Zaskakujący zwrot w sprawie zdrowia Hołowni. Posłanka Matysiak zabrała głos
W Międzynarodowym Dniu Walki z Depresją dziennikarz Jacek Nizinkiewicz wybrał “kliki” ponad moralność i opublikował w "Rzeczpospolitej" tekst sugerujący, że Szymon Hołownia zmaga się z depresją po przegranych wyborach prezydenckich w 2020 r. Polityk stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom, oskarżając autora o naruszenie prywatności na podstawie plotek. Redakcja gazety wydała przeprosiny, a sprawa wywołała burzę w internecie. Wydarzenie na łamach naszego portalu skomentowała posłanka Paulina Matysiak.
- Polityk podkreśla, że nie choruje na depresję, ale zmaga się z innymi wyzwaniami
- Internauci krytykują Nizinkiewicza za brak etyki, a część widzi w tekście próbę sensacji w dniu poświęconym walce z depresją
- Redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" przyznał, że publikacja była błędem i przeprosił Hołownię
Co napisał Jacek Nizinkiewicz w "Rzeczpospolitej"?
Artykuł Nizinkiewicza, zatytułowany "Depresja polityka. Choroba dotknęła nie tylko Szymona Hołownię", pojawił się w dniu poświęconym walce z depresją. Dziennikarz twierdził, że Hołownia "od miesięcy zmaga się z depresją", powołując się na "kilka niezależnych źródeł" z otoczenia polityka. Sugerował, że choroba mogła wpłynąć na decyzje Hołowni, takie jak ograniczona aktywność publiczna czy zmienność opinii.
Tekst łączył przypadek Hołowni z szerszym tematem depresji wśród polityków, wymieniając przykłady z historii, jak Winston Churchill czy Abraham Lincoln. Nizinkiewicz podkreślał, że depresja nie dyskwalifikuje w polityce, ale może wyjaśniać niektóre zachowania. Artykuł szybko zniknął z serwisu "Rzeczpospolitej" (strona pokazuje błąd 404).
Dziennikarz w późniejszych komentarzach dla mediów stwierdził, że tekst nie był przeciwko Hołowni, a jego celem było zwrócenie uwagi na problem depresji w polityce.

Ostra reakcja Szymona Hołowni na publikację
Szymon Hołownia szybko zareagował na artykuł w mediach społecznościowych, publikując w tej sprawie długi wpis. Polityk oskarżył Nizinkiewicza o "przemocowe wyoutowanie" i ujawnienie prywatnych informacji zdrowotnych bez zgody, na podstawie "plotek usłyszanych na mieście". Podkreślił, że wyłącznym dysponentem takich danych powinien być sam chory, co gwarantuje prawo i przyzwoitość.
Hołownia zaprzeczył, jakoby chorował na depresję, ale przyznał, że zmaga się z "innymi wyzwaniami" zdrowotnymi. Wyjaśnił, że wynikają one z fali nienawiści po wyborach prezydenckich w 2020 r. i sześcioletnich zmagań w polityce, w tym ataków na niego i rodzinę. Dodał, że leki działają, a on odzyskuje siły.
Wpis Hołowni porównał publikację do innych przypadków naruszeń prywatności, jak ujawnienie leków przez "Gazetę Wyborczą" w sprawie Sławomira Cenckiewicza. Polityk wezwał do szacunku dla osób chorych i stwierdził, że choroba nie jest towarem, a chorym należy towarzyszyć, nie plotkować o nich.
Przeprosiny redakcji "Rzeczpospolitej" i konsekwencje
Redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" wydał oświadczenie po południu tego samego dnia, przepraszając Szymona Hołownię i przyznając, że publikacja była błędem. Naczelny podkreślił, że tekst naruszył standardy dziennikarskie, szczególnie w zakresie wrażliwych danych zdrowotnych. Nie podano szczegółów wewnętrznych działań, ale artykuł został usunięty.
Sprawa wywołała dyskusje w środowisku dziennikarskim i lekarskim. Naczelna Izba Lekarska skrytykowała ujawnienie danych bez zgody, podkreślając ochronę informacji o zdrowiu psychicznym. Inne media, jak Onet czy Do Rzeczy, relacjonowały kontrowersje, wskazując na brak weryfikacji źródeł.
Paulina Matysiak: Polityk ma prawo do prywatności
Jakie konsekwencje powinny zostać w tym przypadku wyciągnięte? Porozmawialiśmy o tym z Pauliną Matysiak:
- Nie wiem, czy Szymon Hołownia podejmie jakieś inne kroki, związane chociażby z naruszeniem dóbr osobistych, czy być może będą to działania w związku z ujawnieniem danych objętych w tym przypadku tajemnicą lekarską. W sprecyzowaniu pana marszałka pojawiła się zresztą informacja, że choruje i zmaga się z inną chorobą.
- W każdym razie są już oczywiście przeprosiny redaktora naczelnego, które pojawiły się na portalu „Rzeczpospolitej”. Artykuł redaktora Nizinkiewicza został zdjęty. Moim zdaniem jest to bardzo zły przykład tekstu, w którym, po pierwsze, informacje te nie zostały zweryfikowane. Redaktor Nizinkiewicz przed publikacją nie poprosił pana marszałka Hołowni o komentarz, mimo że wykorzystane w tekście informacje dotyczą bezpośrednio jego i jego stanu zdrowia.
- Tak jak pisałam na platformie X, uważam, że są pewne granice, których nie powinno się przekraczać. Jedną rzeczą jest oczywiście chęć informowania opinii publicznej o tym, co robią politycy i jakie podejmują działania. Natomiast umówmy się: kwestie zdrowia, chorób, tego, czy ktoś się leczy, czy nie, nie są informacjami z tej kategorii.
- Uważam też, że polityk, tak jak każdy inny obywatel, ma prawo do prywatności i o swoich sprawach, problemach oraz stanie zdrowia powinien móc informować na własnych zasadach – jeżeli w ogóle, oczywiście, chce to robić. Nikomu nic do tego. Uważam, że to bardzo niebezpieczny precedens. Zresztą nie pierwszy, jeśli chodzi o polską scenę polityczną, bo przecież w ostatnim czasie „Gazeta Wyborcza” publikowała informacje dotyczące stanu zdrowia i leków szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, pana Cenckiewicza. Myślę, że jako klasa polityczna powinniśmy w takich sprawach stanąć razem i mówić jednym głosem. Liczę też na to, że media również wyciągną z tej sytuacji wnioski.
- Warto tutaj podkreślić, że żaden dzień – tak jak Dzień Walki z Depresją – nie uzasadnia tego, żeby takie informacje publikować. Należy też zaznaczyć, że to nie był wpis blogera czy kogoś, kto wypuścił jakiegoś tweeta, tylko artykuł opublikowany na dużym portalu. Artykuł, który przeszedł korektę i musiał zostać zaakceptowany przez wydawcę. Jest tutaj całe grono osób, którym powinna zapalić się lampka ostrzegawcza z komunikatem: „Hej, to przesada, tego za dużo, takiej publikacji nie powinniśmy puszczać”. I tego zabrakło.
- Zresztą same przeprosiny pojawiły się dobrych kilka godzin po tekście, dopiero po południu. Widziałam na ich stronie, że redaktor Nizinkiewicz nie przeprosił, a jedynie podał dalej przeprosiny redaktora naczelnego. Rodzi się pytanie, czy on w ogóle widzi problem w swoim tekście. Zachowuje się trochę tak, jakby szedł w zaparte, co moim zdaniem również jest problematyczne.
- Kończąc: mam nadzieję, że dziennikarze, przygotowując swoje teksty, będą opierać się przede wszystkim na faktach, sprawdzając informacje zasłyszane z różnych źródeł i krążące plotki bezpośrednio u zainteresowanych. A w tak delikatnej materii, jak chociażby kwestie zdrowotne, po prostu nie będą takich informacji wypuszczać bez zgody zainteresowanych osób.
Źródło: Goniec.pl