Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Kupujemy czołgi, ale czy to nas uratuje? Gorzka prawda o polskim bezpieczeństwie
Albert Świdziński
Albert Świdziński 30.04.2026 09:11

Kupujemy czołgi, ale czy to nas uratuje? Gorzka prawda o polskim bezpieczeństwie

Kupujemy czołgi, ale czy to nas uratuje? Gorzka prawda o polskim bezpieczeństwie
Fot. Wojciech Olkusnik/East News

Obserwuję to z narastającym niepokojem: stary porządek międzynarodowy ostatecznie się rozpadł, a my wciąż tkwimy w letargu, wierząc, że historia skończyła się raz na zawsze. Świat płonie, status państw i granic jest negocjowany na nowo siłą, a tymczasem polskie elity ze słuszną trwogą patrzą na tę dekompozycję, nie mając żadnej własnej, suwerennej strategii. Nie doszacowałem poziomu naszego intelektualnego nieprzygotowania – zamiast budować realny potencjał, naiwnie sądzimy, że miliardy złotych wydane za oceanem magicznie zagwarantują nam przetrwanie w 2026 roku. Moim zdaniem to skrajnie infantylne, bo samo kupowanie czołgów i samolotów to nie to samo co zdolność do skutecznej obrony państwa, a mglista obietnica pomocy sojuszniczej rzadko działa, gdy na terytorium wkraczają wrogie wojska.

Koniec iluzji i wiara w cudzesy

Od lat z uporem maniaka powtarzam, że samo kupowanie sprzętu wojskowego nie daje nam bezpieczeństwa, jeśli nie mamy spójnej koncepcji jego użycia w obliczu otwartego konfliktu. Zachowujemy się jak niefrasobliwy menedżer lunaparku, który na słowo uwierzył, że śruby w kolejce górskiej są dokręcone, i nie widzi problemu, dopóki nie dojdzie do tragedii. W kwestii naszego bezpieczeństwa narodowego każda taka wojna lądowa w Polsce to jest nie ma planu B. Planem B jest modlitwa. Oficjalnie wmawiamy sobie, że gigantyczne zakupy zbrojeniowe to nasza polisa ubezpieczeniowa u wuja Sama, zupełnie ignorując fakt, że systemy oparte wyłącznie na technologii potrafią zawieść, co dobitnie pokazały ostatnie starcia na Bliskim Wschodzie. My jednak trwamy w sprzętowej fascynacji, zamiast dostrzec, że potrzebujemy natychmiastowej deregulacji przemysłu podwójnego zastosowania i uwolnienia potencjału polskiego sektora dronowego spod biurokratycznego buta służb.

Konstrukt imperialny czy wieczny petent?

Przespaliśmy niemal dwie dekady doskonałej pogody geopolitycznej, podczas których mogliśmy zacząć budować wokół siebie konstrukt imperialny w kontekście polskim i jak to mogłoby wyglądać – no wtedy rzeczywiście moglibyśmy myśleć o tworzeniu koncepcji imperialnej. Zamiast wyrosnąć na regionalnego lidera, proponującego realną architekturę bezpieczeństwa dla państw bałtyckich czy Ukrainy, zadowoliliśmy się statusem podwykonawcy i wiecznego aspiranta, marzącego o zaproszeniu do stołu "dorosłych". Geografii nie oszukamy; nie oddzielają nas od Rosji potężne oceany ani Himalaje, a rozciągająca się na wschód od Warszawy płaska równina to obiektywne i śmiertelne zagrożenie. Czas przestać satysfakcjonować się rolą taniej montowni Europy. Prawdziwą niezależność może przynieść nam dziś urealnienie gwarancji amerykańskich, wymuszenie konkretnych działań lub wejście na drogę hedgingu nuklearnego, by wreszcie dysponować argumentem ostatecznego odstraszania.

Uwiąd elit i niewykorzystany potencjał narodu

Kiedy patrzę na naszą klasę polityczną, dostrzegam mechanizmy selekcji promujące potakiwaczy i technokratów, którym brakuje elementarnych cech mężów stanu: odwagi, niezłomności i strategicznej wizji. W polskim systemie nie wyciąga się żadnych konsekwencji wobec decydentów za błędy w zarządzaniu państwem, przez co struktura odpowiedzialności przypomina ponury żart. 

Często zadaję sobie pytanie: dlaczego zamiast uczyć się na cudzych błędach my chcemy uczyć się na swoich? Nie wiem. Może ktoś na nas klątwę rzucił. 

  • A przecież jako społeczeństwo dysponujemy fenomenalną tkanką – rośnie nam ambitne, zaradne pokolenie przedsiębiorców, którzy chcą od życia czegoś więcej. Głęboko wierzę, że jesteście dużo lepsi niż struktury tego państwa, dlatego musimy wymusić na rządzących radykalną zmianę kursu, zanim jedynym bodźcem do innowacji stanie się lufa pistoletu przystawiona nam do skroni. Zrobię wszystko, by Polska nie musiała dzielić tragicznego losu Ukrainy.
  • Koniec myślenia życzeniowego: Rozpad zimnowojennego ładu zmusza Polskę do porzucenia iluzji, że bezpieczeństwo można po prostu "kupić" u silniejszego sojusznika bez ponoszenia strategicznej odpowiedzialności.
  • Hedging i regionalna dominacja: Aby przetrwać na płaskiej nizinie środkowoeuropejskiej, musimy poważnie rozważyć opcje hedgingu nuklearnego i budowy własnych stref buforowych.
  • Brak odpowiedzialności elit: Największym zagrożeniem wewnętrznym jest chroniczny brak pociągania do odpowiedzialności polityków i wojskowych za decyzje, które decydują o być albo nie być całego narodu.
  • Przedsiębiorczość jako tarcza: Ratunkiem dla przestarzałej armii jest natychmiastowe zdjęcie ograniczeń biurokratycznych z małych, innowacyjnych firm technologicznych i dronowych.
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji