie zdążyłam nawet drzwi otworzyć, gdy usłyszałam rumor na półpiętrze" – mówi pani Monika.
Kobieta natychmiast zbiegła na dół i wezwała pogotowie, a do czasu przyjazdu ratowników sama prowadziła resuscytację. Niestety, 51-latka nie udało się uratować.
Na miejscu pojawił się między innymi lekarz, który wcześniej tego samego dnia badał pana Rafała w domu.
„Za niedługo przyjechał kolejny zastęp Pogotowia i był tam ten sam lekarz, który badał go o godzinie 14 w domu. Był w szoku, że Rafał został wypuszczony ze szpitala" – relacjonuje.

Prokuratura bada sprawę, szpital milczy
Rodzina złożyła oficjalne zawiadomienie do prokuratury, przekonana o błędzie medycznym. Śledczy zlecili sekcję zwłok, która ma ustalić dokładną przyczynę śmierci. Partnerka zmarłego zapowiada, że nie odpuści.
„Ja tego tak nie zostawię. Życia mu nie wrócę, ale chcę nagłośnić sprawę, żeby ostrzec innych. Żeby nikt już nie został tak potraktowany przez lekarzy" – oświadczyła w rozmowie z EchoDnia.eu.
Redakcja portalu zwróciła się o komentarz do dyrekcji Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Do chwili publikacji szpital nie zajął stanowiska w tej sprawie.